piątek, 17 kwietnia 2015

Liebster Blog Award czyli krótkie Q&A Davida


Weronika nominowała nasz blog do odpowiedzi na Liebster Blog Award. Jest to cykl w którym blogerzy nominują 11 blogów do odpowiadania na 11 pytań w dowód uznania ich pracy. Wielkie dzięki! :)

Zabieram się więc za odpowiedź:

 1. Kogo podziwiasz? Kto jest Twoją inspiracją?

Dużo zależy od płaszczyzny. Inspiracją na pewno jest Kominek. Nie temu jaki jest, ale temu jak doszedł do miejsca, gdzie się teraz znajduje. No i czytanie jego książek zawsze daje kopa do działania na blogu. Po ostatniej miałem 5 stron notatek. Nie wszystkie weszły w życie, ale sporo przerw w pisaniu wzięło się właśnie przez przemyślenia na temat bloga i kroków w przód.

Na mojej drugiej ulubionej płaszczyźnie czyli piłce, to zawsze inspirowałem się grą Tomasza Frankowskiego. Były Wiślak grał w sposób, który zawsze odpowiadał mojej grze. Niekoniecznie trzeba kreować akcje, czasami wystarczy dołożyć nogę. ;)


2. Czy masz takiego bohatera z filmu/książki/serialu z którym się utożsamiasz?

Zawsze, gdy dostanę takie pytanie to się zastanawiam, zastanawiam i zastanawiam, a odpowiedzi są bliżej niż myślę. Hmm, pomimo bycia na filologii polskiej nie pochłaniam jakiś wielkich ilości książek. Filmów oglądam sporo, ale głównie horrorów, więc gdybym się inspirował którymś bohaterem to pewnie policja co jakiś czas przejeżdżała by kontrolnie koło mojego domu. Odpowiedzi poszukamy zatem w serialach. Uwielbiam Ricka z The Walking dead. Taki gość, który dąży do tego co chce. W obronie rodziny jest w stanie zabić, w obronie swoich ideologii też. Ciekawa postać.


3. Czy w przyszłości pokażesz swojego bloga dzieciom? :-) A może już to zrobiłeś?

Póki co nie planuję dzieci. Gdyby jednak jakimś sposobem się zjawiły (hmm, może nie będę Wam teraz pisał jakim cudem zjawiają się dzieci ;) ) to oczywiście bloga zobaczą. Pewnie też pojawił by się projekt bloga parentingowego, bo nie chciałbym, jak większość ludzi, zmieniać własnego profilu facebookowego w profil tylko o dziecku. Zobaczyliby wybrani, wchodzący na bloga. :)


4. Wymień trzy płyty, które wpłynęły na postrzeganie świata przez Ciebie.

Wow. Dobre pytanie, zmusza do refleksji. Kiedyś byłem w sanatorium i poznałem takiego gościa z Opola. Puszczał mi pewną kasetę (tak, jestem tak stary, że wtedy ludzie słuchali na kaseciakach xd). Potem mi ją pożyczył. Miałem odesłać, ale zgubiłem adres... ;) niemniej jednak była to pierwsza legalna kaseta Peji! Pokazała 15 letniemu wówczas chłopakowi, że świat ma wiele kolorów. Do teraz spora część mnie jara się, gdy w głośnikach leci polski hip-hop.

Druga... Muzyka klasyczna... ale nie taka jak pierwsze skojarzenie! PEZET! Zawsze miałem słabość do jego kawałków, ale pierwsza płyta z Noonem to było coś. Imprezy, niezapomniany klimat, coś pięknego. Nie ma już takich płyt. I takiego Pezeta. Seniorita? Może chciałabyś być niegrzeczna? Magia.

Trzecia... skoro zafascynowałem się w pewnym momencie życia polską sceną hip-hopową to nie mogłem nie patrzeć również za granicę. Generalnie uznałem, że czarni śpiewają dla czarnych i nie ma w tym nic specjalnie rasistowskiego. Po prostu oni rozumieją swoje problemy, a my swoje. Żaden biały nie zrozumie do końca życia w jakimś amerykańskim gangu dla czarnych. Nawet jeśli próbuje. Naturalnym więc wyborem stała się Eminem. A kiedy do polskich kin trafiła 8 Mila... no nie mogłem nie iść. Poszliśmy z kumplami z bloków... a po seansie mieliśmy pierwszy konflikt z prawem. Znaczy tak nam się wydawało. De facto niewinne zakupy zakończyły się przeszukiwaniem przez ochronę i jakimiś papierami. Żeby nie było - nic nie ukradliśmy, a jedynie ochrona chciała się wykazać i mieć jakieś przeszukania na koncie. Przygoda życia.

Żeby nie było - słucham w zasadzie większości gatunków, ale młodzieńcze lata spędziłem przesiąknięty na dobre hip-hopem.


5. Czy masz drugie bądź trzecie imię? :-) 

Na drugie mam Mateusz. Nie używam w sumie pomimo, że miało być ponoć pierwszym. Trzeciego nie mam, bo jestem Ewangelikiem.


6. Gdzie planujesz spędzić najbliższe wakacje?

Jestem trochę pracoholikiem, ale powiedziałem sobie (i Madzi ;) ), że w tym roku już musimy gdzieś jechać. Chciałbym gdzieś na Bałkany, ale to kwestia raczej typu "gdzie jest ciepło i dostarczy wrażeń, a nie leżenia na leżaku obok basenu". ;)


7. Kolor ścian w Twojej sypialni to…?

Większość jest błękitna. Oprócz jednej ściany, która jest czerwono-biało-niebieska.


 8. Książka, którą możesz mi polecić.

Hmm, czytam głównie biografie, ale z racji, że kiedyś sporo czasu spędziłem przy Desperate housewives  to przeczytałem też "Spalony tost" Teri Hatcher. Pamiętam, że śmiałem się co najmniej kilka razy, więc mogę z ręką na sercu polecić. Tę wyżej dostałem kilka dni temu od Interii360, ale też zapowiada się dobrze.


9. Jak wyglądałby Twój idealny dzień?

Mój idealny dzień byłby nim, gdybym dał radę realizować wszystko, co mam w głowie. Zwykle jest tak, że poprzedniego dnia rozpisuję sobie na kartce (bo gdybym nie zapisał, to też bym potem nie zweryfikował) kilka rzeczy, które koniecznie chcę zrobić. Zwykle są to błahe rzeczy, ale często też ważne, wiadomo, zależy od dnia. Potem siadam wieczorem i myślę - Kto do cholery ukradł mi 5 godzin? Przecież to co zapisałem można było zmieścić w 5 godzinach, a ja miałem 10. Ehh ;)


10. Jak to się stało, że zacząłeś pisać bloga?

Znając mnie to musiałem mieć pewnie 100 rzeczy do nadrobienia i wpadłem na pomysł, że stworzenie sobie 101 obowiązku będzie miało sens. Dawno, dawno temu miałem bloga takiego osobistego, wiadomo jak większość nastolatków. Mam nadzieję, że nie da się odnaleźć tych tekstów. ;) Po sporym czasie uznałem, że fajnie mieć miejsce w którym będę mógł podzielić się własną opinią. Trochę tych opinii czasem za dużo, ale ostatnio staram się o jak największy balans między recenzjami, a tekstami o czymś innym.


11. Ha! Wróćmy do dzieciństwa! Jakie przezwisko Cię prześladowało?

Hmm, zawsze wkurzały mnie przezwiska od nazwiska. Jak patrzę na to przez pryzmat czasu to Ci ludzie musieli być po prostu zbyt głupi, żeby wymyślić coś kreatywniejszego. ;) Zbyt wielu pseudonimów nie miałem. Zawsze lubiłem pseudo Crash. Sam siebie tak nazwałem i potem w wielu miejscach się przyjęło.


Nominacje jak tylko wymyślę. David :) 

wtorek, 14 kwietnia 2015

Słodki weekend z Piernikiem Kętrzyńskim


W weekend mieliśmy ochotę osłodzić sobie życie i z pomocą przyszedł nam Piernik Kętrzyński od Majonezów Kętrzyńskich. Opakowanie zawiera mieszankę składników suchych i przypraw potrzebnych do upieczenia piernika, więc jedyne co trzeba dodać to 1,5 szklanki wody i 170ml oleju. Do testowania otrzymaliśmy opakowanie o gramaturze 750g, a więc na całkiem sporą blaszkę lub tortownicę, ale ja wykorzystałam keksówki.















Przed pieczeniem rozpuściłam mleczną czekoladę, żeby na końcu, po wystudzeniu piernika oblać nią ciasto. Oczywiście zamiast czekolady można zastosować lukier lub gotową polewę, ale my bardzo lubimy czekoladę, a dla mnie to jedyne słodycze z których ciężko mi zrezygnować.


Producent proponuje, aby do ciasta dodać ulubione dodatki, więc w naszym cieście wylądowała pyszna i zdrowa suszona żurawina. Owoce namoczyłam wcześniej w gorącej herbacie, bo wtedy łatwiej zawieszają się w zastygającym cieście. Gdyby były suche mogłyby opaść na dno i przypalić się od nagrzanej blaszki i zepsuć piernik.













Ciasto wymieszałam z wodą przy pomocy miksera ręcznego do uzyskania jednolitej masy, a później dodałam oleju i ponownie wymieszałam. Do masy wrzuciłam namoczoną i odsączoną żurawinę.


Masy było na tyle dużo, że wystarczyło mi na dwie keksówki, ale producent gwarantuje, że Piernik Kętrzyński zachowuje świeżość na długo. Chociaż wszyscy wiemy, że domowe łasuchy także gwarantują, że takie ciasto nie będzie miało okazji udowodnić jak długo pozostaje świeże, bo zazwyczaj po 2 dniach zostają już tylko okruszki.


Oto co się upiekło. Szczerze mówiąc miałam obawy, czy ciasto wyjdzie, ponieważ ze względu na kapryśność naszego piekarnika myślałam, że dopiszę do listy kolejną ofiarę nieudanych wypieków. Ale piernik ładnie wyrósł i równomiernie się wypiekł, bez spalenizny i zakalca. Producent twierdzi, że wypiek jest niezawodny i myślę, że spokojnie może wyjąć to słowo z cudzysłowia, ponieważ to nie tylko przenośnia - piernik wyszedł wspaniały. Jak z resztą widać na pierwszym zdjęciu ciasto nie doczekało w całości do sesji, bo zostało wcześniej zdegustowane. Za nic mieliśmy stare dobre rady na temat jedzenia ciepłego ciasta.


Jak już wspomniałam z jednego pudełka 750g upiekłam dwa pierniczki, które oblałam mleczną czekoladą, a jeden z nich posypałam dodatkowo rozdrobnionymi orzeszkami arachidowymi. Wszyscy domownicy zgodnie przyznali, że Piernik Kętrzyński jest wspaniały i smakuje zupełnie jak domowy. To był pierwszy piernik, który upiekłam i już wiem, że na pewno zaprosimy go na święta Bożego Narodzenia.


Jeżeli macie ochotę na Piernik Kętrzyński albo którąś z babek zapraszamy do odwiedzenia strony Majonezów Kętrzyńskich. Oprócz ciast znajdziecie tam także bogaty wybór majonezów i musztard. Ponad to Piernik Kętrzyński można nabyć w Tesco w bardzo atrakcyjnej cenie.

Polecamy


niedziela, 12 kwietnia 2015

Wiosenny manicure z MiracleGel od SallyHansen



Jakiś czas temu wzięliśmy udział w kampanii marki SallyHansen, która poszukiwała kilku ekspertek do przetestowania nowej serii lakierów MiracleGel. Ucieszyłam się, że to właśnie ja będę mogła wypróbować nowy kosmetyk na swoich paznokciach. Wewnątrz paczki znajdowało się kolorowe pudełeczko, które zawierało trzy lakiery:
  • Top Coat, czyli lakier nawierzchniowy, który dodaje blasku
  • 240 BGirl (zdjęcie)
  • 560 SpiceAge
MiracleGel od SallyHansen to innowacyjny produkt, który występuje w formie żelowego lakieru w 12 wiosennych kolorach. Lakier ma zapewnić na paznokciach efekt żelowego manicure, ale bez użycia lampy. Trwałość takiego manicure to 14 dni, ale bez problemu można się go pozbyć przy użyciu zwykłego zmywacza.


Oczywiście zaraz po otwarciu paczki postanowiłam, że muszę wypróbować jeden z lakierów, bo nie zasnę. Wybrałam 240 BGirl w pięknym pastelowym błękitnym kolorze. Tak jak radzi producent najpierw nałożyłam dwie warstwy lakieru kolorowego, a następnie Top Coat. Postanowiłam, że w związku z tym, że mamy już wiosnę to przyozdobię paznokcie kwiatuszkami - stokrotkami i jednym małym przebiśniegiem. 

Teraz pora na ocenę produktu. Kolor jest piękny i wystarczą dwie warstwy, aby jednolicie pokryć paznokcie kolorem. W porównaniu z większością lakierów, a zwłaszcza tych z dużą domieszką białego pigmentu, jest to plusem tego produktu. Druga pozytywna rzecz to trwałość - rzeczywiście wytrzymuje 2 tygodnie jak twierdzi producent, a przynajmniej na utwardzanych paznokciach. Niestety ma jeden mankament, a mianowicie trzeba mieć sporo czasu, aby lakier mógł dobrze wyschnąć. Teraz pora na drugi kolor, chociaż nie przepadam za takimi odcieniami obiecuję, że wymyślę jakąś ciekawą stylizację.

Jeśli chcecie śledzić nowości oraz brać udział w konkursach odwiedźcie koniecznie fanpage SallyHansen na FB oraz stronę marki SallyHansen.


sobota, 4 kwietnia 2015

Wesołych Świąt Wielkanocnych


Nadeszła Wielkanoc! Więc z tej okazji naszym rodzinom, znajomym i oczywiście czytelnikom bloga składamy najserdeczniejsze życzenia. Spędźcie dobrze ten czas, nie skupiajcie się za dużo na telewizji i jedzeniu pomimo, że to obrzęd dominujący w każde święta. Zamiast tego dobrze wykorzystajcie ten czas. Naładujcie baterie żeby od wtorku móc realizować cele. Bo życie bez wyznaczania celów nie ma sensu. Nawet zając z dołu patrzy cały czas przed siebie! A tymczasem wracamy do Was po świętach, bo wiadomo, w święta trzeba na komputerze spędzić nieco mniej czasu.


czwartek, 2 kwietnia 2015

Dlaczego prima aprilis w mediach powinien być zakazany.



Jest taki pozytywny dzień. Wiosenny (wbrew pozorom patrząc za okno i widząc padający śnieg nie wydaje mi się to jednak oczywiste) 1 kwietnia. Wszyscy robią sobie tego dnia żarty i psikusy... tyle, że w przestrzeni realnej jest to niesamowicie fajny dzień. Idziesz sobie na uczelnię, do pracy, gdziekolwiek - mówisz komuś, że spodziewasz się dziecka lub że szef prosi kogoś na poważną rozmowę w sprawie redukcji etatu. Patrzysz na reakcję i... hahaha mamy CIĘ! Jest 1 kwietnia, nabrałeś się. Fajnie? Fajnie. Oczywiście do czasu, tzn pierwszej osoby, która Cię wkręci, bo potem już wiesz, że większość dziwnych wydarzeń, które ktoś opowie później nie ma kompletnie sensu.

Zdarzają się w sieci zabawne, pozytywne żarty. Z dystansem, fajnym humorem. Jak wprowadzenie nowej, cebulowej czekolady przez Wedla specjalnie dla Polaków. Często w sieci wieje cebulą, więc temat podchwycili i udanie wykorzystali. Zabawny był też pomysł Mc Donalda z Big Veg, czyli kanapką przeznaczoną specjalnie dla wegetarian. Był tam szczaw, ruccola i wszelkie dodatki warzywne. Wyobrażacie sobie falę wege odwiedzającą McDonalda i promującego go jako miejsce z jedzeniem dla roślinożernych? Konkurencyjne KFC również miało dość zabawny pomysł skrzydełek w czekoladzie. Któż by się oparł? :)


Problem w tym, że takie akcje, zrobione przez konkretną markę wprowadzone viralowo są trafione, przemyślanee i zwykle - niezwykle zabawne. Bo doskonale wiemy, że to żart, ale doceniamy twórców. Problem zaczyna się w momencie w którym... za żarty biorą się portale informacyjne czy też plotkarskie. Wtedy zaciera się granica między dobrym smakiem, żartem, a idiotyzmem.

Bieber w gejowskim porno. Ok, można go nie lubić, można go hejtować, ale no... bez jaj? Świat obiegła (chyba za pośrednictwem MTV Polska, ale nie jestem pewien, bo wpisu już nie ma) informacja, że za kilka grubych baniek Justin zagra w gejowskim porno. Ja rozumiem chęć wyszydzenia kogoś, chociaż nie rozumiem jak można nie szanować kogoś, kto doszedł tak wysoko zaczynając od YouTuba. Niezależnie od tego co robił po drodze i dla jakiej publiki występuje. Szacunek należy się każdemu, a tu cienka granica została przekroczona.

Clarkson w nowym programie. Ciekawy news. Gość nie wygląda na takiego, który odkłada pieniądze na niepewne czasy, a te na pewno dla niego nadeszły. Koniec programu oznacza na pewno odcięcie go od sporych środków, więc nie zdziwiłbym się, gdyby konkurencja wpadła na pomysł zrobienia... Top Geara 2. Ci sami ludzie, te same wydarzenia, tylko inna nazwa i stacja. Ktoś nadzieję ludzi wykorzystał i wrzucił newsa. A wydawał się prawdopodobny...


I do tego prawdopodobieństwa chciałem nawiązać w ostatnim (krótko dziś) akapicie. Portale informacyjne nie powinny mieć możliwości zabawy w Prima aprilis. Dlaczego? Ano dlatego, że potem każdy wchodzi na strony, czyta newsy i musi myśleć, zastanawiać się czy to aby zdarzyło się na pewno. Wiecie, skrajny bezsens - wchodzisz na portal informacyjny, a nie jesteś pewien czy te informacje są prawdziwe. Niemal jak na ASZ Dziennik, tyle że tam przynajmniej macie pewność, że wszystkie informacje są zmyślone (a i tak trafia się masa inteligentów, którzy komentują wydarzenia jak realne). Wczoraj zmarł Robert Leszczyński. Człowiek zasłużony dla polskiej muzyki. Ktoś kto stanowił o początkowej sile Idola - czyli programu, który na dobre zainaugurował talent-showy w Polsce. Co pomyślał pewnie każdy z Was, a przynajmniej większość? Przegięcie! Nie powinno się żartować ze śmierci, ale ok, to Pudelek/Plotek etc, oni nie mogą sięgnąć już niżej, więc im wypada. Ale Interia? No Panie i Panowie... bez jaj! Do dziś nie wierzyłem w jego śmierć... tyle, że dziś nikt jej nie zdementował. Niewielu potraktowało jego śmierć poważnie, niewielu odniosło się do tej informacji jak powinno. A przez co? Przez żarty puszczane masowo przez media, w których spodziewamy się tylko potwierdzonych, realnych wydarzeń.

1 kwietnia to najlepszy moment do wybuchu wojny światowej. Albo ataku terrorystycznego. Każdy by uznał "ejj przestańcie, może ten żart jest zaskakujący, ale niespecjalnie śmieszny"... podczas gdy czołgi jechałyby już dwie ulice dalej...


wtorek, 31 marca 2015

Nowy smak Somersby hit czy kit?


Dziś będzie o piwie. Znaczy niektórzy piw smakowych nie nazywają piwami, ale w moim odczuciu źle robią. Przyznam się Wam, że jeśli piję piwo to niemal wyłącznie smakowe. Takie kubki smakowe. :) Somersby to jedno z moich ulubionych piw i gdy dowiedziałem się, że do Polski wchodzi nowy smak to oczywiście od razu postanowiłem go kupić. Piłem go kilka dni temu, zaraz po premierze, drugą butelkę pozostawiając na przypomnienie sobie smaku przed samą recenzją. Problem w tym, że złapało mnie zapalenie oskrzeli, więc przez antybiotyki sobie nie przypomnę. Cóż, zdrowie najważniejsze.


Smak jabłkowy polubili niemal wszyscy. To taki standard od którego zaczyna każda marka wprowadzająca smakowe piwa. Potem firma wyszła z niestandardową propozycją jeżynową, która mi bardzo smakuje. Tym razem zaskoczyli jeszcze bardziej... elderflower lime to mieszanka bzu i limonki. Smakuje bardzo niespodziewanie i muszę przyznać, że to ich najlepszy smak. Znaczy najlepszy z... dostępnych na polskim rynku. Kiedyś trafiłem (niestety tylko w Google image) na fotkę piwa o smaku truskawki i bzu. Chyba tylko to może przebić elderflower lime.


Tu niestety przyjdzie czas na hejt. Nie w stronę tego smaku piwa, ale oczywiście producenta. Jako Polakom pozostaje nam się cieszyć z wprowadzenia co roku nowego smaku... tymczasem za granicą...
jednym z najlepszych piw smakowych jest Somersby gruszkowe. Kominek coś wspominał, że będzie ono w Polsce następne, a on raczej wie co mówi, bo ogarnia im znaczą część pomysłów na kampanię reklamową. Za granicą mają też Somersby cytrusowe (nie cytrynowe jak większość konkurencyjnych firm, ale cytrusowe), imbirowo-cytrynowe! (to dopiero musi być niespodziewany smak - imbir, który jest moim ulubionym składnikiem soku do piwa oraz cytrynka), żurawina (wiele firm konkurencyjnych ma, ale w wykonaniu Somersby na pewno wyjdzie lepiej). Pozostają też smaki okazjonalne, że względu na sezon - limitowana wersja o smaku... granatu! Tak, popularny w sokach wchodzących na polski rynek granat jest też głównym składnikiem jednego z piw Somersby. Oprócz standardowego jabłka Somersby prezentuje również smak ciemnych jabłek oraz... jabłek organicznych. Kilka z powyższych jest już nawet w krajach wschodniej europy, więc fajnie, gdyby firma zaczęła wprowadzać do Polski nowe smaki częściej, niż raz w roku. Może doczekamy się na gruszkę chociaż w wakacje?


No więc pozostaje Wam tylko powalczyć z kapslem. Na zdrowie!
 

niedziela, 29 marca 2015

Koniec z poceniem się stóp!


Ostatnim produktem w kampanii BingoSpa, który opiszę będzie balsam do stóp ze skłonnością do pocenia. Właściwie na liście kosmetyków, które chciałam testować znajdował się czekoladowy żel do kąpieli, ale w paczce zamiast niego znalazłam ten balsam. W sumie nawet wyszło nie najgorzej, ponieważ w zimie oraz czasem w lecie, kiedy człowiek zmuszony jest nosić pełne obuwie, nogi niestety się trochę pocą. Od niedawna mam problem raczej z przesuszającą się skórą, ale myślę, że kwestią czasu jest to kiedy będzie odwrotnie, dlatego cieszę się, że otrzymałam ten balsam.


Balsam do stóp ze skłonnością do pocenia BingoSpa ma konsystencję bardziej przypominającą gęsty krem niż balsam, ale to nawet lepiej ponieważ wystarczy odrobinka, aby cieszyć się gładkimi i odświeżonymi stopami. Kosmetyk zawiera tylko naturalne składniki takie jak olejek miętowy, który daje mu intensywny zapach, wosk pszczeli, cynk i wazelinę. 


Polecam ten balsam osobom, które mają skłonności do pocenia się stóp, ponieważ dla wielu osób jest to duży dyskomfort, a po zastosowaniu balsamu poczują się pewniej. Zajrzyjcie koniecznie do sklepu BingoSpa, gdzie znajdziecie pełną gamę produktów do pielęgnacji ciała.


czwartek, 26 marca 2015

Tylu chętnych, że nie ma gdzie szpilki włożyć


W sumie wybierając się tutaj nie spodziewałem się aż takich fajerwerków. Gdybym się spodziewał to wziąłbym aparat, a nie pstrykał Xperią T (swoją drogą - ma ktoś Z2 lub Z3? Bo zmienić chcę żeby fotki były lepsze, ale nie jestem aż tak przekonany). Dobra, do sedna - w Bielsku-Białej na ZWM otwarto nowe miejsce, które każdy napotkany mi człowiek polecał, więc z polecenia skorzystałem. Mieści się zaraz przy Dog's Bollocks pubie, bo jest to drugi lokal tego samego właściciela. 

Po wejściu do Szpilki (bo to o niej mowa) doznacie szoku. Jednym się spodoba, innym nie. Chodzi o to, że Szpilka jest taka, jak w tytule. Kiedyś ktoś rzucił mi takim sucharem, że w takich sytuacjach zwykło się mówić "Gdyby nie kobiety, to nie byłoby gdzie palca wsadzić". Pominę sensowność i kulturę zwrotu, ale tak się właśnie poczułem. Cztery stoliki (serio, cztery!) w każdym 2 miejsca siedzące. Daje to 8 miejsc siedzących w miejscu o takim potencjale. Jasne, że można wziąć burgera i przejść do Dog'sa, ale przecież nie o to w tym chodzi. W sumie niektórym może to pasować, ale jednak średnio lubię jak mi ktoś macha ręką nad jedzeniem, a mówiąc mam wrażenie, że podrzucam tematy innym. ;) Uwierzcie mi jednak, że dalej będzie już tylko lepiej.


Karty mają ciekawe - typowe jednorazówki na cienkim papierze. Pomysł genialny. Dlaczego? Nie ma NIC co bardziej mnie obrzydza, gdy wpadam do restauracji, niż pożółkła, zalaminowana częściowo (bo część już ktoś rozerwał) i zwykle oblana zupą/colą/czymkolwiek karta. Często jeszcze pokreślona marketem, bo tu zmieniła się cena, tamto wyszło i nie wróci, wiecie - na bank mieliście takie doświadczenie...


Miejsce dość standardowo urządzone, ale mnie osobiście się podobało. Mojej Xperii nie. Za ciemno i sobie nie poradziła, a fleshem walić ludziom po oczach nie chciałem. Też nie lubię jak ktoś mi przeszkadza w jedzeniu.


To może w końcu coś o jedzeniu. To jest generalnie magia. Wiem, że przeciętny zjadasz chleba i "hamburgerów" z Maka słysząc 18,90 za hamburgera i kilka frytek ma w oczach przerażenie i chęć wyjścia. Niesłusznie. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że hamburger to jakieś 200gram czystej wołowiny z dodatkiem świeżych warzyw, gęstego sosu (a nie jakiegoś sztuczno-gotowego) i to, że frytki nie są takie wiecie - z Tesco w cenie 8zł za 2kg (chociaż osobiście nic do nich nie mam ;) ), tylko z ziemniaków, rżnięte po zamówieniu i rzucone na olej to mamy przełożenie na cenę. No i ta bułkaaa :) bułki robią sami. Z nadrukiem! Smakują obłędnie. Nieco się rozpadają podczas jedzenia, ale smak wszystko rekompensuje.


O, co do ceny to jeszcze wam to inaczej wyoślę (bo w wielu miejscach trafiłem na komentarze hejtujące to miejsce właśnie tylko ze względu na to). Zamówiliśmy po hamburgerze: ja z wołowiną, bekonem i sosem barbecue, Madzia zamówiła zdrowszą dla niej wersję z kaszą gryczaną. Wiadomo, jako facet ogarnąłem swoją porcję bezproblemowo, ale mając porównanie to np jedząc kebaba u Turka nieco wyżej (który też jest przecież spory) najem się, ale po jakimś czasie już go nie czuję. Tutaj po zjedzeniu około 18tej wracaliśmy z kina blisko 23ciej (byliśmy na Focusie, generalnie polecam, w końcu film z Willem, który jest dobry od dawnych czasów) i nie chciałem już potem nic jeść. Po prostu zapchałem się na amen. Madzia zjadła jakieś 3/4 i mi oddała, bo nie miała szans w starciu z takim gigantem. Zamiast frytek dostać można sałatkę - ma dość podobne składniki do tego co można znaleźć w burgerkach.


Dwie rzeczy, które mi się tam również spodobały. Mają napój, zresztą całkiem niedrogi, na kształt dawnej oranżady. Wygląda fajnie, smakuje fajniej. I oldschoolowe kontakty. Wiecie - mają dość mocne wifi, kontakt, jedzenie i wc - ktoś kiedyś powiedział, że to 4 warunki do perpetuum mobile. Miał rację. Kapitalne są też te koszyki w których dostajemy jedzenie. Macie je na pierwszym zdjęciu - imitują takie, które wkłada się do frytkownicy. Wyłożone są jednorazowym papierem.


Na drugi dzień znów się tam wybrałem, tym razem z mamą, bo chciała pójść w miejsce w którym dobrze zjemy. No i zjadła pół hamburgera i jakąś połowę frytek. Resztę przerzuciła mi. Uznałem tego dnia, że muszę zacząć biegać, bo w takim tempie jedzenia niedługo będę z 10 kilo większy. Wziąłem wersję z oscypkiem. Był tam natomiast chrzan czego nie lubię, ale wiadomo, nie każdemu wszystko siądzie. Mięsko i warzywa jednak jak zwykle na wysokim poziomie. Jadłem wołowe hamburgery w wielu miejscach, jednak tu zdecydowanie mięso ma najlepszy smak!


Generalnie jeśli szukacie miejsca gdzie można smacznie zjeść to mogę z ręką na sercu polecić. Konkurencję mają mocną, bo uliczkę dalej powstało coś w podobny deseń, a jakieś 15 kroków wyżej jest najlepszy w Bielsku kebab, ale wiadomo, jest to jedzenie na tyle różne, że jednego dnia można zjeść tu, a innego tam. Zresztą szpilka to nie tylko burgery - ponoć mają też genialne żeberka i sporo dań streetfoodowych z różnych zakątków świata, ale to wiem póki co tylko z opowiadań... to be continued... :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Archiwalne posty