Blogger Tips and TricksLatest Tips For BloggersBlogger Tricks
  • Na co komu Walentynki?

    https://1.bp.blogspot.com/-L-oqFfgiJiE/VtR2XPf-C7I/AAAAAAAAR10/_vP_Fh7RUGM/s1600/Walentynki.jpg

    Miliardy serduszek. Baloników, lizaków, kwiatków, misiów. Po co?

  • Blue monday - czyli jeśli nie lubisz poniedziałku, to tego wyjątkowo.

    https://3.bp.blogspot.com/-VQbFtKWIXog/VtR2W9VkR8I/AAAAAAAAR1w/1WalvO74vP8/s1600/blue_monday.jpg

    Dziś w teorii najbardziej depresyjny poniedziałek w roku. Według wyliczeń kogoś mądrego, albo po prostu siedzącego na odpowiednim stołku 18 stycznia jest dniem, w którym nie powinniście wychodzić spod kołdry, bo nic dobrego Was nie spotka.

  • Sposób na brak wolnego czasu.

    https://4.bp.blogspot.com/-50ElqJeV1Ts/VtR2YvUc33I/AAAAAAAAR18/LzXVso3XQf4/s1600/sposob_na_brak_wolnego_czasu.jpg

    "Nie mów, że nie masz czasu. Masz tyle samo godzin na dobę, ile mieli Helen Keller, Pasteur, Michał Anioł, Matka Teresa, Leonardo da Vinci, Thomas Jefferson i Albert Einstein."

  • Typy klientów sklepów. Z doświadczenia :)

    https://4.bp.blogspot.com/-T_vzTY2k51g/VtR2ZtmpSoI/AAAAAAAAR2A/yuH5g12TgUE/s1600/typy_klientow.jpg

    Jak większość z Was (tak z dużej, bo Was lubię), wie pracuję znaczną część życia na marketach. Marketach różnego rodzaju.

  • Liebster Blog Award czyli krótkie Q&A

    https://2.bp.blogspot.com/-O7FIw6YCmOo/VtR2XWUFGMI/AAAAAAAAR14/TtdA47OlZ70/s1600/liebster.jpg

    Weronika nominowała mój blog do odpowiedzi na Liebster Blog Award. Jest to cykl w którym blogerzy nominują 11 blogów do odpowiadania na 11 pytań w dowód uznania ich pracy.

piątek, 28 lutego 2014

Babka domowa z babcią :)



Witam Was!
Dziś będzie niestandardowo, bo Babkę domową wykonam dla Was wraz... z moją babcią Zuzią. :)
Babkę wykonaliśmy dzięki uprzejmości Credo PR, które wysłało nam to bardzo szybkie ciasto firmy Majonez Kętrzyński. Całość jest dość prosta, więc wpis wyjdzie niemal jak na fotoblogu, ale niemniej jednak zapraszam do poczytania.
Na początku trzeba przygotować 2 jajka, pół szklanki wody oraz 7 łyżek oleju. Wydawało mi się to z pozoru dziwne, bo jednak 7 łyżek stołowych to dość sporo, ale uprzedzę, nie było czuć tego oleju w smaku, więc bez obaw można trzymać się przepisu.
Wszystkie 3 składniki trzeba wymieszać na szybko w pojemniku, po czym dosypać całą babkę. Najlepiej najpierw wymieszać całość łyżką - ja tak zwykle robię, żeby miksowany proszek nie ubrudził mi ubrań i połowy kuchni. Wam też polecam. 
Zatem jeśli już całość tak jak babcia wyżej wsypiecie, potem trzeba użyć miksera.


Babci przez rozrusznik nie wolno tykać się sprzętów elektro, więc tę część wykonałem ja. Babcia w tym czasie wyłożyła formę na babkę dokładnie margaryną, po czym wysypała grysikiem. Producent poleca użyć bułki tartej, jednak sprawdzone przepisy babci zawsze najlepsze. :)


Swoją drogą ciasto wykonywaliśmy jakieś 5 dni temu... można zauważyć, że byłem ledwo po fryzjerze. ;) Niby troszkę krótko, ale... włosy odrosną. ;) Wracając natomiast do tematu, to miksujemy całość jakieś 5 minut na najwyższych obrotach. Najlepiej ni mniej, ni więcej. Ani grudek, ani rozbitego ciasta nikt nie lubi. :P
Zaraz po miksowaniu przelewamy babkę do formy. I teraz tak: jeśli chcecie mieć taki efekt jak my, to wylejcie połowę ciasta do formy, a do drugiej dodajcie łyżkę kakao (najlepiej tego gorzkiego do ciasta, ale w zasadzie jeśli nie macie, to takiego - jakie macie pod ręką). Dokładnie wymieszajcie, po czym wylejcie na górę.



Pozostało najważniejsze zadanie w tej części - co jakieś 2 centymetry poróbcie dziurki nożem, widelcem, czymś co macie pod ręką. Wtedy część czekoladowa nieco przeleje się do środka i zrobi ciekawy efekt zebry.
Teraz już tylko do piekarnika. Nie lubię piekarnika, nie lubię pieca. Dziwne, ale tak mam. Lubię gotować, piec, skończyłem gastronomiczną szkołę, ale nieco boję się ognia. Wszystko przez pewien wypadek mamy, ale to może innym razem. 
Babcia włożyła ciasto do piekarnika uprzednio nagrzewając go do 180 stopni i czekaliśmy przy herbacie 45 minut. Początkowo wydawało się, że coś poszło nie tak. Nie zrażajcie się natomiast tym, że ciasto może być ciut surowe po wymaganych 45minutach. Dziubnijcie jakimś patyczkiem do szaszłyków około 40 minuty pieczenia. My piekliśmy łącznie jakieś 55 minut i efekt super. Nieco przypieczone, ale bardzo mięciutkie w środku.
Poniżej fotka babci jak wyjęła ciasto z piekarnika - radość. :)


Po odczekaniu chwili babcia przełożyła ciasto na drugą stronę i posypała cukrem pudrem. Pal licho polewę - była już 21 i czas idealny na kawę! :)


Śmiało muszę Wam powiedzieć drodzy czytelnicy - że babka wyszła super! Zarówno babcia, jak i my wcześniej robiliśmy takie gotowe ciasta i zwykle było coś nie tak. Albo było dość kiepskie w smaku, albo konsystencji, a tu takie miłe zaskoczenie - w smaku pyszna, nie za słodka, w sam raz do kawki. Puszysta, łatwa do pogryzienia. Zapach roznosił się po całej kuchni i pewnie połowie klatki schodowej. Ma tylko jeden minus... wszystko co dobre... szybko się kończy. Poniżej fotka ile zostało po pokrojeniu porcji do kawy na 3 talerze... :) ale nie robiła się długo, więc to taki miły dodatek, gdy niedługo mają wpaść goście, a nam nie chce spędzać się całego dnia w kuchni.


Polecam wyroby Majonezu Kętrzyńskiego. Nie do końca rozumiem wprawdzie dlaczego na samym początku ograniczyli nazwę do majonezów, skoro ciasta mają tak pyszne. Niedawno testowaliśmy ich majonez, natomiast babkę możemy znaleźć na oficjalnej stronie Majonezu Kętrzyńskiego. Swoja drogą - nie podejrzewałem, że siadając do napisania recenzji ciasta, które jest niemal gotowe w momencie kupienia przeleję dla Was tyle tekstu. :) 
Do zobaczenia przy kolejnym tekście, Dawid :)


http://www.majonezy-ketrzyn.pl/

wtorek, 25 lutego 2014

Daj cukierka, daj lizaka, peeling daj!


Tłusty czwartek za pasem, więc pewnie powoli zaopatrujecie się w różnego rodzaju słodkości - pączki, faworki, oponki i inne. My w tym roku postaramy się przygotować coś pysznego własnoręcznie i pewnie będą to (nie)standardowe pączuszki, ale ja szczerze mówiąc wolę ptysie.:)

Pozostało do czwartku jednak trochę czasu, więc póki co chciałabym Wam przedstawić nieco niekonwencjonalną słodkość, a mianowicie żel peelingujący truskawka z wanilią Marion z serii Body Therapy, który jest kolejną nagrodą w konkursie na testerkę Marion. Przecież nasze ciało też potrzebuje, aby je nieco rozpieszczać, więc zanim napełnię swój żołądek pysznymi pączkami z marmoladą zafunduję swojej skórze taki oto owocowy koktajl.


Już po otwarciu opakowania, z wnętrza uwalnia się powalający na kolana zapach, który rzeczywiście przypomina koktajl lub mus owocowy. Ma to swój udział w kształtowaniu naszego nastroju, gdyż producent deklaruje, iż połączenie truskawki z wanilią sprawia, że możemy się odprężyć podczas zabiegu peelingowania. 

Dodatkowo osobiście spróbowałam zgłębić tajniki zapachów, które występują w tym kosmetyku i oto czego się dowiedziałam: zapach truskawki m. in. działa także na układ odpornościowy człowieka, pomaga zwalczyć reumatyzm oraz wspomaga działanie układu pokarmowego. Co do wanilii to jest ona uważana za afrodyzjak, więc jeśli chcecie uwieść mężczyznę możecie dodać do potrawy tę przyprawę np. do pączków. ;) Natomiast zależnie od podanej ilości wanilia działa uspokajająco lub pobudzająco, ale zawsze uszczęśliwiająco dzięki fitoferomonom. Wszystko już zatem wiadomo, to dzięki wanilii możemy się zrelaksować podczas używania peelingu od Marion, więc zamiast kupować drogie feromony polecam zakup kosmetyku w sklepie internetowym Agnesssklep.pl za jedyne 3,99 zł za 100 ml.

 

Jeszcze kilka słów na temat konsystencji oraz działania peelingu truskawkowo-waniliowego. Otóż jak sama nazwa wskazuje kosmetyk ma konsystencję żelu co jest jego mocną stroną, gdyż łatwo się go rozprowadza i oprócz tego, że ściera naskórek to w dodatku myje skórę. W żelu zatopione są mikrogranulki, które dokładnie oczyszczają ciało z zanieczyszczeń i obumarłego naskórka. Skóra po użyciu peelingu staje się świeża, perfekcyjnie oczyszczona, miękka i pachnąca do schrupania.;)

W ofercie Marion znajdują się jeszcze inne propozycje peelingów, a mianowicie: biała czekolada z pomarańczą, palona kawa i mleczko kokosowe, więc jeśli nie przepadacie za zapachem truskawki i wanilii możecie wybrać, któryś z nich. Żałuję, że firma nie wprowadziła na rynek balsamów z tej linii o zapachach odpowiadających poszczególnym peelingom, wówczas po kąpieli można by było dodatkowo otulić skórę takim kosmetykiem. Może jednak kiedyś wyjdą z taką propozycją, a wtedy poproszę Dawida o taki zestaw w prezencie.

A tymczasem rozejrzyjcie się za swoim peelingiem i używajcie do woli, chociaż musicie pamiętać, że możecie usuwać naskórek w ten sposób jedynie 2-3 razy w tygodniu.

Pozdrawiam, Magdalena


niedziela, 23 lutego 2014

Czy można pić soki jeszcze zdrowsze?


Przedstawiamy Wam naszego nowego pomocnika, który będzie nam towarzyszył podczas przygotowywania niektórych potraw i napojów, a jest nim blender ręczny Philips Daily Collection. Urządzenie to zakupiliśmy sami, gdyż postanowiliśmy, że do naszej diety włączymy soki z miąższem oraz koktajle, a blender jest do tego niezbędny, jeżeli chce się zrobić takie rzeczy samemu w domu. W zestaw wchodzi blender z odłączaną końcówką oraz plastikowy dzbanuszek z miarką, w którym blendujemy składniki.


Zaczęliśmy całą zabawę z blenderem od pomarańczy, które jak wszyscy dobrze wiecie zawierają sporą ilość witamin oraz mikroelementów, co przyda się w okresie wzmożonych przeziębień i grypy. Pomarańcze to bogate źródło witamin: A, B, B12, C i P oraz soli mineralnych, peptyny i błonnika. Co do witaminy C to w 100g pomarańczy znajdziemy jej aż 50mg, a dwie duże pomarańczki mają tyle wapnia co szklanka mleka.

I to tyle ciekawostek na temat pomarańczy w wielkim skrócie. Jeśli chcecie zatem być odporni na choroby, nie mieć zgagi oraz wzdęć, a nawet wyleczyć nadciśnienie tętnicze śmiało możecie sięgać po ten owoc w każdej postaci. Zachęcamy do spożywania świeżych owoców lub przygotowywania właśnie takich zdrowych soków z miąższem.


Do przygotowania trzech porcji soku z miąższem wystarczą nam trzy pomarańcze, chyba, że wolicie gęstsze napoje, wówczas możecie użyć nawet sześciu lub więcej owoców. Pomarańcze należy umyć, obrać i podzielić na cząstki po dwa/trzy ząbki. Następnie wkładamy po trzy cząstki do blendera i rozdrabniamy do uzyskania soku, a następnie dorzucamy kolejne kawałki owoców.


I tutaj już jestem w połowie drogi do uzyskania pysznej, orzeźwiającej bomby witaminowej i myślę, że czas przybliżyć Wam sylwetkę naszego blendera. Phillips Daily Collection HR 1600/00, bo tak brzmi jego pełna nazwa to zgrabne i eleganckie urządzenie o mocy 550W, szczerze mówiąc są więksi mocarze, ale nam to w zupełności wystarcza ;)

Obudowa wykonana z tworzywa PP i gumy, natomiast końcówka jest plastikowa, a całość w estetycznym i eleganckim białym kolorze z szarymi elementami. Wałek posiada dwa przyciski umożliwiające odłączenie końcówki blendującej dla ułatwienia jej mycia. Dodam, ze ostrza wykonane są ze stali nierdzewnej. Blender posiada jedną prędkość, a wygodny, gumowy przycisk włącza silnik jedynie w czasie, gdy się go naciska, po zwolnieniu guziczka mechanizm się wyłącza, dla oszczędności energii. Do zestawu dołączony jest, jak już pisałam, dzbanek o pojemności 0,5l z miarką.


Oto gotowy sok z pomarańczy, który my dodatkowo rozcieńczamy wodą przefiltrowaną z dzbanka, dlatego, że wolimy nieco mniej słodsze napoje o rzadszej konsystencji. Co sądzicie o takich domowych sokach? Nasze zdanie już zdążyliście nieraz poznać.

Często słyszymy komentarze ludzi kupujących w marketach, którzy zastanawiają się "Który sok jest 100%. Który najlepiej wybrać?". Myślę, że właśnie najlepiej zrobić go samemu w domu, wówczas mamy pewność, ze jest stuprocentowy i posiada jedynie własne cukry, ale to tylko moje zdanie. Co Wy o tym sądzicie?


A oto moja własna cytryna, która za niedługo będzie miała rok, a obok niej kilkumiesięczna pomarańczka. Niestety cytrusy w naszych warunkach klimatycznych owocują po ok. 25 latach, więc jeszcze sobie trochę poczekamy ;) Ewentualnie można przyspieszyć kwitnienie i owocowanie szczepiąc drzewko, ale niestety póki co nie mam skąd wziąć fragmentu rośliny, która już owocowała. Życzcie mi jednak powodzenia.

Pozdrawiam, Magdalena.

sobota, 22 lutego 2014

Profesjonalna mikrodermabrazja w moim domu!


Wreszcie mogę się Wam pochwalić moją wygraną w konkursie na testerkę kosmetyków Marion, a w skład nagrody wchodzą takie oto kosmetyki:
  • Żel peelingujący Truskawka z wanilią,
  • Serum chroniące włosy przed działaniem wysokiej temperatury,
  • Olejki orientalne - odżywienie włosów,
  • Oczyszczająco-nawilżająca terapia do włosów i skóry ( peeling i szampon),
  • Profesjonalna mikrodermabrazja delikatnie złuszczająca do cery suchej i normalnej ( peeling, serum, maska).

Właściwie postanowiłam zacząć od końca listy, ponieważ ciekawa byłam jak działa taki zabieg mikrodermabrazji na skórę. Przy okazji muszę podkreślić, że to bardzo dobra propozycja ze strony firmy Marion, gdyż teraz każda z nas może zafundować sobie profesjonalny zabieg mikrodermabrazji we własnym domu.  


Saszetka podzielona jest na trzy mniejsze, a każda z nich zawiera inny specyfik: peeling diamentowy 5g, łagodzące serum 2ml i wygładzająca maska 2,5ml.


Peeling diamentowy zawiera mikrokryształki diamentu i korundu, które stanowią naturalne ścierniwo. Po użyciu peelingu skóra jest niezwykle gładka i oczyszczona z sebum oraz obumarłego naskórka. Twarz staje się dobrze ukrwiona, zarumieniona, a także wygląda zdrowo i świeżo.
 

Serum jest przezroczyste, dlatego prawie nie da się go zaprezentować na dłoni, ale myślę, że jeśli się dobrze przyjrzycie to go dostrzeżecie. Serum ma za zadanie przygotować skórę na działanie maski, więc nie trzeba długo czekać na jego wchłonięcie, dzieje się to wręcz błyskawicznie. Skóra po nim lekko się świeci, ale jest napięta o zwężonych porach.
 

Następnym i ostatnim krokiem jest maska o lekkiej konsystencji, która po nałożeniu wchłania się pod skórę, dlatego nie trzeba jej spłukiwać. W skład maski wchodzą ceramidy, które zapobiegają utracie wody, a dzięki temu skóra jest długo nawilżona. Koenzym Q10 przyspiesza regenerację naskórka co poprawia elastyczność skóry.

W prawdzie moja skóra jest bardziej mieszana niż sucha to jednak czasem przyda jej się dogłębne nawilżenie. Wielkie brawa dla firmy Marion, że pozwala uczynić nam w domu prywatny salon kosmetyczny, gdzie możemy pozwolić sobie na odrobinę luksusu.

Marylin Monroe twierdziła, że "Diamenty to najlepsi przyjaciele dziewczyny" - myślę, że spokojnie można to interpretować po swojemu, więc zamiast nosić drogocenne kamienie wolę, aby dbały o moją skórę. Jeżeli chcecie zafundować sobie profesjonalną mikrodermabrazję,a nie macie możliwości udać się do kosmetyczki lub tak jak ja wolicie dbać o siebie same, polecam gorąco ten produkt. Do wyboru są aż cztery rodzaje mikrodermabrazji Marion i możecie je nabyć w sklepie Agnesssklep.pl za jedyne 2,99 zł.

Polecam, Magdalena.

czwartek, 20 lutego 2014

Herbaty i przyprawy? Naturalnie!



Dziś kurier dość mocno nas zaskoczył! Zwykle dostajemy w paczce tylko kilka rzeczy, niektóre firmy w ogóle proponują np. jedną lub dwie próbki czegoś małego, gdzie po użyciu efektów nie uda się opisać. Tym razem firma bardzo miło nas zaskoczyła. :)

Czy słyszeliście o firmie Evita - Smak Orientu? Umówiliśmy się, że przetestujemy ich kilka herbat... a tu w paczce nie dość, że znaleźliśmy połowę asortymentu z herbat to jeszcze drugie tyle przypraw! W sumie jak tak patrzę wyżej, to zdjęcie nie oddaje ilości produktów, które do nas dotarły. Łącznie 25 opakowań! Nasza kuchnia będzie od teraz bogatsza w wiele wyjątkowych smaków. Już niedługo możecie na Testandwrite trafić na kilka ciekawych przepisów.


W sumie od razu zabraliśmy się za testowanie! W zasadzie herbata to nie krem, którego efekty obserwuje się po kilku dniach to też po rozpakowaniu paczki postawiliśmy wodę na naszego towarzysza najbliższych dni - czyli herbatę.


Wybór padł na Gruszkową fantazję, z racji, ze bardzo ten owoc lubimy. Zastanawialiśmy się jeszcze nad Żurawinową czarną, ale tej spróbujemy zapewne jutro. Zwykle na co dzień pijemy herbatę w piramidkach, bo w niej widać całą zawartość, która unosi się wewnątrz po zaparzeniu. Już dawno zerwaliśmy ze zwykłymi torebkami, w których jest mocno sproszkowana herbata i aromat, który jedynie pachnie odpowiednim owocem. Od dłuższego czasu chcieliśmy się przerzucić na herbaty sypane, liściaste, gdyż widać w nich, prawdziwe wysuszone liście herbaty oraz, jak widać na zdjęciu, suszone kawałki owoców i kwiatów.


Herbata, którą dziś się uraczyliśmy to Gruszkowa fantazja, czyli herbata czarna o smaku nalewki gruszkowej. Wewnątrz opakowania znajdują się ususzone liście herbaty czarnej, owoce porzeczki czarnej i czerwonej, skórka pomarańczy, owoc bzu, płatki bławatka, kwiat pomarańczy oraz hibiskus. 

Do każdego z dwóch kubków wsypaliśmy po łyżce herbaty i po zalaniu wodą parzyliśmy przez 5 minut. Po zaparzeniu z kubka uwolnił się słodki, lekko miodowy zapach, który unosił się w całym pokoju. W smaku wyraźnie wyczuć można aromat czarnego bzu i pomarańczy, ale myślę, że każdy w tym bogatym bukiecie smaku wyczuje coś innego.


Często pijecie herbatę? Czy preferujecie inne napoje towarzyszące codzienności?

Pozdrawiam, Dawid


środa, 19 lutego 2014

Kupony zniżkowe w bardzo smacznej pizzerii!


Z racji, że bardzo lubię pewnego vlogera jestem uczulony na wszelką lipę w kuponach zniżkowych. Coś takiego jak w Subwayu ostatnio, gdzie nie zarabiało się przy używaniu kuponów prawie nic, czy niedawno w KFC nie przejdzie. Trafiliśmy przedwczoraj w miejsce, w którym można nie dość, że zjeść mega smacznie, to jeszcze przyzwoicie tanio.

Takim miejscem jest otworzona dość niedawno w Bielsku-Białej pizzeria Dominium. W reszcie Polski też jest ich dość dużo. Wystrój bardzo ładny, raczej minimalistyczny z akcentami świeżych ziół na stole i za kanapami. Smak? Wyjątkowy. Mają tam kilka pizz w kategorii Della Casa i według mnie one wyróżniają tę pizzerię na tle konkurencji.

My wzięliśmy Rucola Panna.  Aż wam skopiuję składniki, bo to bardzo mocny punkt tej pizzy: sos śmietanowy, grillowany bekon, pomidory z zalewy czosnkowej, plastry mozzarelli, ser favita, suszona bazylia, świeża rukola. Tak dużo składników przy cenie jak za zwykłą pizzę! I tak wyglądają wszystkie pizze z tej kategorii.

Pizza jest mięciutka, aż po same brzegi, więc dla tych, którzy zawsze zostawiali je na talerzu jest to dobra wiadomość, gdyż w tym przypadku nic nie tracą. Składniki są świeże i jest ich naprawdę dużo na placku. Smak proponowanych przez  Dominium pizz jest tak wyjątkowy, że po raz pierwszy nie musieliśmy domawiać sosu, aby nie psuć sobie efektu.

Miało być o kuponach zniżkowych - znajdują się one na facebookowym profilu Dominium. Najbardziej opłaca się wziąć pizzę do 13tej - wtedy zapłacimy tylko 50% ceny. Kupony  oprócz FB otrzymacie również wraz z rachunkiem. Mają też zniżki studenckie.

Prawda, że wygląda apetycznie?


PS. Za reklamę nie wzięliśmy ani złotówki :) Po prostu aż tak nam się podobało, że postanowiliśmy się wrażeniami podzielić.

Dawid

wtorek, 18 lutego 2014

Seksowna wygrana w konkursie Oleńki


Zobaczcie jakie cudeńko udało mi się wygrać na Facebookowym fanpage'u hurtowni bielizny i rajstop Oleńka! Wprawdzie nie robię recenzji wygranych rzeczy, ale ta mnie bardzo urzekła. Oto piękny pas do pończoch wykonany z białej koronki, który będzie mi przydatny, jeśli zaplanuje założyć pończochy pod np. sukienkę. Pończochy są zwykle samonośne, ale różnie z tym bywa i warto mieć taki pas, żeby się nie martwić, że koronka z pończochy nagle wyłoni się spod rąbka spódnicy czy sukienki.


Koronka zawiera piękne, ozdobne elementy w postaci większych oraz drobniejszych kwiatuszków i listeczków wykonanych z delikatnej, białej koronki. Na środku jest mała kokardka wykonana z białej tasiemki. Myślę, że taki element bielizny można założyć pod jasną sukienkę koktajlową, ale pewnie spokojnie nada się pod suknię ślubną ;)


Tak właśnie wygląda zapięcie, które ma za zadanie przytrzymać nam pończoszkę, żeby nie zjeżdżała z nogi. Element ten znajduje się na końcu regulowanych paseczków, które przypominają ramiączka biustonosza. Również zapięcie pasa przypomina to, które znajduje się przy każdym standardowym biustonoszu, więc korzystanie z pasa nie jest zbytnio skomplikowane.

Jeżeli macie ochotę uzupełnić swoją kolekcję seksownej bielizny o coś wyjątkowego i tym samym zaskoczyć swojego partnera zapraszam do regularnego odwiedzania fanpage hurtowni Oleńka.

A na zakończenie wpisu słodki akcent, czyli domowe croissanty, które przygotowałam wczoraj na podwieczorek. 


Do przygotowania croissantów wystarczy gotowe ciasto francuskie, które kupicie w większości marketów. My akurat nasze zakupiliśmy w Tesco Extra w Bielsku. Ciasto należy rozwinąć i pokroić na trójkąty. Ja zrobiłam sześć trójkątów, ponieważ jesteśmy we troje, więc wyszło po dwa rogaliki na głowę. 


Gotowe rogaliki są ślicznie zarumienione z obu stron, a wewnątrz chowają nadzienie z marmolady różanej i musu jabłkowowego. Oczywiście nie musi być na słodko, możecie nadziać je serem, szynką albo wymyślić coś oryginalnego i pochwalić się nam swoim pomysłem ;)

Magdalena

niedziela, 16 lutego 2014

Pyszna kolacja z Majonezem Kętrzyńskim



W tym tygodniu dotarła do nas paczka w związku ze współpracą z dobrze wszystkim znaną i lubianą agencją Credo PR. Wewnątrz kilka cudeniek od marek Majonez Kętrzyński oraz GorVita. O pozostałych produktach dowiecie się w późniejszym czasie przy okazji kolejnych wpisów. Ta recenzja będzie dotyczyła wyłącznie majonezu, który otrzymaliśmy w dwóch wersjach pojemnościowych, czyli w opakowaniu 280ml i 220ml.


Postanowiłam zatem na wczorajszą kolację zrobić moją popisową sałatkę śledziową, którą Dawid tak uwielbia. Aby ją przyrządzić potrzebne są:
  • śledzie w zalewie kwaśnej, słonej lub olejowej - jak wolicie, ja lubię kwaśną, ale często też kupuję w olejowej,
  • ogórki kiszone lub korniszony - albo jedno i drugie,
  • grzybki w occie - w moim przypadku domowej roboty,
  • cebulka - świeża lub też ta, którą wyłowicie ze słoika ze śledziami,
  • oczywiście Majonez Kętrzyński,
  • śmietana lub mleko
  • musztarda
  • pieprz.
Płaty śledziowe kroję na pół wszerz a następnie wzdłuż, a potem kroję na cieniutkie ( na oko 1cm) paseczki. Resztę dodatków kroję w kostkę, ale niestety tym razem zabrakło mi ogóreczków, więc musiały mi wystarczyć grzybki. Możecie dolać nieco wody z kiszonych ogórków, jeśli takich użyjecie.


Następnie dodaję majonez, zależnie od ilości składników, ale ja na dwa płaty śledzia i to co widzicie w miseczce dałam jakieś trzy duże łyżki Majonezu Kętrzyńskiego. Następnie trochę mleka, aby nie było zbyt gęste i musztardy. Na koniec przyprószyłam nieco pieprzem i to na tyle. Jeżeli lubicie możecie dodać szczyptę cukru lub soli, ja natomiast nie używam soli prawie w ogóle, gdyż zatrzymuje wodę wraz z toksynami w organizmie. Zawsze staram się zastąpić sól innymi aromatycznymi przyprawami, ale o tym może kiedyś indziej.


Oto efekt mojej pracy, czyli smaczna sobotnia kolacyjka, o której teraz wspominam. Gdyby nie mój pomocnik Majonez Kętrzyński nie byłoby tak smacznie ;) Dodatkowo sałatkę przyozdobiłam, własnym rzecz jasna, szczypiorkiem czosnkowym, a na zagryzkę chlebuś z masełkiem.

Majonez Kętrzyński ma w swojej ofercie bogaty wybór majonezów w słoiczkach o różnej pojemności, tubkach (aby łatwiej się zdobiło kanapki ), a także inne produkty takie jak sosy,  nawet wypieki. Firma posiada również ofertę przygotowaną specjalnie dla punktów gastronomicznych. Jeżeli chcecie, aby Wasze kanapki, sałatki, mięsa i inne potrawy miały odpowiedniego kompana, który doda im wyjątkowego smaku odwiedźcie Majonez Kętrzyński i zaproście go do domu. Dodatkowo polecam fanpage Majonezu Kętrzyńskiego na FB, znajdziecie tam porady oraz konkursy.

Polecam, Magdalena

P.S.: W piątek były Walentynki i zobaczcie co dostałam od mojego kochanego mężczyzny - mój wymarzony kwiatuszek w kształcie serduszek ;)


Prawda, że piękny?

Magdalena



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Archiwalne posty