Blogger Tips and TricksLatest Tips For BloggersBlogger Tricks
  • Na co komu Walentynki?

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgZ8_HCZaJs_vHRni9v7UpPmqSWVGgLVNE1JMMUJyc3bn9Ok0j1S8NviTYBDcg3ut3Ng6TRlRyASk3VtoCXTD84fqOyodUQsBscaj7RMdHMej2hLfumJTL07kEkbt7zydUlxtlbaFja7hmc/s1600/Walentynki.jpg

    Miliardy serduszek. Baloników, lizaków, kwiatków, misiów. Po co?

  • Blue monday - czyli jeśli nie lubisz poniedziałku, to tego wyjątkowo.

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjv6XiBKrjDZL18gaHUh0PbU63AExFnk-qbuTpODc50leVxnG2WxJCIfPQ9-Bv4Ahn2OLltFgJA6pLjiEU0yTK6dcHquCAF7UJMaSXwqq76UcBbAZSowBCDbYx0VNKT1IgBU-0K8wvXjk3m/s1600/blue_monday.jpg

    Dziś w teorii najbardziej depresyjny poniedziałek w roku. Według wyliczeń kogoś mądrego, albo po prostu siedzącego na odpowiednim stołku 18 stycznia jest dniem, w którym nie powinniście wychodzić spod kołdry, bo nic dobrego Was nie spotka.

  • Sposób na brak wolnego czasu.

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgnb4ki9YsM5ogDjUd4A__5oeaoQMCzlwHR54d-bdeQL5JvpAzo8FfYb6TruvhPKfSW3eltWgfH4IUreqE5QN5mnIh7JEy2RqKhr7PeHNzXpBhDHBKCxQCMSMrCG5s4hHutdUeXBDXOJBoH/s1600/sposob_na_brak_wolnego_czasu.jpg

    "Nie mów, że nie masz czasu. Masz tyle samo godzin na dobę, ile mieli Helen Keller, Pasteur, Michał Anioł, Matka Teresa, Leonardo da Vinci, Thomas Jefferson i Albert Einstein."

  • Typy klientów sklepów. Z doświadczenia :)

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEihRqYGobsASqJpKsRLravUo-eVftzV7E9aT7j9cEDHHaOA7mtSaP5sEFZWhONnNh4mhIv566L34DKNKapjj-7xzHiyftsFEJ8RwVOrzqnFMeGq6fmbMHunm40r5Jx7nOsgtIrd9Gz_RF2D/s1600/typy_klientow.jpg

    Jak większość z Was (tak z dużej, bo Was lubię), wie pracuję znaczną część życia na marketach. Marketach różnego rodzaju.

  • Liebster Blog Award czyli krótkie Q&A

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHpeGLWmfg_tyYtTn13BphVnniZEpmgBj359McN-_FmOyRg6KO4To9Oh6p9l7xtR8Bx3lf7_yAz3Pls6vVscMoGHNEXyxx95rZchz5SW8piM61gRafic9GZZmbgaHD0hgwKQpXUwX5lUkK/s1600/liebster.jpg

    Weronika nominowała mój blog do odpowiedzi na Liebster Blog Award. Jest to cykl w którym blogerzy nominują 11 blogów do odpowiadania na 11 pytań w dowód uznania ich pracy.

wtorek, 6 maja 2014

3000 paczek Verbeny do zgarnięcia za darmo!

http://on.fb.me/1u3rgg4


Pamiętacie poprzednią Pocztę cukierkową Verbeny? Firma znów chce nas zaskoczyć słodkimi cukiereczkami!

Co trzeba zrobić? 
Po 1 - kliknąć powyższy baner, który przeniesie Was do aplikacji na FB.
Po 2 - polubić fanpage Verbeny i Poczty polskiej (wiem, ciężko polubić firmę gubiącą blogerom tyle przesyłek, jednak... dla dobra sprawy, można się przełamać ;) )
po 3 - wpisać personalia i pełny adres osoby, której chcemy wysłać cukierki!
po 4 - i najważniejsze zarazem. Napisać - dlaczego to właśnie tej osobie mają być wysłane zdrowe cukierki Verbeny.


Nagrody będą przydzielane w 4 etapach:
1 30.04.2014 - 31.05.2014
2 01.06.2014 - 30.06.2014
3 01.07.2014 - 31.07.2014
4 01.08.2014 - 30.08.2014

W każdym z tych etapów Verbena roześle 250 przesyłek po 3 paczki cukierków. W całej akcji więc Verbena wyśle aż 1000 kompletów osobom, które zechcecie obdarować!
Warto wziąć udział nawet na samym początku, gdyż uczestnictwo w 1 etapie nie dyskwalifikuje nas oczywiście w kolejnych etapach.

Powodzenia!

http://on.fb.me/1u3rgg4

poniedziałek, 5 maja 2014

Darmowy szampon Head & Shoulders!


Dziś króciutko, bo pogoda dziś była ładna i spędziliśmy ten czas poza domem. Wykorzystaliśmy ten czas w nieco inny sposób niż pisanie, ale oczywiście pisanie też w tym tygodniu się nadrobi. ;)

Mianowicie przyszły dziś (w końcu) próbki od Everyday me. W sumie zawsze wysyłali po 2-3 dniach, a obecna paczka przyszła ze sporym opóźnieniem, ale w zasadzie, to nie aż taki problem. Ważne, że doszły. Wszyscy, którzy zamówili wcześniej na pewno swoje otrzymają, a tych którzy jeszcze nie zamówili odsyłam do poprzedniego wpisu w którym wyjaśniam jak to zrobić.

Pozdrowionka.

piątek, 2 maja 2014

Czy przydałby Ci się organizator kabli?


Czy spotkaliście w swoim domu kiedyś taki obrazek, jak powyżej? Pytam, bo w sumie mnie spotyka to niezwykle często. To w zasadzie jedna z niewielu rzeczy, których nigdy nie umiałem sobie zorganizować pomimo, że nic mnie tak nie wkurza, jak widok zaplątanego kabla od telefonu w... trzy inne kable od telefonu. Powoduje to zwykle sytuacje w której codziennie muszę tracić cenny czas i zamiast np częściej dla was pisać, to rozplątuje kable (ha, ale wymówkę znalazłem..., niemal jak ten od kredensu w Fakcie). Niemniej jednak na ratunek przychodzi nam Tesa, której kolejny produkt chciałbym przedstawić. Prowadnica kabli może znacznie ułatwić organizację powyższego miejsca...


Użycie znów, jak w przypadku poprzedniego ułatwienia zaproponowanego przez Tesa jest bardzo łatwe. Po wyjęciu z opakowania prezentuje się to tak:


Wystarczy więc po rozpakowaniu zahaczyć jedną końcówkę o drugą, jak w przypadku chociażby trytytki, czyli popularnej opaski zaciskowej. Po prostu zakładamy prowadnicę na kabel, po czym zaciskamy do tego momentu, aby kabel jednocześnie był uporządkowany, ale też nie za ciasno, aby nie utrudnić działania.





Powyżej macie przykład jak ładnie mogą być zorganizowane kable, jeśli tylko chcemy. Kable są w różnych kolorach, więc jeśli mamy dużo kabli do zorganizowania i zdecydujemy się na zakup większej ilości prowadnic kabli, to możemy śmiało przydzielić kolor do danego sprzętu. Wtedy będziemy w ciemno wiedzieli, że niebieskie są od telefonów, czerwone od drukarki etc... Jak dla mnie pomysł wart wykorzystania.

środa, 30 kwietnia 2014

Podkładki filcowe - konieczność w każdym domu.


Przyszedł czas na zapowiadaną jakiś czas temu recenzję produktów Tesa! Na początek pewnie znane Wam wszystkim podkładki filcowe. Jest to produkt niezbędny przy łatwo rysującej się podłodze (jak na przykład nasze panele), warto również zaopatrzyć się w nie jeśli chcemy dbać o nasze krzesła, bo jakby nie było, one również przy przesuwaniu się rysują. Użycie jest banalnie proste, ale zademonstruję Wam jak przebiegał cały ten proces:


Najpierw dokładnie wyczyściłem nóżki od pufy. Była ona wprawdzie co jakiś czas myta, ale jednak kurzu się tam troszkę nazbierało. Najlepiej wytrzeć na mokro, a potem na sucho i zaczekać chwilkę aż cała nóżka przeschnie. 


Potem pozostaje montaż. Banalna sprawa - możecie nawet poprosić o pomoc swoje dzieci, będą zachwycone, że przydały się przy remoncie, a wy połączycie pracę z zabawą. Wystarczy odkleić filc z kartki i przykleić na nóżkę. Potem lekko docisnąć i... już. 


Tak wyglądała skończona pufa. Foto z prawej, to jednak trudniejsza rzecz. Drugą pufę mieliśmy z nieco niestandardowym kształtem nóżek. Nie był to jednak specjalnie duży problem, gdyż podkładki filcowe można dowolnie wycinać. Ja zdecydowałem się na przecięcie w połowie i ułożenie zewnętrznymi krawędziami. Wyszło dość fajnie, zresztą, nawet nie o wygląd chodzi, a o funkcjonalność, a ta jest zapewniona w 100%. Są też inne kształty tych podkładek, jednak pod ręką miałem jedynie te okrągłe, więc to z nich wycinałem. W ten oto sposób nasza podłoga już dłużej nie będzie się rysowała od przesunięć puf. Teraz pozostaje już tylko podłogę wypastować. ;)


A tu pokażę Wam do czego można jeszcze wykorzystać podkładki filcowe. Nasze drzwi do pokoju po zmianie okazały się o jakiś milimetr (?) mniejsze niż poprzednie. Pojawił się więc problem, bo gdy ktokolwiek z domowników przechodził przez pokoje albo wpuszczał kogoś z zewnątrz, to pod wpływem wiatru drzwi odbijały się od framugi. Było to strasznie irytujące. Szukałem czegoś, czym mógłbym podkleić drzwi i pewnego dnia trafiłem w Tesco na produkt Tesa. Było to dość dawno temu, jeszcze przed naszą współpracą.


Powyżej macie efekt wykonanej pracy. Wystarczyło przeciąć podkładkę na pół i przykleić ją do siebie. Następnie docisnąć i lekko uformować. Efekt super - drzwi na zawsze przestały trzaskać. :)

wtorek, 29 kwietnia 2014

Spędzaj czas aktywnie z Testandwrite!


Witamy!
Daleko nam do zmiany bloga w typowo aktywnego, z programami ćwiczeń czy mobilizacjami. Jednak przyszło już niemal lato! Jest ciepło. Chce się wręcz wyjść i poćwiczyć.
Nie wiem czy w waszej okolicy też zrobili taki mini plac ćwiczeń, jednak w Bielsku-Białej ma go niemal każde osiedle. Można bez krępacji (bo nie ważne w jakiej formie jesteście na pewno znajdzie się sąsiad mający gorszą), bez specjalnych przygotowań (bo wystarczy wyciągnąć cokolwiek z szafy i wyjść z domu) i bez żadnych kosztów (bo tu karnet na mini siłownię mamy darmowy) poćwiczyć.


Zachęcamy do tego z całego serca, bo nie ma nic gorszego, jak siedzenie w domu w taką pogodę. Mimo, że jak to przy okazji prowadzenia bloga zawsze są jakieś zaległości, to jednak grzech taką pogodę zmarnować. 


Notki można przecież nadrobić wieczorem, a forma sama się przed komputerem nie zrobi. ;)
Jeśli nie macie pod domem podobnego sprzętu, to można, jak większość blogerów obecnie, biegać. Wystarczą tylko buty, ewentualnie telefon z aplikacją mierzącą kilometry. Bieganie to też w zasadzie ciekawy temat, zwłaszcza, że w razie deszczu sąsiad ma w piwnicy bieżnię i moglibyśmy tam realizować trening. 
Idzie lato - łapcie promienie słoneczne, no i formę :)

czwartek, 24 kwietnia 2014

Bo piłka to niezły sposób na życie


Ostatnio coraz więcej kampanii różnych firm z wykorzystaniem piłki do nogi. W sumie pomysł jest trafiony, nawet jeśli piłki są wątpliwej jakości. Najpierw z inicjatywą wyszła Coca-cola, której PRowcy strzelają firmie w stopę - mimo kilku zapytań o jakość, wykonanie i szycie piłki nie doczekałem się odpowiedzi - prawdopodobnie piłka jest tak kiepska, że wstydzili się odpowiedzieć. Sprawdzałem też piłki "Pele", które oferuje Tesco i... nie polecałbym zaprzątać sobie nimi głowy. Miesiąc temu kolega zapomniał wziąć na nasze granie piłki i kupiliśmy podobną (podobne wykonanie i szycie) w markecie... Piłki wytrzymała... około 20 strzałów. Potem wprawdzie mieliśmy nieco zabawy kopiąc "balonem", który wyszedł z rozprutej totalnie piłki, ale chyba nie tego się spodziewamy kupując piłkę (bo do zebranych znaczków w Tesco trzeba przecież nie mało dopłacać). Dla młodszych graczy z pewnością takie piłki się nadadzą, a przecież warto krzewić w nich ducha sportu już od najwcześniejszych lat. Natomiast ostatnio Pepsi zaskoczyło (?) nas swoją nową promocją, również oferując piłkę. A w dodatku, nie samą piłkę, gdyby jednak któryś obżartuch wolał zamiast spędzania czasu na dworze spędzić go w pobliskim KFC.
Ale do rzeczy:
Trzeba zbierać nakrętki z Pepsi i za uzbieranie otrzymujemy nagrody:
  • 5 nakrętek promocyjnych - Pepsi 0,5 (400 000 napojów),
  • 10 nakrętek promocyjnych - 5 sztuk Hot Wings (183 000 zestawy),
  • 15 nakrętek promocyjnych - piłka Pepsi Funball (100 000 piłki).
W nawiasach macie ilość nagród jaką Pepsi przeznaczyło do obioru. Nagrody można odebrać w każdym KFC.
I jeszcze jedno - akcja trwa przez cały maj.

niedziela, 20 kwietnia 2014

Filmy wielkanocne?


Na początek wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Wielkiej Nocy, które dla mnie osobiście niosą większe przesłanie i radość, niż te Bożonarodzeniowe. Wszak ważniejsze dla wierzącego powinno być to, że Jezus umarł za nasze grzechy, niż to, że się w ogóle urodził.

Nie o tym jednak chciałem dziś rozkminiać, ale nie bez powodu przewinął się temat Świąt Bożego Narodzenia. Ile znacie filmów współczesnych, które mówią o około świątecznej, grudniowej tematyce? Już pomijając Kevina, który stał się symbolem świąt, ale wszystkie te filmy o ratowaniu świąt, nowych mikołajach, elfach, reniferach, złych chochlikach. Nie wspominając o miłosnych komediach przy okazji świąt, nawet horrory jakiejś drugiej kategorii się przewinęły.

Przyszedł czas na pytanie... ile znacie WSPÓŁCZESNYCH, nie historycznych, filmów o tematyce Świąt Wielkanocnych. Odnoszę wrażenie, że albo reżyserzy nie mają jakiegokolwiek pomysłu na te święta, albo wolą kopiować stale oklepywane tematy i powstało jakieś 100 (albo więcej?) filmów historycznych o ostatniej drodze, ukrzyżowaniu etc (większość z nich jest tak słabo nakręcona, że nie da się oglądać), ale nikt nie wykreował jakiś postaci współczesnych związanych z tymi świętami. Trafiłem na film, którego kadr mamy wyżej, czyli Hank i Mike. Ponoć raczej do wysokich lotów nie należy, ale obejrzę, chociażby z chęci zobaczenia czegoś współczesnego, historii dziejącej się dziś, a mającej związek ze świętami. Czy tak trudno nakręcić coś w rodzaju nawet Kevina, ale w klimacie świąt Wielkanocnych? Widocznie trudno, bo niewielu się pokusiło aby to zrobić.



Pozdrawiam i czekam na propozycje - coś przecież w święta oglądać trzeba, a tego co serwuje telewizja, że tak powiem "nie zniesę".

piątek, 18 kwietnia 2014

Zdrowe Cukierki z cukrem brzozowym




Poznajcie dziś naszych dwóch nowych znajomych, którymi są dwa przesympatyczne potworki Floyd i Bowie. Te dwa uśmiechnięte futrzaki widnieją na opakowaniach zdrowych cukierków Tingz, które otrzymaliśmy to testowania od firmy ZielonaBazylia.pl. Firma ta zajmuje się dystrybucją na polski rynek naturalnych i zdrowych produktów takich jak np. herbat, kawy, miody, czekolady, batoniki musli itp. My natomiast otrzymaliśmy cukierki marki Peppersmith z ksylitolem, czyli cukrem brzozowym i na tym się skupimy w dzisiejszej recenzji. 




Wróćmy do naszych bohaterów. Bowie i Floyd mieszkają w małych kolorowych domkach na czubkach wysokich drzew i jak możemy się domyślić są to pewnie brzozy. Aby ich lepiej poznać i Wam przedstawić zasięgnęłam wiedzy na ich temat na jednej z brytyjskich stron internetowych. Dowiedziałam się, że nasi przyjaciele są niewielkiego wzrostu, gdyż liczą ok 11cm i ważą tyle co mandarynka. A cała ta kreacja jest stworzona z myślą o dzieciach dla których cukierki są dedykowane. Tingz to tak naprawdę alternatywa dla cukierków i drażetek, które zawierają tzw. "biały cukier".

Słodycze te nie posiadają także glutenu, sztucznych barwników i konserwantów. Spokojnie mogą jej jeść osoby nie trawiące glutenu, wegetarianie i weganie. Cukierki pomagają także redukować kamień nazębny oraz efekty wystąpienia próchnicy. Można je z powodzeniem podawać dzieciom powyżej 3 lat, ale nie należy przesadzać z ich spożywaniem, gdyż nadmierna ich ilość powoduje przeczyszczenia. ;)




Bowie jest patronatem cukierków Tingz z ksylitolem o smaku pomarańczowo-mandarynkowym.




Floyd znów dumnie prezentuje swoją mordkę na cukierkach Tingz z truskawką i wanilią.
















Moim zdaniem wykorzystanie substancji słodzącej pochodzącej z brzozy w produkcji słodyczy zamiast białego cukry jest chyba dobrym pomysłem. Jeśli chodzi o moje własne odczucia co do samych cukierków to według mnie są zbyt słodkie i wystarczy jeden góra trzy i mam dość, a to na prawdę małe pastylki. Może to i dobrze, bo dzieci nie powinny się opychać słodyczami. Jakiś czas temu usłyszałam w wiadomościach, że 13% dzieci w szkołach, wyrzuca kanapki do kosza, a także surówki z obiadów szkolnych na rzecz sporych ilości słodyczy, które sa dostępne w sklepikach szkolnych. 

Myślę, że tego typu słodycze powinny znaleźć się właśnie w sklepikach szkolnych, aby dzieci mogły zajadać się zdrowymi słodyczami, ale jak już pisałam, bez przesady. ;)

Jeżeli macie ochotę wypróbować cukierki Tingz zapraszam na stronę ZielonaBazylia.pl, gdzie znajdziecie też inne produkty z ksylitolem i nie tylko. Cukierki z naszej dzisiejszej recenzji możecie kupić za 5,99 zł za opakowanie, w którym mieści się 25 cukierków Tingz. 

Zapraszam na stronkę i życzę smacznego.




środa, 16 kwietnia 2014

Darmowe kremiki La Roche-Posay


W tym wpisie w zasadzie niewiele trzeba oprócz zdjęcia. La Roche-Posay zdecydowało się na akcję podobną do akcji Vichy (nadal aktualna) i rozdaje katalogi ze swoimi próbkami kremów. 
Listę aptek w których możecie odebrać katalogi z kremikami znajdziecie na stronie La Roche-Posay.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Zbierasz punkty na kartach "lojalnościowych"?



Siemanko!
W tytule rzecz, którą ma pewnie każdy z Was. A jeśli nie ma, to pewnie kiedyś założy... Dlaczego karty członkowskie w marketach są dla mnie tylko "lojalnościowymi", a nie po prostu lojalnościowymi? Sprawa wydaje mi się prosta i rozwiązuje to zdjęcie powyżej. O żadnej lojalności nie może być mowy jeśli mam w portfelu kartę Clubcard (Tesco), kartę Payback (używaną najczęściej w Realu) oraz kartę Rodzinka (Carrefour). W głowie natomiast mam ulokowaną myśl, że gdzieś tam w domu czeka na mnie album do wyklejania z pobliskiej Żabki. Czy można więc mówić o jakiejkolwiek lojalności? No chyba nie. Lojalnymi klientami ze względu na karty są zwykle kierowcy, bo jeśli spasuje im benzyna, a do tego łapią darmowe punkty, to już jest pełnia szczęścia, jednak w przestrzeni marketów trudno mówić o konkurencyjności. Ostatnio stworzone badania  pokazały (jak kogoś dokładnie interesują to poszukam, jednak póki co będzie to wywód z pamięci), że różnica cenowa między najdroższymi, a najtańszymi zakupami zrobionymi w markecie (10 produktów na łączną kwotę około 50zł) wynosi zaledwie 4złote. Niby dużo, ale była to różnica między delikatesami Alma, a dyskontem Biedronka. W innych przypadkach, gdy porównamy ceny z Tesco, Biedronki czy Carrefoura to różnica wyjdzie niemal żadna - złotówka w tą czy tamtą zależnie od tego który tydzień ma na coś promocję.


Kartę Clubcard mam już bardzo długo. Może z racji tego, że pracuję jako promotor i często z tej okazji goszczę w Tesco. Przy okazji robię dość konkretne zakupy, żeby przy okazji mieć wszystko z głowy. Czy ta karta mi coś daje? I tak i nie. Co kwartał (kiedyś było częściej) przysyłają kupony, które można wykorzystać. Dwa kupony są fajne, bo dają kasę - zawsze gdy np uzbieramy 450pkt to dostajemy 4,50. Taki cashback, którego nie dają już nawet banki. Zdobycie 450pkt to wydanie 450złotych, czyli jak można łatwo policzyć zawsze otrzymujemy zwrot naszych 1% zakupów. Fajnie? Jasne, że fajnie. W sumie sporo banków zachęcało 1% cashbackiem nowych klientów (m.in. Millennium), a w Tesco cashback 1% istnieje na co dzień. Oprócz tego otrzymujemy 6 kuponów niejako zasugerowanych naszymi zakupami. I tu mały zgrzyt. Odnoszę czasem wrażenie, że oni tylko czekają, żebym kupił jakiś badziew (który potrzebuję tylko raz w życiu) żeby zużyć mój kupon na coś takiego. W Tesco kupuję zwykle chleb, mleko, mięso (bo wbrew dziwnym opiniom w sieci mają na prawdę świeże i smaczne mięso), czasami chemię, jogurty, warzywa. Problem w tym, że jak kupiłem ściereczkę do kurzu (bo opakowanie było przerwane i stąd obniżka produktu o 50%) to dostałem kupon na dwie kolejne... to samo z alkoholem. Lubię od czasu do czasu wypić sobie piwo. Nie jak statystyczny Polak codziennie wieczorem, ale tak raz na tydzień, częściej nawet raz na dwa tygodnie. Problem w tym, że Tesco często traktuje chyba alkohol jako alkohol i zamiast wysyłać kupony na piwo, wysyłało mi na wódkę (której nie lubię) czy wino (po którym często czuję się źle i jeśli muszę, to piję przy okazji - ze dwie lampki na rok). Tesco posiada też magazyn, który kosztuje 1 grosz, w którym znajduje się sporo kuponów zniżkowych.


Kartę Payback mam jeszcze dłużej niż poprzednią. Natomiast niewiele z tego wynika... posiadam telefon w Orange i dawno, dawno temu uznałem, że skoro jakieś punkty z doładowania na tę kartę wpadają, to nie ma sensu żeby przepadały i założyłem kartę Payback. Potem miałem epizodyczną, dwumiesięczną pracę w CH w którym jest również Real i zdarzało mi się punkty nabijać. Problem w tym, ze jeszcze nigdy, nic z tego nie miałem. Na koncie widnieje ileś tysięcy punktów, ale przeglądanie katalogu nagród mnie męczy. Albo jest coś słabego, albo za miliard punktów. W dodatku punkty po 10 (?) latach przepadają. Rok temu już jakieś przepadały tym, którzy założyli kartę na początku. Cwany pomysł twórców karty - najpierw dać ludziom karty, dzięki którym można po pewnie 30 latach odebrać telewizor, a potem wprowadzić zapis, że zbierać można dziesięć lat i dłuższe zbieranie będzie skutkowało obcinaniem ostatniego roku. Średnio fajna perspektywa. Muszę w końcu przejrzeć dłużej ten ich katalog.


Kartę Rodzinka założyłem przy okazji. Miałem kilka zleceń w okolicach Carrefoura i uznałem, że czemu nie. Nabiłem nawet ze 150 punktów, ale kompletnie nic za to nie przyszło. Kiedyś na markecie pewien miły, starszy pan pokazywał mi punkty jakie mu przyszły. Totalne odwzorowanie karty Clubcard. Przychodzą podobne kupony, z tym, że dostaje się dodatkowe punkty za zakupy w konkretne dni. Dodatkowo w każdy poniedziałek miesiąca dostaje się od kasjerki zamiast paragonu... z 10 paragonów, których używa się przez kolejny miesiąc przy kasie. Pomysł fajny, wykonanie takie sobie, bo nie lubię nosić przy sobie 10 rachunków ze sklepu. Biorąc pod uwagę dłuższe kupowanie tam musiałbym nosić te powyższe 10 rachunków i kolejne 10 kuponów, które by przyszły pocztą. Musiałbym chyba chodzić z plecakiem...













Karta Żabki. Ups, raczej źle to nazwałem, bo Żabka kart nie ma. Ma za to album przypominający mi Panini z dawnych lat. Z piłkarzami, bajkami, zwierzątkami. Wszystkim! No więc Żabka od dawna miała te albumy, ale nagrody były kiepskie. Rubik śmiała się w utworze z maskotek i dla mnie również te maskotki większego sensu nie mają. Są ładne i może gdybym miał dziecko, to przedstawiały by dla mnie jakąś większą wartość. A tak - lipa. Natomiast jakiś czas temu wprowadzili istną bombę! Dla mnie wychodzą tym na prowadzenie. Oprócz maskotek, można zdecydować się na coś innego. Dostajemy 5 miesięcy i... czas start. Poprzednio można było za 100 naklejek odebrać nóż Thomas. Jeśli ktoś nie kojarzy marki, to powiem, że jest niezła. Nóż już również przetestowałem i jest na tyle ostry, że przeciąłem nie tylko chleb, ale i fragment deski. Dexter byłby zadowolony. ;)
Obecnie (akcja ruszyła 10 dni temu) można oprócz maskotek z Epoki lodowcowej (PRowiec marketingowiec Żabki rządzi... jak można wprowadzić maskotki filmu, którego ostatnia część wyszła już dość sporo temu?) lub... co interesuje mnie bardziej - naczynia żaroodporne. Za 90 znaczków otrzymamy prostokątne (39x25cm), za 80 owalne (35x24), a za 70 dwulitrową miskę (chociażby do ugniatania ciasta. Fajna opcja. Zaraz mi jeden z drugim wypomni, że 90 znaczków (gdzie jeden dostajemy za zakupy powyżej 14zł, drugi powyżej 28 itd) to jakaś wielka liczba. Wielka? Uprzedzę - 1260złotych. 250 złotych na miesiąc. Jak ktoś ma w najbliższej okolicy Żabkę to na prezent załapie się na pewno.

Karty innych marketów.
Dość dobrą kartę ma Auchan, tyle, że poszli wg mnie w nie tę stronę. Uznali, że ich karta musi być płatniczą (do czego namawia Tesco, ale nie wychodzi) i albo masz płatniczą, albo nie masz ich lojalnościówki. Swego czasu chciałem założyć kartę Skarbonkę Auchana, ale wiąże się to z jakimiś opłatami przy okazji braku użytkowania, a że bywam tam może raz na trzy miesiące, to nie mogę sobie na coś takiego pozwolić. Wiem, że zbiera się punkty, a potem odbiera np przy okazji świąt kiedy to na zabawki czy pewne artykuły jest zniżka punktowa.
Karta Małpki. Ogólnie cała Małpka wydaje mi się klonem Żabki. Po wejściu do tego marketu (?) uznałem, że jestem w Żabce, tylko logo się zmieniło. Mają identyczny układ półek, takie samo stoisko z hot-dogami, podobne obłożenie na kasie. Natomiast Małpka rozpoczęła dość fajną opcję, której nie ma jeszcze nigdzie. Zbiera się naklejki (sic! znów jak w Żabce) ale nie trzeba ich tyle ile w innych marketach. Za 3 dostaniemy kawę/herbatę, za 5 big hot doga, za 10 bombonierkę Wawel, a za 15 maskotkę Małpki. Fajna opcja - nie trzeba jakoś specjalnie długo czekać na nagrodę. Na ich fanpage często ktoś pisze, że zjadł hot doga za free czy napił się kawy. Zrobili taką akcję, w której czuje się, że niemal na co drugich zakupach można z tego korzystać. To to, czego brakuje mi przy np Paybacku. W dodatku tak jak Tesco mają magazyn, w którym znajdują się kupony rabatowe.

Podsumowując - jak widać lubię zbierać punkty. Wiąże się to z tym, że niemal każdy lubi, gdy dostaje coś gratis, jednocześnie wiedząc, że na to zasłużył. Mam kolegę, który kupuje piwo co kilka dni w Tesco. Nie zakłada karty z przekonania, że i tak niewiele by z tego miał. Jednak Tesco nawet przy małej ilości kupionych produktów wysyła kupon na 100 punktów dodatkowych, więc raz na kwartał prawdopodobnie otrzymałby kupon na zniżkowe kupno piwa, darmowe trzy złote i kilka kuponów na inne produkty. Czy byłoby to wystarczającym pretekstem do założenia karty? Mnie wydaje się, że tak, ale jak kto woli. ;)

A jakich kart używacie Wy? Też nosicie tak jak ja tyle kart w portfelu?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...