wtorek, 31 marca 2015

Nowy smak Somersby hit czy kit?


Dziś będzie o piwie. Znaczy niektórzy piw smakowych nie nazywają piwami, ale w moim odczuciu źle robią. Przyznam się Wam, że jeśli piję piwo to niemal wyłącznie smakowe. Takie kubki smakowe. :) Somersby to jedno z moich ulubionych piw i gdy dowiedziałem się, że do Polski wchodzi nowy smak to oczywiście od razu postanowiłem go kupić. Piłem go kilka dni temu, zaraz po premierze, drugą butelkę pozostawiając na przypomnienie sobie smaku przed samą recenzją. Problem w tym, że złapało mnie zapalenie oskrzeli, więc przez antybiotyki sobie nie przypomnę. Cóż, zdrowie najważniejsze.


Smak jabłkowy polubili niemal wszyscy. To taki standard od którego zaczyna każda marka wprowadzająca smakowe piwa. Potem firma wyszła z niestandardową propozycją jeżynową, która mi bardzo smakuje. Tym razem zaskoczyli jeszcze bardziej... elderflower lime to mieszanka bzu i limonki. Smakuje bardzo niespodziewanie i muszę przyznać, że to ich najlepszy smak. Znaczy najlepszy z... dostępnych na polskim rynku. Kiedyś trafiłem (niestety tylko w Google image) na fotkę piwa o smaku truskawki i bzu. Chyba tylko to może przebić elderflower lime.


Tu niestety przyjdzie czas na hejt. Nie w stronę tego smaku piwa, ale oczywiście producenta. Jako Polakom pozostaje nam się cieszyć z wprowadzenia co roku nowego smaku... tymczasem za granicą...
jednym z najlepszych piw smakowych jest Somersby gruszkowe. Kominek coś wspominał, że będzie ono w Polsce następne, a on raczej wie co mówi, bo ogarnia im znaczą część pomysłów na kampanię reklamową. Za granicą mają też Somersby cytrusowe (nie cytrynowe jak większość konkurencyjnych firm, ale cytrusowe), imbirowo-cytrynowe! (to dopiero musi być niespodziewany smak - imbir, który jest moim ulubionym składnikiem soku do piwa oraz cytrynka), żurawina (wiele firm konkurencyjnych ma, ale w wykonaniu Somersby na pewno wyjdzie lepiej). Pozostają też smaki okazjonalne, że względu na sezon - limitowana wersja o smaku... granatu! Tak, popularny w sokach wchodzących na polski rynek granat jest też głównym składnikiem jednego z piw Somersby. Oprócz standardowego jabłka Somersby prezentuje również smak ciemnych jabłek oraz... jabłek organicznych. Kilka z powyższych jest już nawet w krajach wschodniej europy, więc fajnie, gdyby firma zaczęła wprowadzać do Polski nowe smaki częściej, niż raz w roku. Może doczekamy się na gruszkę chociaż w wakacje?


No więc pozostaje Wam tylko powalczyć z kapslem. Na zdrowie!
 

niedziela, 29 marca 2015

Koniec z poceniem się stóp!


Ostatnim produktem w kampanii BingoSpa, który opiszę będzie balsam do stóp ze skłonnością do pocenia. Właściwie na liście kosmetyków, które chciałam testować znajdował się czekoladowy żel do kąpieli, ale w paczce zamiast niego znalazłam ten balsam. W sumie nawet wyszło nie najgorzej, ponieważ w zimie oraz czasem w lecie, kiedy człowiek zmuszony jest nosić pełne obuwie, nogi niestety się trochę pocą. Od niedawna mam problem raczej z przesuszającą się skórą, ale myślę, że kwestią czasu jest to kiedy będzie odwrotnie, dlatego cieszę się, że otrzymałam ten balsam.


Balsam do stóp ze skłonnością do pocenia BingoSpa ma konsystencję bardziej przypominającą gęsty krem niż balsam, ale to nawet lepiej ponieważ wystarczy odrobinka, aby cieszyć się gładkimi i odświeżonymi stopami. Kosmetyk zawiera tylko naturalne składniki takie jak olejek miętowy, który daje mu intensywny zapach, wosk pszczeli, cynk i wazelinę. 


Polecam ten balsam osobom, które mają skłonności do pocenia się stóp, ponieważ dla wielu osób jest to duży dyskomfort, a po zastosowaniu balsamu poczują się pewniej. Zajrzyjcie koniecznie do sklepu BingoSpa, gdzie znajdziecie pełną gamę produktów do pielęgnacji ciała.


czwartek, 26 marca 2015

Tylu chętnych, że nie ma gdzie szpilki włożyć


W sumie wybierając się tutaj nie spodziewałem się aż takich fajerwerków. Gdybym się spodziewał to wziąłbym aparat, a nie pstrykał Xperią T (swoją drogą - ma ktoś Z2 lub Z3? Bo zmienić chcę żeby fotki były lepsze, ale nie jestem aż tak przekonany). Dobra, do sedna - w Bielsku-Białej na ZWM otwarto nowe miejsce, które każdy napotkany mi człowiek polecał, więc z polecenia skorzystałem. Mieści się zaraz przy Dog's Bollocks pubie, bo jest to drugi lokal tego samego właściciela. 

Po wejściu do Szpilki (bo to o niej mowa) doznacie szoku. Jednym się spodoba, innym nie. Chodzi o to, że Szpilka jest taka, jak w tytule. Kiedyś ktoś rzucił mi takim sucharem, że w takich sytuacjach zwykło się mówić "Gdyby nie kobiety, to nie byłoby gdzie palca wsadzić". Pominę sensowność i kulturę zwrotu, ale tak się właśnie poczułem. Cztery stoliki (serio, cztery!) w każdym 2 miejsca siedzące. Daje to 8 miejsc siedzących w miejscu o takim potencjale. Jasne, że można wziąć burgera i przejść do Dog'sa, ale przecież nie o to w tym chodzi. W sumie niektórym może to pasować, ale jednak średnio lubię jak mi ktoś macha ręką nad jedzeniem, a mówiąc mam wrażenie, że podrzucam tematy innym. ;) Uwierzcie mi jednak, że dalej będzie już tylko lepiej.


Karty mają ciekawe - typowe jednorazówki na cienkim papierze. Pomysł genialny. Dlaczego? Nie ma NIC co bardziej mnie obrzydza, gdy wpadam do restauracji, niż pożółkła, zalaminowana częściowo (bo część już ktoś rozerwał) i zwykle oblana zupą/colą/czymkolwiek karta. Często jeszcze pokreślona marketem, bo tu zmieniła się cena, tamto wyszło i nie wróci, wiecie - na bank mieliście takie doświadczenie...


Miejsce dość standardowo urządzone, ale mnie osobiście się podobało. Mojej Xperii nie. Za ciemno i sobie nie poradziła, a fleshem walić ludziom po oczach nie chciałem. Też nie lubię jak ktoś mi przeszkadza w jedzeniu.


To może w końcu coś o jedzeniu. To jest generalnie magia. Wiem, że przeciętny zjadasz chleba i "hamburgerów" z Maka słysząc 18,90 za hamburgera i kilka frytek ma w oczach przerażenie i chęć wyjścia. Niesłusznie. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że hamburger to jakieś 200gram czystej wołowiny z dodatkiem świeżych warzyw, gęstego sosu (a nie jakiegoś sztuczno-gotowego) i to, że frytki nie są takie wiecie - z Tesco w cenie 8zł za 2kg (chociaż osobiście nic do nich nie mam ;) ), tylko z ziemniaków, rżnięte po zamówieniu i rzucone na olej to mamy przełożenie na cenę. No i ta bułkaaa :) bułki robią sami. Z nadrukiem! Smakują obłędnie. Nieco się rozpadają podczas jedzenia, ale smak wszystko rekompensuje.


O, co do ceny to jeszcze wam to inaczej wyoślę (bo w wielu miejscach trafiłem na komentarze hejtujące to miejsce właśnie tylko ze względu na to). Zamówiliśmy po hamburgerze: ja z wołowiną, bekonem i sosem barbecue, Madzia zamówiła zdrowszą dla niej wersję z kaszą gryczaną. Wiadomo, jako facet ogarnąłem swoją porcję bezproblemowo, ale mając porównanie to np jedząc kebaba u Turka nieco wyżej (który też jest przecież spory) najem się, ale po jakimś czasie już go nie czuję. Tutaj po zjedzeniu około 18tej wracaliśmy z kina blisko 23ciej (byliśmy na Focusie, generalnie polecam, w końcu film z Willem, który jest dobry od dawnych czasów) i nie chciałem już potem nic jeść. Po prostu zapchałem się na amen. Madzia zjadła jakieś 3/4 i mi oddała, bo nie miała szans w starciu z takim gigantem. Zamiast frytek dostać można sałatkę - ma dość podobne składniki do tego co można znaleźć w burgerkach.


Dwie rzeczy, które mi się tam również spodobały. Mają napój, zresztą całkiem niedrogi, na kształt dawnej oranżady. Wygląda fajnie, smakuje fajniej. I oldschoolowe kontakty. Wiecie - mają dość mocne wifi, kontakt, jedzenie i wc - ktoś kiedyś powiedział, że to 4 warunki do perpetuum mobile. Miał rację. Kapitalne są też te koszyki w których dostajemy jedzenie. Macie je na pierwszym zdjęciu - imitują takie, które wkłada się do frytkownicy. Wyłożone są jednorazowym papierem.


Na drugi dzień znów się tam wybrałem, tym razem z mamą, bo chciała pójść w miejsce w którym dobrze zjemy. No i zjadła pół hamburgera i jakąś połowę frytek. Resztę przerzuciła mi. Uznałem tego dnia, że muszę zacząć biegać, bo w takim tempie jedzenia niedługo będę z 10 kilo większy. Wziąłem wersję z oscypkiem. Był tam natomiast chrzan czego nie lubię, ale wiadomo, nie każdemu wszystko siądzie. Mięsko i warzywa jednak jak zwykle na wysokim poziomie. Jadłem wołowe hamburgery w wielu miejscach, jednak tu zdecydowanie mięso ma najlepszy smak!


Generalnie jeśli szukacie miejsca gdzie można smacznie zjeść to mogę z ręką na sercu polecić. Konkurencję mają mocną, bo uliczkę dalej powstało coś w podobny deseń, a jakieś 15 kroków wyżej jest najlepszy w Bielsku kebab, ale wiadomo, jest to jedzenie na tyle różne, że jednego dnia można zjeść tu, a innego tam. Zresztą szpilka to nie tylko burgery - ponoć mają też genialne żeberka i sporo dań streetfoodowych z różnych zakątków świata, ale to wiem póki co tylko z opowiadań... to be continued... :)

wtorek, 24 marca 2015

BingoSpa przynosi wiosenne ukojenie naszym stopom



Od dwóch miesięcy znów pracuję w gastronomii co wiąże się z kilkunastogodzinną pracą na pełnych obrotach i to cały czas na nogach. Oczywiście całodniowa praca w pozycji stojącej ma swoje odbicie na moich stopach, które są pod koniec dnia opuchnięte i pieką pomimo, że noszę wygodne obuwie. Dawid także ma pracę stojącą, a kiedy ma wolne pracuje przed komputerem. Brak zmiany pozycji ciała w ciągu dnia powoduje słabe krążenie i problemy z nogami i stopami. Poza tym w sezonie jesienno-zimowym stopy uwięzione są w ciepłych, nieprzewiewnych butach co dodatkowo sprawia, że są nasze stopy wrażliwe i zmęczone.

Aby przynieść stopom ukojenie po zimie oraz każdorazowo po pracy, wybraliśmy do testowania Sól do stóp ze skłonnościami do odparzeń i pieczenia od BingoSpa.


Sól zawiera naturalne ekstrakty z takich ziół jak szałwia, rumianek i melisa, które zapobiegają namnażaniu się drobnoustrojów i grzybów, a także zmniejszają skłonność do pocenia się skóry stóp, nawilżają i przywracają naturalne pH. Aby przygotować kąpiel wystarczy do miski lub innego naczynia z letnią wodą (chociaż ja lubię czasem zimną, bo obkurcza naczynia krwionośne i daje niezwykłe ukojenie) wsypać dwie nakrętki soli BingoSpa, a następnie wymieszać, aby się rozpuściła. Potem pozostaje moczyć stopy przez 15 minut i dokładnie osuszyć. Producent radzi, aby powtarzać czynność codziennie przez 14 dni, natomiast można także stosować sól  profilaktycznie.

Sól ma delikatny ziołowy zapach, który daje odprężenie nie tylko stopom, ale działa jak aromaterapia, więc podczas zabiegu możemy się trochę zrelaksować. Po kąpieli stopy są odprężone, odświeżone, a opuchlizna i pieczenie znikają. Jeśli będziemy stosować kosmetyk systematycznie nasze dolegliwości nie będą nam już dokuczać.

Jeżeli jesteście zainteresowani zakupem Soli do stóp ze skłonnościami: odparzenia, pieczenie, to zapraszamy do sklepu BingoSpa, gdzie znajdziecie ten oraz wiele innych wspaniałych naturalnych kosmetyków do ciała i włosów.


A korzystając z przepięknej wiosennej pogody wybraliśmy się na spacer. Jak widać wiosna wiosna w pełni :) u Was również?




sobota, 21 marca 2015

Kuchnia z Majonezem Kętrzyńskim, czyli jak powinien wyglądać prawdziwy cheeseburger


Ostatnio wpadłam na pomysł alternatywnego rozwiązania dla tradycyjnych hamburgerów mięsnych, czyli hamburgery ze smażonym serem. Tak naprawdę nie jest to mój pomysł, bo kilka lat temu jadłam coś takiego w Czechach. Uwielbiam ser, a zwłaszcza smażony, a że pracuję z fast foodami nie trudno o zachcianki na takiego typu jedzenie. Wczoraj na śniadanie postanowiłam właśnie zrobić takie cheeseburgery z prawdziwego zdarzenia, czyli z żółtym serem w roli głównej. Tutaj z pomocą przyjdzie mi rodzina Majonezów Kętrzyńskich, które otrzymaliśmy do testowania dzięki uprzejmości naszych partnerów, czyli firmie CredoPR, której serdecznie dziękujemy za zaufanie.

Do przygotowania naszych burgerków potrzebujemy (ilość składników zależy od ilości porcji i naszego apetytu ;), ja podaję składniki na dwie kanapki):
  • 2 bułki pszenne tzw. hamburgerówki, opcjonalnie kajzerki, a w zdrowszej wersji mogę być grahamki,
  • 2 grubo krojone (ok.1,5cm) plastry żółtego sera - najlepiej salami, ponieważ dobrze dopasuje się do bułki,
  • 1 ogórek kiszony,
  • 1 cebula,
  • 1 cebula szalotka lub czerwona,
  • nowy Majonez Kętrzyński o smaku smażonej cebulki,
  • Musztarda Kętrzyńska stołowa,
  • ketchup,
  • 1 jajko,
  • mąka pszenna,
  • bułka tarta,
  • olej,
  • sól.



Najpierw przystąpiłam do zamiany półproduktów w produkt, czyli przygotowałam sobie domową prażoną cebulkę (a właściwie smażoną) co jest niezwykle proste. Wystarczy jedną niewielką cebulę obrać ze skórki i pokroić w drobną kostkę, a następnie lekko skropić wodą. Cebula wytwarza intensywnie sok, ale trzeba ją dodatkowo trochę zwilżyć, aby mąka lepiej się do niej przykleiła. Na rozgrzany na patelni olej wysypałam moją cebulkę i podkręciłam gaz na wyższe obroty, aby szybko się zarumieniła. Pod koniec zabiegu dodałam trochę soli. Po usmażeniu cebulki wyłożyłam ją na ręcznik papierowy, żeby odsączyć nadmierny tłuszcz.


Kolejny krok to smażony ser, czy jak kto woli kotlet serowy, który panierujemy dokładnie tak samo jak każdy inny kotlet, ale podwójnie, ponieważ panierka musi być mocna i nieprzepuszczalna, aby serek nam się nie wylał na patelnię. Moje serki smażyłam do momentu zarumienienia się skórki z obu stron.


Zanim zdjęłam kotleciki z patelni podgrzałam sobie bułki w kuchence mikrofalowej, ale uwaga jeśli posiadacie kajzerki lub inne bułki z piekarni możecie je podgrzać w grillu lub sandwiczu z nakładką grillową, jednak nie radzę robić tego z typowymi hamburgerówkami, ponieważ ich konsystencja jest zbyt kleista i ciężko byłoby rozdzielić połówki bułki od siebie.

Po wyjęciu bułek posmarowałam spody Musztardą Kętrzyńską stołową, a następnie ułożyłam smażony ser, który jak widzicie kształtem i wielkością idealnie pasuje do bułki, więc gorąco polecam ser typu salami do wykorzystania w tym przepisie. Następnie na ser położyłam po dwa plasterki ogórka kiszonego i drobniutko posiekaną szalotkę.


Ostatnim i kluczowym składnikiem tej potrawy jest Majonez Kętrzyński o smaku smażonej cebulki, który jest nowością marki Majonezy Kętrzyńskie, który nałożyłam na górną część bułki, bo ze smarowaniem ogórków majonezem jest zwykle mały problem. Aha, no przecież na samej górze tej piramidy znalazła się moja autorska cebulka smażona.



















Oto efekt końcowy pracy nad oryginalnym cheeseburgerem. Zawsze zastanawiałam się, dlaczego chickenburger zamiast wołowego kotleta ma tylko kurczaka, fishburger samą rybę, a cheeseburger składa się i z sera i z wołowiny, dlaczego? Tak według mnie powinien wyglądać cheeseburger, bo przecież nazwa mówi sama za siebie.

Co do naszego bohatera dzisiejszej recenzji muszę przyznać, że to strzał w dziesiątkę firmy i śmiało mogę Wam go zarekomendować. W takiej burzy smaków jaką jest burger, z czego by nie był zrobiony, ciężko jest wyłapać poszczególne smaki tym bardziej, że smak cebulki w tym majonezie jest bardzo delikatny. Polecam zatem dodawać majonezu do mięs, wędlin, śledzi, a także np. do sałatek makaronowych albo z kurczakiem. Myślę, że śmiało możecie eksperymentować, a jeśli już to zrobicie to pochwalcie się nam i zainspirujcie nas Waszymi pomysłami.

Zapraszamy także do odwiedzania strony internetowej Majonezów Kętrzyńskich, gdzie znajdziecie nie tylko majonezy, ale także szeroką gamę musztard, sosów, a także słodkich wypieków. Jeśli posiadacie firmę w branży gastronomicznej także możecie się zaopatrzyć w zapas produktów w większym formacie. 

Odwiedzajcie nas, ponieważ w związku z nadchodzącymi świętami Wielkanocnymi, wraz z Majonezami Kętrzyńskimi przygotujemy dla Was coś słodkiego na świąteczny stół.

Zapraszamy :)


czwartek, 19 marca 2015

Share week 2015!

http://bit.ly/ShareWeek2015


Mało brakowało, a bym nie zdążył, a bardzo chciałem wziąć udział w akcji. Rok temu nosiłem się z pomysłem napisania i tyle się "nosiłem", że przeniosłem - przypominając sobie o tym tydzień po. O czym mowa? Andrzej Tucholski z jestkultura.pl ruszył z akcją Share Week równo 3 lata temu i teraz mamy czwartą edycję. Akcja polega na wybraniu trzech blogów, które polecacie, które mają na was wpływ, czytacie je i pozostają w waszej pamięci. Nie ważne czy to bloger z wielkim zasięgiem czy ktoś z pięcioma wpisami, ważne jest tylko to czy blog jest dla was ważny.

No to lecimy.

http://jasonhunt.pl/

1. Es... in... Nie. Teraz już tylko JasonHunt.pl
Dlaczego? Okrzyknął się królem blogosfery pomimo niewielkiego jak na ten poziom zasięgu. Żyje jednak tak, aby nikt go z tronu nie zrzucił. Chce coś zmienić - robi to. Chce wyjechać do Stanów? Wyjeżdża spłukując się niemal do cna. Chce zawalić wyświetlenia na dwóch sporych blogach? Robi to. Chce wydać książkę przez wydawnictwo? Czemu nie. Potem odkupić prawa? Nie ma problemu. Tomek Tomczyk jest niesamowitym motywatorem! Nie przez słowa, jak większość, ale przez czyny. Pokazuje niemal każdym postem - jeśli chcesz coś zrobić czy powiedzieć - to po prostu to rób. Lepiej żałować tego co się zrobiło, niż... .


http://jakoszczedzacpieniadze.pl/

2. jakoszczedzacpieniadze.pl
Kolejny motywator, ale już w innym temacie. Michał Szafrański pokazuje światu to, co ja rozumiem od dawna, ale większość ludzi nie. Cały czas zastanawiałem się jakim cudem moim znajomym czy większości ludziom których spotykam na ulicy brakuje kasy. Serio. Dobra, nie żyjemy w eldorado bez podatków, ale niemal z każdej sumy można coś odłożyć. Michał pokazuje światu, że nie chodzi wcale o zarabianie niewiarygodnych pieniędzy, tylko o CIĘCIE KOSZTÓW. Możesz zarabiać tysiąc, Twoja żona też. Przy odpowiednim cięciu odłożycie 200-500 na miesiąc. Pieniądze zainwestujecie, zrobicie coś z tego, to Was nakręci na więcej. Mimo, że lubię oszczędzać to ilekroć wchodzę na blog Michała daje mi to dodatkowego motywacyjnego kopa!


http://weronikarudnicka.pl/

3. weronikarudnicka.pl
Pewnie niektórym będzie trzeba przedstawić. Weronika wyrosła na testowaniu produktów, a mi zdarzało się co jakiś czas wpadać i patrzeć jak sobie radzi. Radziła sobie coraz lepiej - aż w końcu przeskoczyła z bloggera na własną domenę. Rozpoczęło to rewolucje! Nie dość, że na blogu oprócz recenzji pojawiły się zwyczajnie życiowe teksty to jeszcze Weronika zaangażowała się w wywiady z niezłym skutkiem. Specyficzny, bezpośredni styl, różnorodna tematyka zarówno tematyczna, jak i gatunkowa. Łączy ciężką pracę z treningami i imprezowaniem do rana. Spełnia się we wszystkim czym chce i może. Taki przykład dobrze rozumianego YOLO. :) 

A wy jakie macie ulubione blogi? Wrzucajcie śmiało. Pod tym postem macie wolność w kwestii spamu. Tylko z argumentami proszę. :)
Pozdrawiam, Dawid.

poniedziałek, 16 marca 2015

Jak pozyskać czytelników na bloga? 10 sposobów na sukces blogowy!



W sumie przyzwyczaiłem Was chyba z Madzią już do tego, że zwykle piszemy o tym co warto przetestować, a co omijać szerokim łukiem. Generalnie jednak chciałem dodać na bloga trochę treści niezwiązanych z testowaniem. Jeśli wytrwam w postanowieniu to będziemy tu mieć przeplatankę tematową i w sumie każdy powinien znaleźć coś dla siebie.

Temat, który chciałem poruszyć to problem każdego piszącego na świecie (no, może poza tymi największymi blogerami). Skąd brać czytelników? Nie to, żeby mi brakowało moich (chociaż moglibyście się częściej ujawniać w komentarzach :) ), ale wiadomo, nikt nie lubi spoczywać na laurach i fajnie by było, aby grono odbiorców tekstów było coraz większe. Jak tego dokonać? Przeczytałem masę, ale to na prawdę masę tekstów na ten temat, ale jednoznacznej odpowiedzi odnaleźć się nie da. Ja jednak wierzę w to, że gdzieś na świecie jest pisany taki blog, którego bardzo chciałbym przeczytać... tyle, że nie wiem o jego istnieniu. Jego właściciel więc może rozwiązać to na kilka sposobów.

1. Jednym z najważniejszych punktów opisywanych szeroko w sieci jest... treść. Problem w tym, że dzięki niej możemy być wyżej w rankingu googla, nie do końca zaś w rankingu czytelnika. Tzn nie zrozumcie mnie źle - ranking googla to bardzo ważna rzecz, której nie można pomijać, ale nigdy nie wpadłem na to, żeby wklepać w wyszukiwarkę "Ciekawy blog o chomikach" mimo, że byłbym pozytywnie zaskoczony, gdybym kiedyś na taki trafił. Pozycjonowanie w wyszukiwarkach jest więc ważne tylko z pewnego punktu widzenia, chociaż pozycjonowanie chociaż do top10 jest bardzo ważne (czasami nie mogę dojść do tego po jakich frazach wpisanych w wyszukiwarkę ludzie przeszli na mojego bloga, ale jednak przeszli, czyli jakiś efekt był). No i najważniejsze - bez dobrej treści nikt do nas nie wróci, bo wiadomo - jak przeczytamy kilka źle skleconych zdań na nudnawy temat, a w dodatku z błędami to już nigdy się tam nie zjawimy.

2. Drugi punkt będzie niejako wspólny z pierwszym. Niemal każdy pisze na jakimś forum - dodaj swój adres bloga w stopkę - być może kogoś zaciekawią Twoje posty i tym samym uzna, że blog może być równie ciekawy. Dodaj swojego bloga również do stopki maila, niech odbiorcy widzą, że nie pisze do nich Dawid Bylok, ale Dawid Bylok - bloger w www.testandwrite.blogspot.com . Jedni nawet na stopkę nie spoglądają, ale inni wejdą na chwilę i... zostaną na dłużej.

3. Pisać teksty o tematyce aktualnej, ale też takie, które będą aktualne zawsze. Albo prawie zawsze. Wiadomo, jeśli napiszecie tekst o tym czy sok X jest smaczny to niby tekst ten będzie aktualny długo (no chyba, że firma upadnie), ale wejść na niego po czasie nie będzie aż tak wiele. Co natomiast, gdy napiszecie tekst "10 najlepszych prezentów na Walentynki" albo lepiej: "10 najlepszych sposobów na udaną randkę". Aktualność? Każdego dnia. Szansa na czytelnika? Każdego dnia... Wiadomo - taki temat nie pasuje na każdy rodzaj bloga, ale w każdym temacie znajdzie się temat na napisanie zawsze aktualnego tekstu.

4. Dla ludzi związanych niejako z moją branżą: Testować nowości! Wiem, że często popełniam tę gafę, że nie do końca ustalę z firmą co chcę testować, a oni się pośpieszą i wyślą to co akurat mają pod ręką. Warto jednak dogadać się tak, żeby testowane produkty były absolutnymi nowościami. Często przez liczne reklamy w telewizji oraz w sieci ludzie szukają opinii wiarygodnych osób czy produkt aby na pewno wart jest uwagi. W tym miejscu znajdziecie się wy i wasz blog.

5. Wiarygodność. Jeśli coś jest słabe to pisz, że jest słabe. Nie pisz, że jest dobre, bo dostałeś to za darmo. Jeśli masz coś opisać dobrze tylko temu, że to dostałaś/eś to nie opisuj wcale. Taki kompromis będzie lepszy, niż oszukiwanie potencjalnych (i aktualnych) czytelników.

6. Uważaj na spam. Wiadomo - każdy początkujący blog wchodzi na inne blogi i komentuje, komentuje, komentuje... i dobrze robi, bo część komentujących odwiedzi autor bloga oraz inni komentujący. Problem w tym, jeśli zamiast komentarzy na temat tekstu ktoś wrzuca raz po raz "Komentuje, więc wpadnij też do mnie xxx.blogspot.com". Ja np. nie mam nic przeciwko pozostawieniu linka na blogu, ale niech w komentarzu pojawi się coś więcej: coś o tekście, blogu, temacie który poruszyłem, a nie samo "wejdź na mojego bloga".

7. Niech Twój blog będzie ładny. Szczerze mówiąc ja od pewnego czasu chcę nieco zmienić wygląd, chociaż nie jestem do końca do tego przekonany. Jeśli macie jakieś uwagi - to będą dla mnie niezwykle cenne. Co zmienić? Co usunąć? Co dodać? Ważne żeby w blogu nic nie wyskakiwało, nic nie świeciło, nic nie migało. Może jest jakaś grupa targetowa, która lubi migające gwiazdki, włączającą się muzykę i 5 pop-upów wyskakujących z każdej strony - ja nie i raczej na takiej stronie długo miejsca nie zagrzeję.

8. Cele i systematyczność. Nie robiłem tego nigdy, ale coraz bardziej się do tego przekonuję. Zapisz pierwszego każdego miesiąca ilość wyświetleń bloga i ilość obserwujących, lubiących na portalach. Następnego pierwszego sprawdź ponownie. Możesz wspomnieć o tym w tekście albo zachować to do siebie. Ważne żebyś miał/a świadomość progresu. Systematyczność jest równie ważna. Nie musicie być jak Lekko stronniczy i publikować codziennie o 18tej. Nie musicie publikować codziennie, ale publikujcie w ogóle. Są wyjątki, jak np Kominek, który potrafi napisać 2 teksty w miesiącu, a mimo to mieć dużą ilość odsłon, ale to wyjątek od dość mocnej reguły. Pisz dwa razy w tygodniu, albo nawet raz, byle nie rzadziej. 

9. Funkcjonuj w środowisku w którym piszesz. Możesz udzielać się w grupach tematycznych na Google+ czy Facebooku. Jeśli masz możliwość jeździj na zjazdy, spotkania, konferencje. Każdy wyciągnie z nich co innego, jednak zbudujesz trwałe relacje z potencjalnymi czytelnikami (ludzie piszący też czytają). Ważne jest też by na blogu przedstawiać swoje poglądy - nie bój się myśleć inaczej, niż wszyscy. Pisz tak jak myślisz, pozyskasz sympatię lub obudzisz hejterów - ale znacznie zwiększysz ruch na stronie.

10. Ciąg dalszy dziewiątki. Wykorzystaj potencjał mediów społecznościowych. Obecnie niemal każdy znaczący blog w sieci ma swoje konto na Facebooku, Twitterze, Instagramie, a również nierzadko na Printereście, YouTubie, Asku czy Snapchacie. Nie zapominajmy o NK - wielu uważa, że nikt tam nie został, co jest mylnym podejściem.


A jak wyglądają Wasze sposoby? Jak pozyskujecie czytelników? Znacie inne skuteczne sposoby na zdobycie nowych odwiedzających? Podzielcie się w komentarzach :)

Uprzedzając - wiem, że do wielu z tych rad się nie stosuję. Wynika to bardziej z braku czasu, niż z niewiedzy, co z czasem oczywiście się nadrobi. :)

niedziela, 15 marca 2015

Waniliowy relaks z BingoSpa


Dziś przedstawiam kolejny produkt od BingoSpa, który należy do mojego ulubionego gatunku produktów tej marki, czyli kosmetyków do kąpieli. Żele do kąpieli BingoSpa to prawdziwy hit i jestem ich wielką fanką, obecnie mam już tylko dwa, bo na bieżąco zużywam, ale zawsze i tak mam co najmniej jeden w zapasie.

Tym razem wybrałam sobie do testowania algi pod prysznic, których oczywiście również będę używać podczas mycia ciała w kąpieli. Algi są w formie żelu, który bardzo intensywnie się pieni przez co wystarczy mi na długo, chociaż w buteleczce jest zaledwie 300ml, więc pewnie i tak szybko zużyję.



Ten żel to kolejny produkt, który zawiera algi, zaraz po szamponie ze spiruliną. Wybieram takie produkty, ponieważ wiem, że algi są bogate w minerały i substancje odżywcze, a także są chyba największą skarbnicą białka na ziemi, jeśli chodzi o produkty spożywcze. Algi chronią skórę przed wolnymi rodnikami oraz zapewniają odpowiednie nawilżenie skórze.

Oprócz właściwości żelu, do wyboru właśnie tego produktu skłonił mnie jego kolor przypominający budyń oraz zapach wanilii, który nie jest mdlący, a za to koi i uspokaja. Po kąpieli z algami BingoSpa skóra jest wygładzona, odświeżona i pięknie pachnie. Uwielbiam kiedy moją skórę otula pyszna waniliowa pianka.


Polecam gorąco produkty BingoSpa, aby sprawdzić aktualną ofertę oraz promocje zapraszam Was do sklepu internetowego BingoSpa, gdzie każdy z Was znajdzie coś dla siebie.


Jak już jesteśmy w takim słodkim temacie to pochwalę się przy okazji moim słodkim wypiekiem. Oczywiście to nie mój autorski pomysł, ale pozwoliłam sobie zaszaleć i upiekłam dobrze wszystkim znanego Jeżyka. Ciasto wygląda sympatycznie, a zwłaszcza w przekroju z pysznymi bananami i masą śmietankową.














Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Archiwalne posty