sobota, 11 lipca 2015

Z GorVitą na wakacjach


Od kilku dni znów możemy cieszyć się upalną pogodą, chociaż nie dla każdego to dobrze i zdrowo, ale ja uwielbiam takie upały. Niestety jakimś dziwnym trafem zawsze jak jest upalnie to akurat muszę być w pracy, a kiedy już mam wolne to albo muszę pozałatwiać zaległe sprawy albo na niebie pojawiają się chmurki, które średnio co 5 minut zasłaniają mi słoneczko :( . Myślę, że może przydałoby się wziąć jakiś urlop pierwszy raz w życiu, ale pewnie jak na złość będzie padać. Nie jestem pesymistką, ale wiecie jak to zwykle bywa. 

Jednak są tacy, którym udało się uszczknąć kilka dni, a może nawet kilkanaście i wyjechali na wakacje do jakiegoś rajskiego miejsca na naszej pięknej planecie. Nie ważne czy to Mazury czy Rodos pamiętajcie, że zawsze trzeba mieć kilka ważnych akcesoriów ze sobą, aby czuć się komfortowo i bezpiecznie podczas błogiego wypoczynku, żeby nie powiedzieć lenistwa. Oprócz stroju kąpielowego, ręcznika i kapelusza powinniście zabrać ze sobą specjalne preparaty, takie jak:
  • żel po opalaniu, który łagodzi skutki poparzeń słonecznych,
  • preparat łagodzący ukąszenia owadów,
  • balsam nawilżający albo odżywczy, bo opalona skóra szybciej się starzeje :P,
  • inne preparaty...

Uff... i znów opłata za nadbagaż. Nie można z tego wszystkiego zrezygnować, ale można pomyśleć o łatwiejszym rozwiązaniu. Jakim? Zamiast tych wszystkich produktów możemy wybrać jeden, który zapewni nam kompleksową ochronę. Mówi się, że jeśli coś jest do wszystkiego to jest do niczego, ale w tym przypadku to nie prawda. Przedstawiam Wam Panthenol Żel od jednego z moich ulubionych producentów kosmetyków naturalnych czyli GorVity. Produkt łagodzi podrażnienia skóry spowodowane:
  • nadmiernym opalaniem,
  • ukąszeniem przez owady,
  • poparzeniem m.in. przez meduzy,
a także stanowi kurację odżywczo-regenerującą dla skóry suchej i alergicznej, ponieważ żel jest hipoalergiczny. Żel stworzony jest na bazie naturalnych składników czyli Panthenolu, a dokładnie kwasu pantotenowego, ekstraktu z aloesu, alantoiny oraz witamin A, E i F. Nie będę Was zanudzać suchymi faktami na temat tych składników, co swoją drogą jest nawet dość ciekawe i bardzo ważne, ale polecam doczytać i zainteresować się naturalnymi składnikami i produktami. Ja od dłuższego czasu wyszukuję na rynku odpowiedników standardowych produktów kosmetycznych wśród kosmetyków naturalnych.

Dodam jeszcze, że Panthenol Żel od GorVity przyda Wam się nie tylko w sezonie letnim, ale także w zimie, ponieważ chroni skórę przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych, którymi nie tylko są promienie słoneczne, ale także wiatr i mróz. Kwas pantotenowy głównie odpowiada za gojenie się ran, więc skutecznie złagodzi skutki mikrouszkodzeń i pęknięć naskórka. Tyle dobrodziejstwa zamknięte w 100ml żelu. 

Żel można aplikować kilka razy w ciągu dnia albo w zależności od potrzeb, delikatnie wmasowując w skórę aż do wchłonięcia. Produkt łagodnie chłodzi i szybko się wchłania, a do tego zostawia delikatny lekko słodkawy zapach, który dość szybko się neutralizuje.



Gorąco polecam Panthenol Żel od GorVity na wakacje i nie tylko oraz dodam, że produkt nie jest testowany na zwierzętach co dla mnie też jest ogromnie ważne. Jeżeli jesteście zainteresowani tym produktem to zapraszam na stronę GorVity do zakładki Gdzie kupić?, gdzie po zaznaczeniu swojego regionu otrzymacie listę miejsc gdzie można nabyć produkty. Dodatkowo pod mapą jest lista sklepów on-line. W jednym z takich sklepów Panthenol Żel możecie kupić za niecałe 14 złotych, a do wyboru jest też piana o takich samych właściwościach. Uważam, że warto i na pewno nie będą to pieniądze wyrzucone w błoto. Polecam raz jeszcze, Magdalena.

środa, 8 lipca 2015

Drama: kurierzy



Jako bloger mam dużo więcej kontaktu z kurierami, niż większość ludzi. Wiecie, może gratisy nie pchają mi się oknem, ale każdymi drzwiami to już tak. Problem pojawia się wtedy, gdy kurier jest na tyle nieogarnięty, że swoją postawą skutecznie zniechęca blogera nie tylko do firmy, którą reprezentuje, ale także do firmy, która paczkę wysłała. Dlaczego? Ano dlatego, że posłali tą, a nie inną firmą, która ma standardy tak niskie, że trudno mówić o standardach.

Ostatnio w necie pełno dram z udziałem kurierów. Paweł Opydo dostaje raz po raz uszkodzone paczki, Matyldzie Kozakiewicz nie chce pomóc nawet centrala. A co stało się nam? Opiszę pokrótce czemu straciłem resztki szacunku do GLSu.

Poniedziałek - dostajemy smsa o tym, że paczka nadejdzie dziś między 10 a 13. Już pominę, że chociażby z Jedynki czy z DHLu takiego smsa dostaję DNIA POPRZEDNIEGO żebym mógł zaplanować pod to poranek (tak, dla blogerów, promotorów i merchendiserów 10-13 to poranek). No więc trudno, uznajemy, że siedzimy w domu do tej 13tej i czekamy aż zjawi się kurier. Była to dość ważna przesyłka, bo biorąc udział w kampanii z TRND miałem dostać pakiet wejściowy soczewek kontaktowych. Jak pewnie wiecie chodzę na co dzień w okularach, ale przeszkadzają one w niektórych czynnościach. Np. graniu w piłkę. Kilka razy grałem w okularach, ale raz skończyło się na przecięciu łuku brwiowego i wymianie okularów. Drugi raz byłoby mi szkoda, bo teraz mam ciut droższe okulary. Problem w tym, że gdy gram bez okularów to zdarza mi się zbyt późno oceniać odległości. Niby 1,5 wady, ale przy graniu robi różnicę... Wracając jednak do tematu: czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy i... nic. O 14,30 wyszliśmy z domu, bo wiadomo, kurier to nie ktoś, kto może dezorganizować mi dzień. Jak umawiam się ze znajomymi to mam zresztą tak samo. Jak ktoś się umawia na 12, a przychodzi o 13 tej to często mnie nie zastanie. W końcu umowa, to umowa. No chyba, że zadzwoni o 11 i zapyta czy możemy przełożyć o godzinę. Zwykle nie możemy, bo dzień planuję już w dniu poprzednim.

Środa - wchodzę na śledzenie przesyłki, bo wydało mi się dziwne, że skoro kuriera nie było w poniedziałek, to powinien być we wtorek, a tam niespodzianka... o, był. W poniedziałek 17,50. 5 godzin po czasie. Oczywiście odpalam maila i piszę do centrali jakim zwyczajem powiadamia się kogoś, że będzie 10-13, a jest prawie o 18. Pani odpisała, że te smsy to pic na wodę (pytanie tylko po cholerę marnują sobie budżet na nie) i są wysyłane z automatu. Czyli że wysyłają 10-13 a kurier może być 8-18 bo tak pracuje. Wiedziałem, że kontakt z tym całym GLSem nie skończy się dobrze. Pani zapewniła, że kurier w takim razie przyjedzie dziś (we środę). Zrobiliśmy sobie Day off. Jakieś seriale, porządki domowe, generalnie siedzieliśmy cały dzień w domu. Patrzę wieczorem na stronę i skoczyło mi ciśnienie. Skurwiel sfałszował wizytę! Znów był u nas niby o 17,50. A o 17,52 oddał ją do ich parcel shopu. Zrobiłem screena i wysłałem do centrali informację o fałszowaniu wizyt. Sprawdzili mu ponoć GPSa. Problem w tym, że Parcel shop leży 2 ulice dalej i mógł zwyczajnie przejeżdżać obok mojego mieszkania, ale nie dzwonić... Uznali, że z ich strony jest ok, bo zostały spełnione 2 wizyty i mam sobie jechać do Parcel shopu. Jeśli nie odbiorę do końca tygodnia to odeślą do centrali w Komorowicach (z 10 kilometrów od mojego domu).


Czwartek - z samego rana piszę do centrali, że oczywiście do żadnego Parcel shopu nie pojadę, bo skoro zamawiam kurierem to kurierem, no i nie spełnili wymogów (minimum 2 wizyty kuriera). Pani odpisała, że kurier będzie się z nami kontaktował i podjedzie w piątek lub poniedziałek, w zależności jak nam pasuje. Wreszcie osoba z IQ na poziomie. Problem w tym, że idiota za kółkiem ma gdzieś zalecenia "góry".


Piątek - Madzia jest w pracy i dzwoni kurier. Oświadcza, że przywiezie paczkę do 30minut do domu. Madzia mu tłumaczy na spokojnie, że jego przełożona poinformowała nas, że ma zadzwonić PRZED wizytą i się na nią umówić na piątek lub poniedziałek. Dla mnie przed to nie jest "niemal stoję pod domem, otwórzcie" tylko poprzedniego dnia. No cóż, każdy ma inny umysł. Kierowca dodał, że w poniedziałek to mu się nie chce i ma być w piątek. Za pół godziny. "Bierze pani czy nie". No to Madzia mu tłumaczy, że jest w pracy i nikogo nie ma w domu..., że może przyjedzie tam? W końcu większość cywilizowanych firm kurierskich tak robi. No więc GLS nie. To nie jego rejon. Pojedzie więc zostawić awizo. No i przychodzę do domu, a tam rzeczywiście awizo, w dodatku leżące NA SKRZYNCE zbiorczej, a nie w naszej skrzynce. Pomięte, wypisane jak przez 10 latka. BEZ ADRESU odbioru. Kompletnie żadnego. W okolicy jest 20 parcel shopów GLSu. Szukaj wiatru w polu.


Poniedziałek - (bo w weekend nikt w ich firmie nie odbiera) - dzwonimy do firmy. Tym razem ktoś inny odebrał. Według nich wszystko jest ok. Parcel shopu też nie znają. Kurier w trasie. Uznałem, że może chociaż ma te kilka szarych komórek, żeby zostawić paczkę w najbliższym Parcel shopie, a nie w jakimś w Komorowicach. Sprawdzam stronę... mam jakiś na Złotych Kłosów. Wprawdzie nie było numeru, a sama ulica, ale uznałem, że jakoś znajdziemy. Poszliśmy, paczka leżała. Problem w tym, że kod był do wykorzystania w 1,5tygodnia, a wizyta badania wzroku miała się odbyć nie w Bielsku, a w Tychach. Czasu na wyjazd firma kurierska mi nie pozostawiła. Podesłałem info firmie organizującej akcję. Co z tym zrobią ich sprawa. Link do wpisu też im wyślę. Niech wiedzą jak się traktuje ich przesyłki.

PS. A poniżej klasyczna jazda do klienta.


niedziela, 28 czerwca 2015

Pudding Winiary - pomysł na deser każdego dnia


Pewnie lubicie budyń? My z Dawidem też, z resztą kto nie lubi delektować się tym pysznym deserem mlecznym. Spróbowaliśmy już chyba wszystkich smaków, ale Dawid i tak najbardziej lubi te tradycyjne, czyli waniliowy i czekoladowy. Natomiast ja ze względu na to, że nie mogę spożywać produktów tego typu robię sobie budyń sama, ale czasem można zgrzeszyć. 

Zazwyczaj budyń jemy na ciepło, ale oboje dobrze wspominamy smak budyniu na zimno w kubeczku z bitą śmietaną na wierzchu, który proponuje teraz już kilku producentów. Dla mnie jest to jeden ze smaków dzieciństwa, ale dla wielu z Was pewnie także.

W tym sezonie dobrze znana marka Winiary wprowadziła na rynek Pudding na zimno w dwóch smakach: waniliowym i czekoladowym, który każdy z nas może przygotować sobie sam we własnym domu. Dawid ucieszył się na tę wieść, więc podczas najbliższych zakupów postanowiłam kupić oba smaki. Pudding waniliowy zjedliśmy właśnie w takiej formie jak te sprzedawane w ubeczkach, czyli z kleksem bitej smietany na wierzchu i wiecie co? Smakował... albo nie od początku, muszę Was trochę pomęczyć.


 Oto co potrzebujecie do przygotowania deseru Winiary Pudding na zimno, czyli tak jak sugeruje producent:
  • torebka Pudding na zimno Winiary,
  • 300ml zimnego mleka (u mnie 400ml, ponieważ miał wystarczyć na 3 porcje),
  • blender ręczny.

Wsypujemy zawartość saszetki do schłodzonego mleka i zaczynamy miksować.


Na opakowaniu przeczytacie, że wystarczy 1 minuta, aby nasz deser był gotowy, ale nie mogę się z tym niestety zgodzić... to trwa znacznie krócej. ;) Pudding gęstnieje bardzo szybko, ale jeśli macie jakieś obawy możecie miksować dłużej. Gdy masa jest gładka i lśniąca nasz deser jest gotowy.

Moja propozycja podania

Biorąc pod uwagę fakt, że właśnie w ten dzień wróciliśmy z ogródka  z pełnym kubeczkiem poziomek postanowiłam, że zaproponuję jakiś ciekawy lekki deser z wykorzystaniem Puddingu na zimno Winiary. Wystarczy na dno szklanki lub pucharka wyłożyć budyń, poukładać na nim ulubione owoce, następnie bitą śmietanę (u nas w sprayu do dekoracji), jeszcze raz Puddingiem i na końcu udekorować owocami i bitą śmietaną voila i mamy deser gotowy. 

Pudding na zimno Winiary warto zawsze mieć w domu, bo jeśli trafi nam się wizyta niezapowiedzianych gości, których wszyscy uwielbiamy ;) to wtedy możemy szybko i sprawnie przygotować coś pysznego na deser.

Życzymy smacznego :)


A już wkrótce przeczytacie moją historię o wypadku w pracy z "krwiożerczą" zmywarką i o tym jak na ratunek przyszły mi Minionki i plastry Salvequick.

czwartek, 18 czerwca 2015

Internet na całe wakacje za 6złotych! Super promocja


Dawno nie pisałem dla Was o takich akcjach, ale uznałem, że o tej mega warto napisać. Orange rok temu zrobiło akcję, która się przyjęła, więc uznali, że będą robić to cyklicznie!

Krótko: 6 gb internetu na 60 dni. Można zamówić ile razy się chce, ale w terminie 15 czerwca do 31 sierpnia. Można z tego co doczytałem zamówić np pakiet teraz, a potem np 30 sierpnia i tym sposobem za 12zł będziemy mieć internet do końca października. Jeśli ktoś tylko sprawdza fejsa, pocztę czy siedzi na kilku stronkach to spokojnie internetu mu wystarczy.

Aktywuje się wysłając SMS o treści AKT6 pod numer 260 lub co lepsze (bo darmowe) kodem *110*77#. Sprawdzić stan możecie wysyłając SMS-a o treści Stan 6 pod numer 260. Dostępny jest w taryfach - Orange Yes, Orange One, Orange POP, Nowe Orange Go oraz ofercie Zetafon i Minutofon z aktywną jedną z wymienionych taryf.

W sumie wiadomo - nie wszyscy są w Orange, ale na dobrą sprawę można kupić starter za 10zł i wykupić na niego ten pakiet.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Stop zbędnemu spamowi! McMuffin za darmo przez tydzień!


Kiedyś miałem to ustawienie, potem zaniechałem. Żałuję. No więc: z dniem dzisiejszym komentować mogą tylko osoby zalogowane na konto na gmailu. Daje to plus w postaci braku żałosnych komentarzy pracowników firm, pracowników konkurencji, każdych tfu pracowników. Z jednej strony robią z siebie debili, z drugiej robią debili ze swojej firmy. Nie rozumiejąc tego - zaśmiecają mi przy okazji bloga i tym sposobem zdarzały mi się komentarze do wpisów umieszczonych rok/dwa temu np o papierach toaletowych... konkurencji, że ich akcja jest lepsza (a co to kogo obchodzi?), wpisy pracowników zarzucających mi pisanie nieprawdy (tak jak miałbym w tym jakiś interes). Generalnie wiadomo, zawsze ktoś, kto jest na tyle beznadziejny, że chce napisać krzywdzącą opinię, ale koniecznie zza ukrycia może założyć jakieś sztuczne konto na gmailu, ale... tu z pomocą przychodzi gmail. Przy szczególnych przypadkach przegiętych komentarzy można to zgłosić, pójdzie dalej i... jeśli tylko ktoś coś tak głupiego napisze to dam znać jak skończył. Z personaliami oczywiście i linkami do wszystkich portali społecznościowych. Zapoczątkował to Opydo, bo korzystanie z anonimowości w sieci trzeba piętnować. :) Paweł postanowił wysyłać jeszcze screeny komentarzy do pracodawcy. Spodobało mi się to, bo jakby nie było pracownik jest wizytówką firmy. Nie reprezentuje jej tylko przez 8 godzin, ale mając ją wpisaną w profil czy wypowiadając się w jej imieniu robi im czarny PR. Powinni więc wiedzieć kto wpłynął na słabszy wynik w ostatnim czasie! 


A teraz milsza kwestia! Od dziś, tzn 15 czerwca do 19tego czerwca McMuffin dla każdego od 7 do 8 rano. Mc Donald nadal próbuje wypromować swoje śniadanka. Generalnie w Polsce chyba nie ma kultury jedzenia śniadań poza domem, ale te z Maca oceniam dość wysoko, bo podczas poprzedniej akcji raz się wybraliśmy. Smakowały całkiem spoko, tylko czemu rozdają je od siódmej do ósmej, zamiast np do dziesiątej, kiedy to więcej osób by realnie tam wpadło spróbować? Pojęcia nie mam, ale pewnie raz się wybiorę i wrzucę Wam fotkę jedzenia. Swoją drogą czas w końcu założyć konto na insta, bo niektóre fotki pasowałyby akurat tam ;) Póki co macie fotkę z poprzedniej akcji ;) 
Aaaa... byłbym zapomniał - w akcji nie bierze udziału kilka Mc Donaldów (dosłownie 5), ale problem leży gdzie indziej... nie wszystkie Mc Donaldy są otwarte od 7! Np w Bielsku w Sferze mają od 9tej i siłą rzeczy w akcji nie biorą udziału. Bierze udział za to Żywiecka i Partyzantów, czyli którą stroną w Bielsku byście nie jechali to uda się skorzystać.


 PS. Teraz będę tu znacznie częściej, więc i częściej zaglądajcie. Dlaczego? Ano mam pisać magisterkę, a wiadomo jak to jest, szybciej uratuję świat, niż przyjdzie mi ochota na pisanie pracy końcowej. ;)

piątek, 12 czerwca 2015

Zakupy w Zalando - ciąg dalszy projektu TRND


Only&Sons





Jak informowaliśmy wcześniej zostaliśmy ambasadorami Zalando dzięki udziałowi w kampanii TRND. Udział wzięło 5000 partnerek i jak widać jeden partner. Dostałam bon o wartości 100zł na zakupy w sklepie internetowym Zalando i postanowiłam, że podzielę z Dawidem, bo zawsze dzielimy się tego typu nagrodami.

Czy trudno zrobić zakupy w sklepie Zalando?

Nie, zakupy w Zalando są bardzo proste. Wystarczy założyć konto, a następnie przejrzeć szeroką ofertę markowych ubrań. Potem trzeba zaznaczyć rozmiar ubrań i dodać do koszyka, a potem już tylko zapłacić. Na realizację zamówienia nie trzeba długo czekać, nie pamiętam dokładnie, ale my swoją przesyłkę dostaliśmy po max 3 dniach.

Jack&Jones

Dawid zamówił dwie koszulki z ciekawymi przesłaniami, które będą mu idealnie służyły w ciepłe letnie dni.  Niestety biała mimo, że to rozmiar M jest trochę za duża, ale w obu wygląda bardzo dobrze. Ja wybrałam sobie czarne czółenka na bardzo niskim obcasie, o których od dawna marzyłam i choć są trochę szerokie to nie spadają z nóg i są wygodne.

Anna Field

















Polecamy zakupy w sklepie internetowym Zalando, bo są łatwe i przyjemne, a poza tym są tam wyprzedaże, które wszyscy uwielbiamy.







Wprawdzie miesiąc się zaczął pracowicie, ale był też czas na nieco rozrywki, więc w zeszłą niedzielę byliśmy na koncercie DJ'a Bobo u nas w Bielsku-Białej. Byłam bardzo podekscytowana, bo to w końcu piosenki z lat 90'. ;)

czwartek, 11 czerwca 2015

Nagrody, testowania, grupony. Robisz to źle.



Ostatnio naszła mnie ochota na hejt. Nie nachodzi mnie za często, tzn tylko wtedy, kiedy mam rzeczywisty powód do wylania żali. Powiedźmy, że się uzbierało. O czym chcę napisać? O traktowaniu klientów, którzy powinni być traktowani lepiej, a są gorzej. Dlaczego lepiej? O tym zaraz.

Wielu z Was na pewno przyszło kiedyś kupować groupona (czy jak wymawia większość "grupona", bo w końcu o zakupy grupowe chodzi) jednak ja mam wciąż milion (albo i miliard, bo w TV zwykle tych słów nie rozróżniają) oporów. Jakich? Słyszałem masę, ale to MASĘ historii o tym jak traktowani są klienci z gruponów. Przykładowo: zwykle depilację laserową należy robić z odstępem miesięcznym, seriami, powiedźmy trzy razy (wiadomo, zależy wszystko od testosteronu, ilości włosów, wszystkiego, może się skończyć i na 8 wizytach), ale załóżmy, że trzy wizyty co miesiąc. Trzy miesiące. Po wykupieniu groupona znajomej kazali... wykorzystać trzy wizyty w jednym miesiącu albo niewykorzystane zwyczajnie przepadną. Absurd.


Drugi przypadek. W jednej Bielskiej pizzerii groupon na 2 pizze kosztował przykładowe 30zł (nie pamiętam dokładnych kwot). Jeśli zamawiało się w lokalu to wszystko było ok (poza tym, że kelnerka podawała pizzermanowi, że pizza z grupona, jakby to miało znaczenie - jak widać miało). Gorzej przy dowozie. Dowóz jest gratis do placków powyżej 20zł, w przypadku groupona należy zapłacić za kartony. Symbolicznie, 1,50 bodajże, ale jednak 3zł (za dwie), którego normalny klient nie płaci, co jest kompletnie darmowe, za co muszą zapłacić uczestnicy grupowych zakupów.


Często też słyszałem, że drastycznie spada jakość i ilość na talerzu. Niektóre restauracje decydują się na uruchomienie grupowych zakupów w momencie w którym nie ma ruchu, a większość towaru już na dobre zaległo w spiżarce. Dobra cena kuponu promocyjnego wyczyści spiżarkę, ale czy ktoś, komu nie zasmakuje wróci tam, żeby kupić coś poza gruponem?

To samo tyczy się nagród. Większość znajomych uważa, że mam szczęście do wygrywania czegokolwiek. Ja uważam, jak pewnie większość osób zainteresowanych tematami konkursowymi, że jak ktoś gra, to wygra. Dziś, jutro albo za 2 miesiące, ale wygra. Problem w tym ile czasami trzeba najeść się nerwów, żeby coś odebrać... Częste problemy to to, że pracownicy różnych instytucji w ogóle nie wiedzą, że szef czy PRowiec coś organizują. Jesteśmy więc skazani na godzinę czekania, bo "przedzwonię tu, potem tam i już wszystko będzie". Najgorzej w tej kwestii jest w kinach. Raz w Cinema straciłem godzinę, bo nikt nie umiał nabić kodu. W Heliosie odmówiono mi wydania nagrody twierdząc, że nie można wygrać dwa razy w miesiącu. Regulamin tego nie zakładał, więc pracownik dostał burę, a ja przeprosiny i bilety, ale niesmak wiadomo, pozostał. Często też nagród w ogóle nie ma. Wiecie, agencja organizuje, inna wysyła, firma przekazała tym, Ci tamtym, nagroda powinna być u Pana. "No ale nie jest". Jak głosi fajne zdanie z Misia "Nie mamy Pańskiego płaszcza i co Pan nam zrobi".


To samo z testowaniami. Często dogaduje się jedno, przychodzi inne. Często zupełnie nie związane z uzgodnionym, albo nie przychodzi w ogóle. Potem ktoś pyta o recenzję, ale skoro uzgadniałem krem dla 20+, a przyszedł dla 50+ to siłą rzeczy recenzja się nie pojawi. Masę razy też przyszło coś uszkodzone (nie przez pocztę, bo to dość częste), ale przed wysyłką - wiecie, koperta nie uszkodzona, a w środku produkt pognieciony, podarty. Trafiły się nawet produkty po dacie ważności. Do kosza daleko nie mam, ale trochę szkoda mi potem czasu na tłumaczenie Xowi czy Ykowi dlaczego nic o ich produkcie nie piszę.


Czemu poruszyłem ten temat? Na początku napisałem o grouponie. Dla mnie to siła napędowa każdego Start upa, każdej mniejszej pizzerii czy będącej w kryzysie restauracji. Przykładowy towar: pizza warta 25zł. Pizzeria rzuca 1000 gruponów po 10zł. Wiadomo, zarabia mniej, ale zarabia, bo przecież garść mąki i pół kubka wody, plus te 6 plasterków szynki czy pieczarki nie kosztują nawet połowy tego. Myślenie przyszłościowe zaczyna się dopiero tutaj. Firma zarobiła powiedźmy po 5zł na każdej pizzy. 5000zł to sporo dla każdej firmy, ale... jeśli te 1000 osób zostanie obsłużone z uśmiechem, w normalnym czasie, a pizza będzie smaczna i dobrze wypieczona to... nie oszukujmy się, te osoby WRÓCĄ! Mamy wtedy bazę klientów, którzy może nie raz w miesiącu, ale raz na pół roku na pewno do nas wpadną. Dwie, trzy takie akcje i nasz biznes kwitnie. Można to natomiast łatwo spieprzyć. Podać zimną czy przypaloną pizzę, rzuconą na bar, wziąć dodatkowe 2zł za sos czy karton. Pozostanie klientowi wrażenie średnio udanej wizyty. Nie wróci nigdy.


To samo z konkursami, testowaniami, wszystkim tym, gdzie firma daje coś za darmo. Jeśli idzie wraz z tym fajny przekaz w stylu "robimy razem coś fajnego" to sympatia do firmy wzrasta. Nie dość, że opisuje się mi ją znacznie fajniej, to jeszcze po akcji zwyczajnie zdarza mi się sięgać po ich produkty w sklepach. Natomiast relację firma -> potencjalny klient można łatwo zepsuć, do czego często dochodzi.

Żeby nie było, znam też masę przykładów dobrego wykorzystania tego typu promocji. O tym kiedy indziej. ;)

piątek, 5 czerwca 2015

Zalando - odzieżowy hit? Projekt TRND w trakcie!


Bierzemy właśnie udział w kampanii TRND, które to zorganizowało akcję wraz ze sklepem internetowym Zalando. Generalnie akcja bardzo pozytywna, bo dali 100zł na wydanie w swoim sklepie... plus masę gratisowych kuponów, ale o tym potem. Stronka wygląda tak jak powyżej (w wersji męskiej, a na dole posta macie wersję damską).


Wybór był trudny. Uznaliśmy, że podzielimy się 50/50, po czym ruszyliśmy wyszukiwać. Problem w tym, że tych rabatów przyznano duże ilości i magazyny świeciły trochę pustkami (np. leginsów nie było w żadnym innym rozmiarze niż XS). Madzia wybrała więc balerinki, bo już dawno mieliśmy się po nie wybrać. Jak widać czasami nie ma co się śpieszyć. 

Ja natomiast uwielbiam w lecie nosić koszulki bokserki, bo wiadomo, najwygodniej, a i słońca trochę złapię. Wyszukałem więc najlepsze napisy z możliwych. Uwielbiam wstawać, gdy słońce jest już w pełni, więc granatowa idealnie oddaje moje nastawienie. Biała ciut mniej, bo nie jestem aż takim lekkoduchem, żeby uznawać, że skoro coś łatwo przyszło to i łatwo poszło, więc nie ma co się przejmować. Chociaż wpasowuje się w fajny trend, który lubię, więc musiałem się na nią zdecydować. Wyszło 99,90 - 10 groszy dla kuriera, niech też dobrze żyje (taka docinka w stronę kurierów po ostatnim tekście Pawła Opydo ;) ).



Powyżej macie wszystko, co wybraliśmy. Generalnie prawdziwe efekty zobaczycie, gdy tylko kurier przyjedzie. Byle nie potłukł. :/



A tu wspominane kupony. Ogólnie dali nam... 100 kuponów rabatowych - 25 kuponów na zakupy z 20% zniżką, a 75 ze zniżką 15%. Kto chce niech pisze w komentarzu adres maila. Wystarczy, że nas lubi na FB to podeślemy kodzik.


wtorek, 2 czerwca 2015

Dzień dziecka z Testandwrite


Wczoraj jak wiecie był dzień dziecka. Obchodziliśmy go niejako dłużej. W końcu tak każą centra handlowe. W każdym CH 1 czerwca trwał od piątku, czyli od 29 maja. Taki paradoks, ale dzięki temu pomimo pracy można było gdzieś "wybyć". Powyżej fotka z Grycana. Z okazji dnia dziecka zorganizowali akcję... 1lód=1złoty. Generalnie super. Nie mogę sobie przypomnieć jakie brała Madzia, ale mi obie gałki mega smakowały - wziąłem cynamon (dla fanów tej przyprawy będzie super) oraz śliwkę w czekoladzie (smakuje identycznie jak ta, którą proponuje Wawel). Fajna i przemyślana akcja marketingowa. Na pewno na lodach zarobią, a kolejki w Gemini mieli non stop minimum dziesięcioosobowe. Konkurencja czerwieniała z zazdrości.


Dzień wcześniej w pracy odwiedziła mnie Madzia i skoczyliśmy do Ice Cafe. Wzięliśmy gofry (z wiśniami i truskawkami), ale z racji, że byłem strasznie głodny zapomniałem o fotkach. Były niezłe i szybko dostarczone, czego niestety nie można powiedzieć o naleśnikach. Naleśniki dość dobre w smaku (wziąłem z bananami i Nutellą, czego chyba już nie powtórzę, bo czułem słodycz do wieczora), ale czekaliśmy na nie... 40minut. Nie było kolejki. Nie wiem czy ktoś znów zapomniał o zamówieniu czy co. Pozostaje więc albo co kilka minut przypominać o zamówieniu albo nie zamawiać. ;)


Żeby nie było, że czas wolny spędzamy tylko w CH. Wczoraj była tak ładna pogoda, że musieliśmy to wykorzystać. Z racji, że musiałem koniecznie zjawić się na chwilę na uczelni po wpis to poszliśmy tam spacerkiem. Godzinka podczas spacerku, potem powrót tym samym sposobem, ale czasu na świeżym powietrzu było jednak za mało. Wzięliśmy z lodówki kiełbaski, chleb, dobry humor i poszliśmy na Straconkę. Efekty powyżej. :)






Ostatnio tak ciepło, że nawet gołębie uczą się pływać. I dobrze, oby temperatura się utrzymywała. Mogłoby jeszcze więcej nawet przygrzać. ;)

niedziela, 24 maja 2015

Kontunuacja wstydu na Eurowizji.

Tabelka z Wikipedii na której zaznaczyłem dla Was jedyne osiągnięcia Polski na Eurowizji. Mało, nie?


Dziś nieco o wczorajszej Eurowizji. Wiadomo, festiwal głupoty, na siłę wciskanej tolerancji i akceptacji dla wszystkiego oraz oczywistego kiczu. Dlaczego tym razem w kicz wpisaliśmy się idealnie?

sobota, 16 maja 2015

Miłość do seriali czy już uzależnienie?



W sumie kinomatografia towarzyszyła mi od zawsze. Tzn nie pamiętam za wiele z lat poniżej dziewięciu, ale od kiedy pamiętam lubię filmy. Dawniej oglądałem HBO i chadzałem do kina. Obecnie, w dobie filmów online nie pozostaje nic innego, jak wczytywać kolejne strony. A stron jest masa...

wtorek, 5 maja 2015

Mój Idol. Koncerty, spacery, away from keyboard


Ostatnio tyle się dzieje w rl, że ciężko jest znaleźć czas, żeby przelać to na klawiaturę. Opowiem Wam za to kilka szczegółów z mojego życia, niektórym się pewnie spodoba. Pewnie spora część czytelników nie pamięta tego programu, ale miał on dość znaczny wpływ na moje życie. O jaki program chodzi? O Idola. Idol był pierwszym (tak, wiem że była wcześniej Szansa na sukces, która jednak niewiele do przemysłu muzycznego wniosła) tego typu programem. Typowy talent show wokalny, który jednak wg mnie był dużo lepszy, niż wszystkie obecne razem wzięte... 

wtorek, 28 kwietnia 2015

Pierwsze dni biegania? Stoję na starcie.


Korzystając z przepięknego wczorajszego dnia uznałem, że fajnie będzie przetestować nowe buty do biegania. Kupiłem celowo do nawierzchni asfaltowej uznając, że sam nie wiem czy to będzie chwilowy romans czy miłość na całe życie. Wiecie - to jak z jazdą na rowerze, niby każdy lubi, ale jedni raz na pięć lat, a drudzy codziennie. Jakieś trzy dni temu kupiłem więc Adidas Duramo 6.


Mniej więcej takie widoki miałem. Lotnisko w Aleksandrowicach. Nie dziwię się kuzynowi, który jest maratończykiem, że zaczął biegać. Mieszka jakieś 5minut biegiem od tej trasy i powiem Wam szczerze, że gdyby to nie był mój pierwszy dzień biegów (a raczej marszo-truchtów) to nie wracałbym do domu. Piękne widoki, równa trasa. Super.


Przy okazji coś o butach, bo pomimo tego, że je kupiłem to nieco Wam o nich opowiem. Generalnie jaram się tym kolorem. Do tego stopnia, że identyczne czerwone były za 179, a ja dałem 199 sklep dalej. Po prostu chciałem żeby miały coś żółtego. Wiecie, odblaski, bezpieczeństwo. Nie ważne, że pewnie na pierwsze bieganie nocne wybiorę się w momencie, gdy te buty będą zjechane niemal do zera.


Są niesamowicie lekkie. Jak weźmiesz w jedną dłoń jabłko, a w drugą buta to jabłko wydaje się sporo cięższe. To duży plus, bo biega się w nich jak w papciach.


Drugi plus jest taki, że lekkość wpływa na bieg. Nie czuć tak bardzo zmęczenia, nie ma otarć, biegniemy jak po panelach w domu. Z pokoju do kuchni.


Byłem tak zadowolony z pierwszego dnia biegania, że aż zrobiłem sobie selfie. Co prawda nie jest to jeszcze selfie zrobione Galaxy s5, ale od zakupu dzielą mnie już nie tygodnie, a raczej dnie. Coś czuję, że to bieganie może mi się spodobać.

Możecie dawać rady, tylko błagam, bez spamu profesjonalistów, że na x czasu biegu mam robić x przerw, jeść dużo czekolady i ograniczyć zdrowe jedzenie. Wiem to.

PS. A tymczasem wybieram się jutro na dwa dni do Katowic, a potem prawdopodobnie do Goleszowa, więc zawitam tu dopiero w połowie majówki.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Archiwalne posty