Blogger Tips and TricksLatest Tips For BloggersBlogger Tricks
  • Na co komu Walentynki?

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgZ8_HCZaJs_vHRni9v7UpPmqSWVGgLVNE1JMMUJyc3bn9Ok0j1S8NviTYBDcg3ut3Ng6TRlRyASk3VtoCXTD84fqOyodUQsBscaj7RMdHMej2hLfumJTL07kEkbt7zydUlxtlbaFja7hmc/s1600/Walentynki.jpg

    Miliardy serduszek. Baloników, lizaków, kwiatków, misiów. Po co?

  • Blue monday - czyli jeśli nie lubisz poniedziałku, to tego wyjątkowo.

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjv6XiBKrjDZL18gaHUh0PbU63AExFnk-qbuTpODc50leVxnG2WxJCIfPQ9-Bv4Ahn2OLltFgJA6pLjiEU0yTK6dcHquCAF7UJMaSXwqq76UcBbAZSowBCDbYx0VNKT1IgBU-0K8wvXjk3m/s1600/blue_monday.jpg

    Dziś w teorii najbardziej depresyjny poniedziałek w roku. Według wyliczeń kogoś mądrego, albo po prostu siedzącego na odpowiednim stołku 18 stycznia jest dniem, w którym nie powinniście wychodzić spod kołdry, bo nic dobrego Was nie spotka.

  • Sposób na brak wolnego czasu.

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgnb4ki9YsM5ogDjUd4A__5oeaoQMCzlwHR54d-bdeQL5JvpAzo8FfYb6TruvhPKfSW3eltWgfH4IUreqE5QN5mnIh7JEy2RqKhr7PeHNzXpBhDHBKCxQCMSMrCG5s4hHutdUeXBDXOJBoH/s1600/sposob_na_brak_wolnego_czasu.jpg

    "Nie mów, że nie masz czasu. Masz tyle samo godzin na dobę, ile mieli Helen Keller, Pasteur, Michał Anioł, Matka Teresa, Leonardo da Vinci, Thomas Jefferson i Albert Einstein."

  • Typy klientów sklepów. Z doświadczenia :)

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEihRqYGobsASqJpKsRLravUo-eVftzV7E9aT7j9cEDHHaOA7mtSaP5sEFZWhONnNh4mhIv566L34DKNKapjj-7xzHiyftsFEJ8RwVOrzqnFMeGq6fmbMHunm40r5Jx7nOsgtIrd9Gz_RF2D/s1600/typy_klientow.jpg

    Jak większość z Was (tak z dużej, bo Was lubię), wie pracuję znaczną część życia na marketach. Marketach różnego rodzaju.

  • Liebster Blog Award czyli krótkie Q&A

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHpeGLWmfg_tyYtTn13BphVnniZEpmgBj359McN-_FmOyRg6KO4To9Oh6p9l7xtR8Bx3lf7_yAz3Pls6vVscMoGHNEXyxx95rZchz5SW8piM61gRafic9GZZmbgaHD0hgwKQpXUwX5lUkK/s1600/liebster.jpg

    Weronika nominowała mój blog do odpowiedzi na Liebster Blog Award. Jest to cykl w którym blogerzy nominują 11 blogów do odpowiadania na 11 pytań w dowód uznania ich pracy.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 stycznia 2015

Z NAMI poznasz świat naturalnej pielęgnacji



Dziś mam okazję pochwalić się współpracą z kolejną firmą, która produkuje naturalne kosmetyki do pielęgnacji ciała i włosów. NAMI to nasza rodzima firma specjalizująca się w tworzeniu produktów na bazie wszelkich zasobów naturalnych, które daje nam nasza Ziemia. Ja jestem zachwycona tego typu kosmetykami, ponieważ widzę realne rezultaty działań naturalnych składników. Do niedawna stosowałam wszelkie przereklamowane, chemiczne produkty co kończyło się tym, że po użyciu szamponu musiałam stosować odżywkę. To jednak nie pomagało na moje zniszczone, przetłuszczające się z suchymi końcówkami, matowe włosy, więc lawina szła dalej - maski, odżywki w sprayu, nabłyszczacze etc. I co? I do tego namiętne wypadały mi włosy i nic na to nie pomagało. Postanowiłam zmienić szampon na ziołowy, a przed każdym myciem wcierać olejek z łopianu i trzymać go ok. 1h pod czepkiem. Już po pierwszym takim zabiegu moje włosy nie puszyły się tylko były zdyscyplinowane i gładkie, a gdy przejrzałam się w lustrze myślałam, że blask moich włosów mnie oślepi. Tak samo jest z każdym innym produktem, więc szukam producentów, którzy zapewnią mi rezultaty, które zauważę u siebie na własne oczy. Trzeba słuchać swojego ciała i jeśli moje ma lepszą kondycję po użyciu naturalnych kosmetyków to takich będę używać i już.



Pierwszym produktem, który Wam przedstawię to szampon z serii Mleczna kąpiel, która zawiera 5 kosmetyków stworzonych na bazie serwatki mlecznej jednak każdy z nich ma różne dodatki, a co za tym idzie także właściwości. Ja mam okazję wypróbować szamponu jajecznego, który kiedyś był bardzo popularny wśród naszych babć. Głównym składnikiem szamponu jest serwatka mleczna, która jest produktem ubocznym podczas produkcji twarogu. Serwatka jest bardzo zdrowa i dobrze jest stosować ją nie tylko od wewnątrz, ale także na zewnątrz naszego ciała. Składnik ten zawiera ponad 200 różnych biologicznie aktywnych komponentów jak np. witaminy, lipidy, mikroelementy, aminokwasy i inne. Substancje, które znajdują się w serwatce są w stanie uporać się praktycznie ze wszystkimi mankamentami włosów i skóry. Dodatkowo fosfolipidy, które zawiera jajko odżywiają skórę głowy i włosy oraz dodają elastyczności i blasku. 


Moja opinia jest jak najbardziej pozytywna, gdyż po pierwszym użyciu szamponu Mleczna kąpiel nie mogę się od niego oderwać i nie przestanę go używać póki nie zobaczę pustego dna. Z resztą tak mam ze wszystkimi naturalnymi kosmetykami, a wcześniej wszystko stało i się psuło. Szampon ma konsystencję żółtka jaja kurzego, ale nie jest to problemem, ponieważ szybko i obficie się pieni, a piana jest bardzo gęsta, więc produkt jest dzięki temu wydajny. Podczas ostatniego płukania czupryny czuć w dotyku, że włosy i skóra głowy jest bardzo dobrze umyta i oczyszczona z wszelkiego rodzaju zanieczyszczeń. Włosy natomiast łatwo się rozczesuje, a po wysuszeniu są puszyste, miękkie i pięknie lśnią. Włosy, tak samo jak paznokcie i ogólnie całe nasze ciało, są naszą wizytówką, więc powinny być zadbane i zdrowe, a dzięki Mlecznej kąpieli na pewno takie będą.


Kolejnym produktem jest Olejek z uczepu trójlistkowego przeznaczony do skóry wrażliwej, skłonnej do alergii. Uwielbiam olejki i na nich opieram pielęgnację skóry i włosów, ponieważ, i tu ważna informacja dla każdej kobiety, natłuszczanie skóry opóźnia i łagodzi pojawianie się zmarszczek, ale producent poleca stosować jako środek do skóry:
  • suchej i ściągnietej,
  • z tędęcją do wyprysków i wszelkich zaczerwienień,
  • po oparzeniach słonecznych,
  • głowy z łojotokowym zapaleniem.
Postanowiłam, że ten produkt będzie mi służył jako zamiennik kremu do twarzy, do stosowania codziennie rano i wieczorem zaraz po myciu twarzy. Moja skóra jest z reguły tłusta natomiast zdarza jej się też przesuszać, a poza tym cierpię na łuszczycę, która również wywołuje zapalenie skóry. Podczas stosowania olejku po jakimś czasie (bardzo krótkim) zauważyłam, że moja skóra jest zdrowsza, pory zwężone, a łuszczyca jakby odpuściła i nie daje już się tak we znaki. Ponad to muszę dodać, że nawet tłustą skórę warto jest natłuszczać, ponieważ właśnie dobrze natłuszczona skóra nie starzeje się tak szybko.


Ostatni z produktów NAMI, który przetestowałam to Olej z korzenia łopianu z ziołami, który służy do pielęgnacji włosów, twarzy i ciała. Oprócz łopianu w skład produktu wchodzą ekstrakty z omanu, pokrzywy, skrzypu polnego, uczepu i podbiału. Olejek ma szerokie spektrum zastosowań,  a to wszystko dzięki kompozycji wielu ziół. Ja mój olejek stosuję do rzęs oraz paznokci, ponieważ odżywia i wzmacnia cienkie rzęsy oraz brwi, a także wzmacnia i odbudowuje słabe paznokcie. Wystarczy wieczorem za pomocą szczoteczki ze zużytej maskary nanieść kosmetyk na włoski rzęs i brwi, a także wmasować go w każdy paznokieć oraz skórę wokół płytki paznokciowej. Do tej pory do pielęgnacji  rzęs używałam olejku rycynowego i rzeczywiście stały się dłuższe i ciemniejsze, jednak ciągle cienkie i rzadkie, ale dzięki temu olejkowi zaczęło się to powoli zmieniać. Paznokcie również stały się zdrowsze i mocniejsze, więc od niepamiętnych czasów udało mi się znów zapuścić szpony. 


Jeżeli jesteście zainteresowani zakupem któregoś z wyżej wymienionych produktów zapraszamy do sklepu internetowego Nami, gdzie znajdziecie też inne propozycje kosmetyków naturalnych. Pamiętajcie jednak, że oprócz odpowiedniej pielęgnacji ważna jest też zdrowa dieta.


Oto zdrowy budyń karobowy, który w bardzo łatwy sposób zrobicie sami w domu. Ja jak zwykle zrobiłam wszystko na oko, bo chciałam go szybko zjeść, ale wystarczy jak na 0,5l mleka dodacie 1 łyżkę mąki ziemniaczanej i 2 łyżki karobu, ale oczywiście z zachowaniem zasad przygotowywania budyniu. :)


wtorek, 30 grudnia 2014

Kameleon na paznokciach - stylizacja z AllePaznokcie


W ostatnim wpisie, który niestety umieściliśmy dość dawno temu, zastanawialiśmy się czy to już zima? Na szczęście jednak w tym roku zawitała do nas dość późno i uwierzcie mi czasem odpoczynek od marznięcia przyda się naszym noskom i uszom. ;) Jednak w tej białej porze roku lubię malowniczy krajobraz, słoneczny i mroźny dzień kiedy z nieba spada coś na kształt brokatu oraz jazdę na łyżwach, z którą muszę się po latach przeprosić. Jak widać nie jest to taka do końca zima zła, ale czasem i ona może sobie zrobić urlop.

Po ciepłych świętach, które bardziej przypominały te wiosenne pora na śnieżnego Sylwestra, bo pewnie niektórzy z Was spędzą go na prawdziwej góralskiej imprezie z kuligiem, czego Wam serdecznie życzymy. Z resztą mało ważne gdzie spędzicie ostatnią imprezę w starym i pierwszą w nowym roku i tak trzeba się do niej odpowiednio przygotować. Dlatego ja dzisiaj mam dla dziewczyn, które szukają czegoś oryginalnego specjalną recenzję, która być może będzie jakąś inspiracją. Z pomocą przyszła mi znów hurtownia kosmetyczna Allepaznokcie, która doczekała się już wpisu o lakierze holograficznym. Moja dzisiejsza propozycja to lakier, który może być doskonałym dodatkiem uzupełniającym zarówno do kreacji sylwestrowej jak i karnawałowej.


Dzisiejszą gwiazdą jest lakier Flip-Flop nr 2 kameleon, który opalizuje na zielono, ale także na fioletowo i żółto, zależy jaki jest kąt padania światła na płytkę paznokcia. Jest to bardzo ciekawy efekt, który ja podziwiam jak małe dziecko. Myślę, że taki oryginalny manicure może być użyty do wielu stylizacji, w różnych kolorach czyli zarówno do fioletowej sukni jak i zielonego kombinezonu. 



Na tym zdjęciu widać jak lakier pięknie błyszczy w odcieniu zieleni i niestety nie mogłam uchwycić odpowiedniego światła, aby pokazać Wam jego pozostałe odsłony, ale zapewne większość wie na czym to polega.

Jeżeli chcecie poszaleć z kolorem na paznokciach i szukacie inspiracji, zapraszamy do sklepu hurtowni Allepaznokcie, gdzie znajdziecie bogata gamę lakierów typu kameleon, a także holograficzne, chromowe, magnetyczne i inne. Oprócz tego może tam nabyć akcesoria do paznokci, ozdoby i profesjonalne produkty do salonów urody.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Krąg VIP Testerek Schwarzkopf się powiększa



Ostatnio pochwaliłam się przesyłką, która do nas dotarła w ramach akcji VIP Testerki Schwarzkopfa, a dziś pora na kolejną recenzję z testowania. Tym razem poznacie bliżej, jedną z nowych,  innowacyjnych farb do włosów z linii Nectra Color marki Schwarzkopf.

Nectra Color to farba, która nie zawiera amoniaku, a w zamian pełna jest nektaru kwiatowego i olejku roślinnego. W palecie znajduje się 14 odcieni od słonecznych blondów przez brązy, fiolety i czerwienie aż po głębokie czernie.

Postanowiłam, że podczas wizyty u moich rodziców przetestujemy farbę Nectra Color numer 688 Intensywna czerwień. Moja mama uwielbia ogniste kolory, dlatego doszłam do wniosku, że będzie do niej idealnie pasował.




W zestawie znajdują się:
  • Aktywator w buteleczce z aplikatorem,
  • Tubka kremu koloryzującego nr 688 Intensywna czerwień,
  • Odżywka pielęgnująca połysk,
  • Para rękawiczek i instrukcja.




Krem koloryzujący należy przelać do buteleczki z aktywatorem i wymieszać potrząsając buteleczką, aż do wymieszania składników. Następnie dzięki aplikatorowi rozprowadzić mieszaninę na włosach. Ja jednak wolę tradycyjne fryzjerskie metody, dlatego do miseczki wlewam aktywator i do tego wyciskam krem koloryzujący i mieszam pędzlem do uzyskania jednolitej emulsji.




Farbę nałożyłam na całe włosy i odczekałam ok 40 minut, później mama spłukała ją z włosów, a następnie użyła odżywki pielęgnującej kolor. Jak widać na zdjęciu powyżej efekt jest piorunujący - kolor jest intensywny, a włosy błyszczące. Nectra Color od Schwarzkopf ożywił kolor, a w dodatku dzięki naturalnym składnikom nie zniszczył delikatnych włosów mamy, a wręcz nakarmił je drogocennymi olejkami.

Efekt wizualny mnie zachwycił, moja mama tez była zadowolona, jednak moją opinię dotyczącą osobistych wrażeń z działania Nectra Color poznacie jak tylko zauważę odrosty ;). Zdradzę tylko tyle, że mój kolor to Nectra Color 662 Nugatowy brąz.


piątek, 4 lipca 2014

Healer - naturalny lek dla zniszczonych włosów



Informowaliśmy Was już o tym, jak w łatwy i przyjemny sposób można ogolić zarost z kosmetykami od Cosmevity, a tym razem dowiecie się co nieco na temat szamponu, który otrzymaliśmy od tej firmy. Szampon to jeden z najważniejszych produktów, który pomaga nam w zachowaniu odpowiedniej higieny każdego dnia, więc warto wybrać ten najlepszy dla naszych włosów i skóry głowy.




Szampon Natural Healer przeznaczony jest do włosów zniszczonych z rozdwojonymi końcówkami. Dzięki olejkowi z lnu wygładza włosy i przywraca im blask. Uwielbiam wszelkiego rodzaju olejki, więc za to produkt ma ode mnie plusa na wstępie. Szampon działa również pozytywnie na skórę głowy odżywiając ją i kojąc ewentualne podrażnienia, a także stymulując szybszy wzrost włosów, a jak wiemy proces ten zachodzi w cebulce włosowej osadzonej w skórze głowy. Warto także zauważyć, że szampon ma niską zawartość środków powierzchniowo czynnych, co za tym idzie, jest delikatny i z powodzeniem można go stosować codziennie.

 




Szampon ma dosyć gęstą konsystencję i wprawdzie takie lubię najbardziej, ale podczas mycia mam wrażenie, że myję głowę rozmieszanym jajkiem. To jest tylko jedna rzecz, która mi osobiście przeszkadza. W trakcie mycia cały czas wytwarza się bardzo obfita, gęsta, kremowa piana, która dokładnie oczyszcza skórę głowy już podczas pierwszego mycia. Całemu zabiegowi towarzyszy miły kwiatowy zapach, który jest odrobinę za mocny, ale po spłukaniu preparatu nie jest uciążliwy. 

Włosy umyte szamponem Natural Healer są przez dłuższy czas świeże, a to dla mnie ważne, bo moje niestety się przetłuszczają, poza tym pięknie lśnią i wyglądają na mocniejsze. Na efekty szybszego wzrostu będę musiała trochę poczekać, gdyż przed wakacjami obcięłam zniszczone końcówki.

Polecam Wam Szampon Natural Healer do codziennego stosowania, gdyż jest to naturalny produkt z dodatkiem cennego olejku lnianego, a składniki odżywcze zawarte w olejkach są bardzo ważne dla naszych włosów i skóry.


wtorek, 10 czerwca 2014

Gala Vip Testerek Schwarzkopf

fot. Magdalena Jarząb

W ubiegły piątek odbyła się uroczysta Gala Vip Testerek Schwarzkopf, w której miałam okazję uczestniczyć dzięki wygranemu konkursowi zorganizowanemu przez naszą ulubioną markę Schwarzkopf. Wraz ze mną tytuł Vip Testerki otrzymało 25 dziewczyn, ale z tego co wiem nie wszystkie dotarły na galę. Dziewczyny zjechały do Warszawy z całej Polski i były wśród nich także koleżanki blogerki, ale również inne wartościowe i ciekawe osoby, także z mojej branży.

Aby dotrzeć do stolicy wstałam o 4 rano, aby udać się na pociąg ICC, który miał planowany odjazd o godzinie 5:04. Oczywiście prawie całą drogę przespałam, z małą pobudką na poczęstunek. ;)

Spotkanie miało być pod Rotundą PKO w Warszawie i kiedy już dotarłam było tam już kilka dziewczyn, ale po krótkiej chwili zebrał się już komplet. Później dotarła do nas Kasia, która była jedną z osób, które wspaniale reprezentowały firmę Schwarzkopf.



















Kiedy zauważyłyśmy zaparkowanego w pobliżu Hummera limuzynę, nie do końca chciałyśmy wierzyć, że przyjechał po nas, ale kiedy już Kasia zaprosiła do samochodu zrozumiałyśmy, że to naprawdę będzie impreza w Vipowskim stylu. Oczywiście moje zamiłowanie do czterech kółek nie pozwoliło mi nie obstrykać tego pięknego Hummera z każdej strony.




Po wejściu usadowiłyśmy się wygodnie i zaczęłyśmy konwersację na temat akcji i nie tylko. Następnie, aby uczcić tytuł Vip Testerki, który został nam przyznany, wzniosłyśmy toast szampanem, bo przecież "Kto nie ryzykuje ten nie pije szampana".

 



















Pierwszym punktem naszej gali była wizyta w akademii fryzjerskiej znanej pary Berendowicz&Kublin, gdzie zajęli się nami profesjonalni fryzjerzy oraz wizażystki. Każda z nas miała inną wizję - prostowanie, loczki, koczki i wszystkie wyglądałyśmy olśniewająco wychodząc z salonu. Dla mnie osobiście było to dodatkowo ciekawe doświadczenie pod względem mojego zawodu, bo jako fryzjerka kolekcjonuję takie doświadczenia.



Pięknie wystylizowane pojechałyśmy do restauracji Papaya, która zachwyciła mnie swoją elegancją i oczywiście bardzo spodobał mi się klimat sali, w której przedstawiono nam prezentację dotyczącą produktów marki Schwarzkopf i ich działanie na włosy. Prezentacje prowadziły - Kasia i Monika oraz Pani Magda, która opowiedziała nam ściśle o reakcjach chemicznych, które zachodzą we włosie podczas pielęgnacji i koloryzacji. Po raz kolejny kilka cennych uwag dla mnie pod względem zawodowym.




Papaya to restauracja serwująca dania dalekiego wschodu prosto z Tajlandii, więc dla mnie to było trochę wyzwanie, ponieważ moje doświadczenie związane z kuchnią wschodu jest raczej znikome.
Uważam jednak, że to ciekawe doświadczenie, a przecież warto poszerzać także horyzonty kulinarne. Urzekła mnie sałatka z tuńczykiem i truskawkami przyozdobiona piękną orchideą, oczywiście w smaku była równie zachwycająca.
 



Oprócz sałatki do wyboru na przystawkę były jeszcze roladki z krewetkami, z kurczakiem, kanapki oraz pierożki Dim Sum. Nie spróbowałam wszystkiego, ale w sumie na moim talerzu zabrakło tylko roladek.



Czas na danie główne i desery, które mogłyśmy sobie wybrać ze specjalnie dla nas przygotowanego menu. Ja wybrałam zupę miso z serem tofu i wodorostami. Smakowała trochę jak wędzone ryby, a wybrałam ją dlatego, że algi są bogate w mikroelementy i białko bardziej niż cokolwiek na świecie.




Na drugie danie wybrałam łososia na parze z warzywami i ryżem. Nie przepadam za rybami, ale łosoś należy do tych nietypowych, które mogę zjeść. Ryby są bardzo zdrowe i powinno ich się znaleźć w diecie dość sporo, więc skorzystałam z tego przywileju.




Na deser wybrałam owoce tropikalne, więc na moim talerzu królowały winogrona, truskawki, ananas, kawon, kiwi, melon i marakuja. Wszystko to było świetnym uwieńczeniem uroczystego obiadu. Moja opinia? Jedzenie było cudowne i choć nie przywykłam do tego typu menu to chętnie będę wracać do kuchni tajskiej, ponieważ jest niebywale zdrowa oraz smaczna.

























Już w restauracji towarzyszyła nam znana stylistka, PR-owiec, a właściwie kobieta orkiestra Mona Kinal, która jest ekspertem do spraw wizerunku. Laureatka wielu nagród, jurorka w programie "Projektanci na start", Fashion Director Mostrami.pl. Prywatnie bardzo miła i ciepła osoba z ogromna dozą poczucia humoru. Mona udzieliła nam kilku cennych wskazówek dotyczących typów sylwetki oraz ogólnie stylu. Dowiedziałam się, że moja sylwetka to rożek, więc moge spokojnie stylizować się na jedną z moich ulubionych aktorek Cameron Diaz. Dziewczyny, które zostały laureatkami konkursu na najlepszą stylówkę brały udział w mini pokazie przygotowanym przez stylistkę.

Następnie wraz z Moną udałyśmy się naszą wspaniałą limuzyną do atelier Łukasza Jemioła. Osobiście żywię sympatię nie tylko do pięknych stylizacji, ale także uwielbiam podziwiać ciekawe propozycje aranżacji wnętrz, a atelier Łukasza jest urządzone w bardzo dobrym stylu. Sam projektant bardzo ciepło nas przyjął i opowiedział nam o swojej pracy, jej trudach i urokach. Trzy z nas miały okazję odebrania nagrody w postaci bonu na zakup z kolekcji znajdujących się w atelier. Wszystkie byłyśmy podekscytowane tym spotkaniem. Na zakończenie spotkania Łukasz Jemioł zrobił sobie z nami selfie, które możecie zobaczyć na fanpage projektanta na FB.




Na koniec oczywiście musiałam zrobić sobie fotkę z naszym samochodem, a potem już dłuuga droga do domu z przygodami. Niebawem na blogu pojawią się pierwsze recenzje produktów, które otrzymałam na spotkaniu Vip Testerek Schwarzkopf, ale to póki co pozostanie tajemnicą.


czwartek, 5 czerwca 2014

Smaczna pasta z Avocado od Tesco Finest



Dziś przygotowaliśmy dla Was recenzję kulinarną, która stworzona została dzięki akcji Talk Marketing i Tesco Polska. W związku z kampanią otrzymaliśmy kilka bonów na ciekawe produkty z oferty marki własnej Tesco, a wśród nich znalazło się właśnie Awokado Hass. Postanowiliśmy zatem, że skończy dzisiaj jako główny bohater naszej kolacji.




Zanim przystąpimy do obróbki tego pięknego owocu opowiemy Wam nieco o nim. Awokado, inaczej zwane też smaczliwką, występuje w klimacie tropikalnym i subtropikalnym Ameryki i choć pierwotnie wywodzi się z Meksyku to zdążyło się rozprzestrzenić przez wszystkie Ameryki, aż do Peru. Drzewo, na którym rośnie awokado jest wiecznie zielone i w naturalnych warunkach dorasta do 20 metrów wysokości. Znalazłam wzmiankę, że istnieje 168 odmian tego owocu, ale kto wie może jest ich znacznie więcej, dla nas jednak nie ma to aż takiego znaczenia, gdyż w sklepach możemy znaleźć najwyżej dwa rodzaje.

Awokado jest bogate w witaminy i mikroelementy, więc przybliżymy Wam jego wartości odżywcze w 100g owocu:

  • 220kcal (kalorii),
  • błonnik - 6,3g
  • węglowodany - 0,4g
  • tłuszcze - 23,5g,
  • białka - 1,9g,
  • woda - 66%,
  • witaminy - A,  B1,  B2, C, PP, K, H, kwas pantotenowy,
  • potas, wapń i fosfor.
Awokado z powodzeniem wykorzystywane jest w sztuce kulinarnej do sałatek, deserów, koktajli, past i wielu innych potraw, ale my przygotujemy dla Was właśnie pastę z awokado.




Przygotowujemy sobie składniki do naszej pasty:
  • jedno duże awokado, w naszym przypadku Awokado Hass Tesco Finest,
  • pół cytryny,
  • szczyptę soli.
Oczywiście miseczkę i widelec, żeby połączyć składniki i gładką pastę, którą później będziemy smarować kanapki na kolację.





Rozkrawamy awokado delikatnie dookoła ostrym nożem, otwieramy i wyjmujemy pestkę ze środka. Jest to bardzo łatwa czynność, ponieważ owoc jest bardzo miękki i tak samo łatwo się go obiera ze skóry, co również czynimy.













Rozgniatamy owoc widelcem, a wcześniej możemy go rozdrobnić, żeby łatwiej się ugniatało. Awokado ma konsystencję masła i w niektórych krajach używane jest jako zamiennik tłuszczu zwierzęcego. Kiedy już otrzymamy jednolitą masę czynimy dalsze kroki.



















Do naszej pasty wyciskamy sok z połówki cytryny, aby zapobiec czernieniu miąższu i wzbogacić smak potrawy. Cytryna posłuży nam jako naturalny regulator kwasowości, ale możecie jej też użyć zamiast octu np. do sałatki ze świeżych warzyw lub surówki. Dodajemy także szczyptę soli, aby wyostrzyć smak, ponieważ awokado nie ma zbyt wyrazistego smaku.
































Jeżeli macie ochotę możecie doprawić pastę według własnego uznania i gustu. My dodaliśmy zioła prowansalskie i łyżkę majonezu, ale czasem dodaję tez serka topionego. Zdrowsze oczywiście będzie w wersji bez majonezu itp., a zamiast tego możecie dodać trochę cebuli, czosnku, szczypiorek lub natkę pietruszki.

Na pierwszym zdjęciu obok miski z pastą znajduje się jajeczko, które jest pestką z naszego awokado. Pesteczkę obraliśmy ze skórki, powbijaliśmy wykałaczki i zamoczyliśmy w wodzie. Na taką roślinkę można czekać nawet do 6 miesięcy, więc teraz pozostało cierpliwie wypatrywać korzonków. Gdybyście mieli ochotę na taką roślinkę to musicie pamiętać, że wszystkie jej części są śmiertelnie trujące dla zwierząt, więc należy ją trzymać z dala lub po prostu zrezygnować z hodowli.

A jakie Wy macie pomysły na potrawy z użyciem awokado?







Na koniec pochwalimy się Wam, że dotarły już do nas piwka z limitowanej edycji Żywca. Oto Bock, Marcowe i Białe, czyli dwa historyki przywrócone do życia przez browar z Żywca i jeden nowicjusz. My już mamy swojego faworyta, a Wy dokonaliście już wyboru, które z tych piw zostanie z nami na zawsze?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...