sobota, 16 maja 2015

Miłość do seriali czy już uzależnienie?



W sumie kinomatografia towarzyszyła mi od zawsze. Tzn nie pamiętam za wiele z lat poniżej dziewięciu, ale od kiedy pamiętam lubię filmy. Dawniej oglądałem HBO i chadzałem do kina. Obecnie, w dobie filmów online nie pozostaje nic innego, jak wczytywać kolejne strony. A stron jest masa...

wtorek, 5 maja 2015

Mój Idol. Koncerty, spacery, away from keyboard


Ostatnio tyle się dzieje w rl, że ciężko jest znaleźć czas, żeby przelać to na klawiaturę. Opowiem Wam za to kilka szczegółów z mojego życia, niektórym się pewnie spodoba. Pewnie spora część czytelników nie pamięta tego programu, ale miał on dość znaczny wpływ na moje życie. O jaki program chodzi? O Idola. Idol był pierwszym (tak, wiem że była wcześniej Szansa na sukces, która jednak niewiele do przemysłu muzycznego wniosła) tego typu programem. Typowy talent show wokalny, który jednak wg mnie był dużo lepszy, niż wszystkie obecne razem wzięte... 

wtorek, 28 kwietnia 2015

Pierwsze dni biegania? Stoję na starcie.


Korzystając z przepięknego wczorajszego dnia uznałem, że fajnie będzie przetestować nowe buty do biegania. Kupiłem celowo do nawierzchni asfaltowej uznając, że sam nie wiem czy to będzie chwilowy romans czy miłość na całe życie. Wiecie - to jak z jazdą na rowerze, niby każdy lubi, ale jedni raz na pięć lat, a drudzy codziennie. Jakieś trzy dni temu kupiłem więc Adidas Duramo 6.


Mniej więcej takie widoki miałem. Lotnisko w Aleksandrowicach. Nie dziwię się kuzynowi, który jest maratończykiem, że zaczął biegać. Mieszka jakieś 5minut biegiem od tej trasy i powiem Wam szczerze, że gdyby to nie był mój pierwszy dzień biegów (a raczej marszo-truchtów) to nie wracałbym do domu. Piękne widoki, równa trasa. Super.


Przy okazji coś o butach, bo pomimo tego, że je kupiłem to nieco Wam o nich opowiem. Generalnie jaram się tym kolorem. Do tego stopnia, że identyczne czerwone były za 179, a ja dałem 199 sklep dalej. Po prostu chciałem żeby miały coś żółtego. Wiecie, odblaski, bezpieczeństwo. Nie ważne, że pewnie na pierwsze bieganie nocne wybiorę się w momencie, gdy te buty będą zjechane niemal do zera.


Są niesamowicie lekkie. Jak weźmiesz w jedną dłoń jabłko, a w drugą buta to jabłko wydaje się sporo cięższe. To duży plus, bo biega się w nich jak w papciach.


Drugi plus jest taki, że lekkość wpływa na bieg. Nie czuć tak bardzo zmęczenia, nie ma otarć, biegniemy jak po panelach w domu. Z pokoju do kuchni.


Byłem tak zadowolony z pierwszego dnia biegania, że aż zrobiłem sobie selfie. Co prawda nie jest to jeszcze selfie zrobione Galaxy s5, ale od zakupu dzielą mnie już nie tygodnie, a raczej dnie. Coś czuję, że to bieganie może mi się spodobać.

Możecie dawać rady, tylko błagam, bez spamu profesjonalistów, że na x czasu biegu mam robić x przerw, jeść dużo czekolady i ograniczyć zdrowe jedzenie. Wiem to.

PS. A tymczasem wybieram się jutro na dwa dni do Katowic, a potem prawdopodobnie do Goleszowa, więc zawitam tu dopiero w połowie majówki.

sobota, 25 kwietnia 2015

Wystawy egzotyczne zawitały do Bielska-Białej


Dziś będzie mniej tekstu, a więcej obrazu. Obraz może nie w nie wiadomo jakiej rozdzielczości, ale w końcu - zdjęcia mają Was tylko zachęcić do pójścia na wystawię, a nie uznania - wszystko już widzieliśmy na Test and write, więc nie warto się wybierać.

Wystawa mieści się w galerii Gemini Park na samym środku parteru. Dość łatwo znaleźć i będzie tam dostępna do 10 maja (przedłużyli termin), więc kto chce, a jest z okolicy to spokojnie zdąży zwiedzić.


















Zdecydowanie najwięcej jest pająków i węży, ale inni przedstawiciele też są. Kameleony, jakieś jaszczurki. Jest w czym wybierać. O pełnych godzinach są też animatorzy, którzy jak ładnie poprosimy wyjmą węża i dadzą nam go pogłaskać, wziąć na ręce. Co odważniejsi spróbowali, niektórzy nawet żyją nadal.


O - te skorpiony spodobały mi  się najbardziej. Jeden był samotny i chyba niechętnie widywał kogoś w swoim akwarium, bo jedynego towarzysza - chrząszcza zjadł. Obok trzy skorpiony, miały dość sporą zabawę. Chciałem pogłaskać, ale się jednak powstrzymałem.


















Niektóre węże były na prawdę słodkie. To dziwne, ale na ogół węże nie kojarzą się dobrze. Większość z nich natomiast albo spała albo wodziła wzrokiem za palcem. Zachowanie mocno podobne do chomika :)



Te nie wiem jak się nazywały, ale wywoływały uśmiech na twarzy każdego. Czyż nie są super?










Ten poniżej (nie, nie powyżej) nawet zaprzyjaźnił się z jedzeniem. Tak sobie razem siedzieli i dumali.


Generalnie takie wystawy są chyba niebezpieczne, bo przechodząc obok wystawy jednego ze sklepów Madzia zauważyła, że kameleony przekazały mi jedną ze swoich zdolności. ;) Będę więc kameleonem, albo hulkiem. Jeszcze nie zdecydowałem.


Zapraszam, bo warto się wybrać. Zapomniałem o najważniejszym - wystawa jest za darmo. Teraz to już nie macie argumentów żeby nie iść. No chyba, że jesteście z drugiego końca Polski. ;)


czwartek, 23 kwietnia 2015

Egzamin gimnazjalny, matura. Ogłupienie.


Do dzisiejszego tekstu zbierałem się z dobre dwa dni i pomimo, że miał dziś lecieć inny tekst, ale napiszę nowy. Tamten miał być o wystawie gadów i płazów w Gemini Park, na którą i tak wszystkich Bielszczan zapraszam - mieści się na samym środku Gemini do 2 maja (wrzucę go pojutrze). Dlaczego? Bo system edukacji zaczyna mnie przerażać. Znaczy przerażał już od dawna, ale ostatnio na dobre zdałem sobie z tego sprawę.

Obecnie testy piszą gimnazjaliści. Próbowałem sobie odpowiedzieć na pytanie - Czy ten egzamin miał dla mnie jakiekolwiek znaczenie w kontekście dalszego życia? Odpowiedź jest banalnie prosta. NIE. Był tylko masą zbędnego stresu. Znaczy jak sobie przypomnę sam egzamin to wspomnienia mam raczej lajtowe. Przyszedłem na ostatnią chwilę, wszedłem i tadam, napisane. Nie chciałem iść do liceum. Serio. Teraz Stuu zabrał się za kampanię techników i mega to propsuję. Dlaczego? Bo jeśli masz ambicję iść do topowego liceum i potem iść na coś bardzo konkretnego to droga do liceum jest drogą dla Ciebie. Wiesz - najlepsze (albo top 5) liceum w mieście, potem droga wprost na studia które już sobie upatrzyłaś/eś. Gratuluje tym, którzy w wieku 15 lat mają zaplanowaną przyszłość, są tacy i szczerze podziwiam. Natomiast jeśli nie wiesz co do końca chcesz robić w życiu, a masz ku czemuś predyspozycje... to nie idź tą drogą. Zdecydowanie liceum nie jest dla Ciebie. Jeśli pójdziesz do przeciętnego liceum to będziesz się męczyć na każdym przedmiocie, a niewiele to da. Po technikum masz określony zawód. Nie tylko taki w którym możesz pracować, ale też taki w którym możesz być szefem. Kucharz nie musi pracować w stołówce - może otworzyć bistro, budkę, a potem restaurację. Dlaczego nie?  Po liceum też może, ale nic o branży nie wie.

Czy technikum odcina Wam możliwość drogi na studia? Każdy wie, że nie i jestem tego doskonałym przykładem. Skończyłem technikum w Zespole Szkół Gastronomicznych i Handlowych w Bielsku-Białej. I wiecie co? Nic nie straciłem. Obecnie kończę magisterkę w Akademii Techniczno-Humanistycznej. Można? Można.


Tekst jednak idzie mi w złą stronę, więc zawrócę. Chciałem napisać o tym, że te egzaminy to tylko zawalanie mózgu zbędnymi pierdołami. Pamiętam, jak jeszcze w drugiej klasie gimnazjum nauczyciele stresowali idiotycznymi hasłami "Jak tak dalej się będziesz uczyć to nie zdasz". Już pomijając inteligencję mówiących to, bo tego egzaminu nie da się nie zdać, no i każdy kto chce, obojętne na jakim poziomie napisze da radę dostać się do niemal każdego technikum - albo w 1 turze, albo po przepisaniu we wrześniu. Chodzi przede wszystkim o to, że potęgowali stres, który pojawiał się na samą myśl - zupełnie niepotrzebnie. Ten egzamin nie znaczy nic, poza nielicznymi wyjątkami osób, które na prawdę chcą się dostać do bardzo renomowanych liceów. 

Jeszcze gorzej jest w liceum/technikum. Tam już od pierwszej klasy zaczyna się psychiczny terror egzaminem. Serio. Nie ma tygodnia, w którym ktoś by nie powiedział o maturze. Nie wiem czy nauczycielom ryją tak psychikę gdzieś wyżej, ale skądś to muszą brać. No i te setki godzin lekcyjnych przeznaczonych na beznadziejne uczenie się pod klucz. Zamiast kreatywności - klucz, zamiast ciekawych zajęć - wypełnianie egzaminów z lat ubiegłych. I po co? Maturę zdałem na w miarę średnim poziomie. Jedynie polski pisałem na rozszerzeniu, bo zawsze lubiłem pisać. Nauczycielka w ogóle nie pomogła w przygotowaniu do rozszerzenia - stwierdziła, że jak ktoś chce pisać rozszerzenie to ma się przygotować sam, bo ona nie poświęci zajęć dla tak wąskiej grupy. Przygotowałem się. Zdałem. Na studia przyjęli mnie w pierwszej turze. Górny wynik pomimo średnio zdanej matury. Potem była druga tura. Była też... trzecia. Z takimi wynikami, że ludziom chyba łatwiej byłoby mówić, że matury nie zdali, niż przekazać rzeczywiste wyniki. I wiecie co? Niektórzy z nich dali sobie radę. Są nadal na studiach. Dlaczego? Bo te egzaminy nie są żadną wymierną inteligencji. Po prostu nie dali sobie rady w tym konkretnym dniu, ale ogólnie głupi nie są. 

Na studiach jest nieco lepiej. Zdecydowanie mniej smutów o obronie. Czasami się zdarzają, wiadomo, masa tłumaczeń, terminów etc. Swój licencjat napisałem w tydzień. 72 strony. 4ka, bo zabrakło czasu na kontretniejszą korektę. Można. I to całkiem bez stresu

Nie byłem świadom, że dzieciaki po 3 klasie podstawówki mają też swoje trójeczki, czy jak to tam zwą. To jest dopiero paranoja. Dzieciaki, które dopiero zrezygnowały z zabawek mają być klasyfikowane ze względu na egzamin? Do czego to dąży? 

Trójeczki-gimnazjalny-matura-obrona-dobra praca. Serio? Nie. Jedyne o co proszę każdego młodego człowieka z którym rozmawiam to przede wszystkim, żeby nie słuchał rodziców. Oni nie powinni mieć żadnego zdania w sprawie edukacji swoich dzieci. Często widzę przykłady, jak średnio uczące się dzieci idą do topowych liceów, bo tata załatwił, a potem dziecko siedzi dniami i nocami w książkach, aż w końcu wcale nie kończy się to dobrze. Dlaczego? Bo nie ma wiedzy życiowej. Nie umie tego wykorzystać w praktyce. Moja mama powiedziała mi bodajże po gimnazjum, że moja edukacja to jest moja sprawa. Co chcę robić albo nie robić to tylko mój wybór. Dziękuję jej za to, bo brak presji doprowadził mnie po (niedługo) tytuł magisterski.

Egzaminy były tylko zbędnym stresem, który nijak wpłynął na moją drogę życiową. Na waszą też nie wpłynie. You only live once.

A tu zapowiedź następnego tekstu o wystawie ;)

piątek, 17 kwietnia 2015

Liebster Blog Award czyli krótkie Q&A Davida


Weronika nominowała nasz blog do odpowiedzi na Liebster Blog Award. Jest to cykl w którym blogerzy nominują 11 blogów do odpowiadania na 11 pytań w dowód uznania ich pracy. Wielkie dzięki! :)

Zabieram się więc za odpowiedź:

 1. Kogo podziwiasz? Kto jest Twoją inspiracją?

Dużo zależy od płaszczyzny. Inspiracją na pewno jest Kominek. Nie temu jaki jest, ale temu jak doszedł do miejsca, gdzie się teraz znajduje. No i czytanie jego książek zawsze daje kopa do działania na blogu. Po ostatniej miałem 5 stron notatek. Nie wszystkie weszły w życie, ale sporo przerw w pisaniu wzięło się właśnie przez przemyślenia na temat bloga i kroków w przód.

Na mojej drugiej ulubionej płaszczyźnie czyli piłce, to zawsze inspirowałem się grą Tomasza Frankowskiego. Były Wiślak grał w sposób, który zawsze odpowiadał mojej grze. Niekoniecznie trzeba kreować akcje, czasami wystarczy dołożyć nogę. ;)


2. Czy masz takiego bohatera z filmu/książki/serialu z którym się utożsamiasz?

Zawsze, gdy dostanę takie pytanie to się zastanawiam, zastanawiam i zastanawiam, a odpowiedzi są bliżej niż myślę. Hmm, pomimo bycia na filologii polskiej nie pochłaniam jakiś wielkich ilości książek. Filmów oglądam sporo, ale głównie horrorów, więc gdybym się inspirował którymś bohaterem to pewnie policja co jakiś czas przejeżdżała by kontrolnie koło mojego domu. Odpowiedzi poszukamy zatem w serialach. Uwielbiam Ricka z The Walking dead. Taki gość, który dąży do tego co chce. W obronie rodziny jest w stanie zabić, w obronie swoich ideologii też. Ciekawa postać.


3. Czy w przyszłości pokażesz swojego bloga dzieciom? :-) A może już to zrobiłeś?

Póki co nie planuję dzieci. Gdyby jednak jakimś sposobem się zjawiły (hmm, może nie będę Wam teraz pisał jakim cudem zjawiają się dzieci ;) ) to oczywiście bloga zobaczą. Pewnie też pojawił by się projekt bloga parentingowego, bo nie chciałbym, jak większość ludzi, zmieniać własnego profilu facebookowego w profil tylko o dziecku. Zobaczyliby wybrani, wchodzący na bloga. :)


4. Wymień trzy płyty, które wpłynęły na postrzeganie świata przez Ciebie.

Wow. Dobre pytanie, zmusza do refleksji. Kiedyś byłem w sanatorium i poznałem takiego gościa z Opola. Puszczał mi pewną kasetę (tak, jestem tak stary, że wtedy ludzie słuchali na kaseciakach xd). Potem mi ją pożyczył. Miałem odesłać, ale zgubiłem adres... ;) niemniej jednak była to pierwsza legalna kaseta Peji! Pokazała 15 letniemu wówczas chłopakowi, że świat ma wiele kolorów. Do teraz spora część mnie jara się, gdy w głośnikach leci polski hip-hop.

Druga... Muzyka klasyczna... ale nie taka jak pierwsze skojarzenie! PEZET! Zawsze miałem słabość do jego kawałków, ale pierwsza płyta z Noonem to było coś. Imprezy, niezapomniany klimat, coś pięknego. Nie ma już takich płyt. I takiego Pezeta. Seniorita? Może chciałabyś być niegrzeczna? Magia.

Trzecia... skoro zafascynowałem się w pewnym momencie życia polską sceną hip-hopową to nie mogłem nie patrzeć również za granicę. Generalnie uznałem, że czarni śpiewają dla czarnych i nie ma w tym nic specjalnie rasistowskiego. Po prostu oni rozumieją swoje problemy, a my swoje. Żaden biały nie zrozumie do końca życia w jakimś amerykańskim gangu dla czarnych. Nawet jeśli próbuje. Naturalnym więc wyborem stał się Eminem. A kiedy do polskich kin trafiła 8 Mila... no nie mogłem nie iść. Poszliśmy z kumplami z bloków... a po seansie mieliśmy pierwszy konflikt z prawem. Znaczy tak nam się wydawało. De facto niewinne zakupy zakończyły się przeszukiwaniem przez ochronę i jakimiś papierami. Żeby nie było - nic nie ukradliśmy, a jedynie ochrona chciała się wykazać i mieć jakieś przeszukania na koncie. Przygoda życia.

Żeby nie było - słucham w zasadzie większości gatunków, ale młodzieńcze lata spędziłem przesiąknięty na dobre hip-hopem.


5. Czy masz drugie bądź trzecie imię? :-) 

Na drugie mam Mateusz. Nie używam w sumie pomimo, że miało być ponoć pierwszym. Trzeciego nie mam, bo jestem Ewangelikiem.


6. Gdzie planujesz spędzić najbliższe wakacje?

Jestem trochę pracoholikiem, ale powiedziałem sobie (i Madzi ;) ), że w tym roku już musimy gdzieś jechać. Chciałbym gdzieś na Bałkany, ale to kwestia raczej typu "gdzie jest ciepło i dostarczy wrażeń, a nie leżenia na leżaku obok basenu". ;)


7. Kolor ścian w Twojej sypialni to…?

Większość jest błękitna. Oprócz jednej ściany, która jest czerwono-biało-niebieska.


 8. Książka, którą możesz mi polecić.

Hmm, czytam głównie biografie, ale z racji, że kiedyś sporo czasu spędziłem przy Desperate housewives  to przeczytałem też "Spalony tost" Teri Hatcher. Pamiętam, że śmiałem się co najmniej kilka razy, więc mogę z ręką na sercu polecić. Tę wyżej dostałem kilka dni temu od Interii360, ale też zapowiada się dobrze.


9. Jak wyglądałby Twój idealny dzień?

Mój idealny dzień byłby nim, gdybym dał radę realizować wszystko, co mam w głowie. Zwykle jest tak, że poprzedniego dnia rozpisuję sobie na kartce (bo gdybym nie zapisał, to też bym potem nie zweryfikował) kilka rzeczy, które koniecznie chcę zrobić. Zwykle są to błahe rzeczy, ale często też ważne, wiadomo, zależy od dnia. Potem siadam wieczorem i myślę - Kto do cholery ukradł mi 5 godzin? Przecież to co zapisałem można było zmieścić w 5 godzinach, a ja miałem 10. Ehh ;)


10. Jak to się stało, że zacząłeś pisać bloga?

Znając mnie to musiałem mieć pewnie 100 rzeczy do nadrobienia i wpadłem na pomysł, że stworzenie sobie 101 obowiązku będzie miało sens. Dawno, dawno temu miałem bloga takiego osobistego, wiadomo jak większość nastolatków. Mam nadzieję, że nie da się odnaleźć tych tekstów. ;) Po sporym czasie uznałem, że fajnie mieć miejsce w którym będę mógł podzielić się własną opinią. Trochę tych opinii czasem za dużo, ale ostatnio staram się o jak największy balans między recenzjami, a tekstami o czymś innym.


11. Ha! Wróćmy do dzieciństwa! Jakie przezwisko Cię prześladowało?

Hmm, zawsze wkurzały mnie przezwiska od nazwiska. Jak patrzę na to przez pryzmat czasu to Ci ludzie musieli być po prostu zbyt głupi, żeby wymyślić coś kreatywniejszego. ;) Zbyt wielu pseudonimów nie miałem. Zawsze lubiłem pseudo Crash. Sam siebie tak nazwałem i potem w wielu miejscach się przyjęło.


Nominacje jak tylko wymyślę. David :) 

wtorek, 14 kwietnia 2015

Słodki weekend z Piernikiem Kętrzyńskim


W weekend mieliśmy ochotę osłodzić sobie życie i z pomocą przyszedł nam Piernik Kętrzyński od Majonezów Kętrzyńskich. Opakowanie zawiera mieszankę składników suchych i przypraw potrzebnych do upieczenia piernika, więc jedyne co trzeba dodać to 1,5 szklanki wody i 170ml oleju. Do testowania otrzymaliśmy opakowanie o gramaturze 750g, a więc na całkiem sporą blaszkę lub tortownicę, ale ja wykorzystałam keksówki.















Przed pieczeniem rozpuściłam mleczną czekoladę, żeby na końcu, po wystudzeniu piernika oblać nią ciasto. Oczywiście zamiast czekolady można zastosować lukier lub gotową polewę, ale my bardzo lubimy czekoladę, a dla mnie to jedyne słodycze z których ciężko mi zrezygnować.


Producent proponuje, aby do ciasta dodać ulubione dodatki, więc w naszym cieście wylądowała pyszna i zdrowa suszona żurawina. Owoce namoczyłam wcześniej w gorącej herbacie, bo wtedy łatwiej zawieszają się w zastygającym cieście. Gdyby były suche mogłyby opaść na dno i przypalić się od nagrzanej blaszki i zepsuć piernik.













Ciasto wymieszałam z wodą przy pomocy miksera ręcznego do uzyskania jednolitej masy, a później dodałam oleju i ponownie wymieszałam. Do masy wrzuciłam namoczoną i odsączoną żurawinę.


Masy było na tyle dużo, że wystarczyło mi na dwie keksówki, ale producent gwarantuje, że Piernik Kętrzyński zachowuje świeżość na długo. Chociaż wszyscy wiemy, że domowe łasuchy także gwarantują, że takie ciasto nie będzie miało okazji udowodnić jak długo pozostaje świeże, bo zazwyczaj po 2 dniach zostają już tylko okruszki.


Oto co się upiekło. Szczerze mówiąc miałam obawy, czy ciasto wyjdzie, ponieważ ze względu na kapryśność naszego piekarnika myślałam, że dopiszę do listy kolejną ofiarę nieudanych wypieków. Ale piernik ładnie wyrósł i równomiernie się wypiekł, bez spalenizny i zakalca. Producent twierdzi, że wypiek jest niezawodny i myślę, że spokojnie może wyjąć to słowo z cudzysłowia, ponieważ to nie tylko przenośnia - piernik wyszedł wspaniały. Jak z resztą widać na pierwszym zdjęciu ciasto nie doczekało w całości do sesji, bo zostało wcześniej zdegustowane. Za nic mieliśmy stare dobre rady na temat jedzenia ciepłego ciasta.


Jak już wspomniałam z jednego pudełka 750g upiekłam dwa pierniczki, które oblałam mleczną czekoladą, a jeden z nich posypałam dodatkowo rozdrobnionymi orzeszkami arachidowymi. Wszyscy domownicy zgodnie przyznali, że Piernik Kętrzyński jest wspaniały i smakuje zupełnie jak domowy. To był pierwszy piernik, który upiekłam i już wiem, że na pewno zaprosimy go na święta Bożego Narodzenia.


Jeżeli macie ochotę na Piernik Kętrzyński albo którąś z babek zapraszamy do odwiedzenia strony Majonezów Kętrzyńskich. Oprócz ciast znajdziecie tam także bogaty wybór majonezów i musztard. Ponad to Piernik Kętrzyński można nabyć w Tesco w bardzo atrakcyjnej cenie.

Polecamy


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Archiwalne posty