Blogger Tips and TricksLatest Tips For BloggersBlogger Tricks
  • Na co komu Walentynki?

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgZ8_HCZaJs_vHRni9v7UpPmqSWVGgLVNE1JMMUJyc3bn9Ok0j1S8NviTYBDcg3ut3Ng6TRlRyASk3VtoCXTD84fqOyodUQsBscaj7RMdHMej2hLfumJTL07kEkbt7zydUlxtlbaFja7hmc/s1600/Walentynki.jpg

    Miliardy serduszek. Baloników, lizaków, kwiatków, misiów. Po co?

  • Blue monday - czyli jeśli nie lubisz poniedziałku, to tego wyjątkowo.

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjv6XiBKrjDZL18gaHUh0PbU63AExFnk-qbuTpODc50leVxnG2WxJCIfPQ9-Bv4Ahn2OLltFgJA6pLjiEU0yTK6dcHquCAF7UJMaSXwqq76UcBbAZSowBCDbYx0VNKT1IgBU-0K8wvXjk3m/s1600/blue_monday.jpg

    Dziś w teorii najbardziej depresyjny poniedziałek w roku. Według wyliczeń kogoś mądrego, albo po prostu siedzącego na odpowiednim stołku 18 stycznia jest dniem, w którym nie powinniście wychodzić spod kołdry, bo nic dobrego Was nie spotka.

  • Sposób na brak wolnego czasu.

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgnb4ki9YsM5ogDjUd4A__5oeaoQMCzlwHR54d-bdeQL5JvpAzo8FfYb6TruvhPKfSW3eltWgfH4IUreqE5QN5mnIh7JEy2RqKhr7PeHNzXpBhDHBKCxQCMSMrCG5s4hHutdUeXBDXOJBoH/s1600/sposob_na_brak_wolnego_czasu.jpg

    "Nie mów, że nie masz czasu. Masz tyle samo godzin na dobę, ile mieli Helen Keller, Pasteur, Michał Anioł, Matka Teresa, Leonardo da Vinci, Thomas Jefferson i Albert Einstein."

  • Typy klientów sklepów. Z doświadczenia :)

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEihRqYGobsASqJpKsRLravUo-eVftzV7E9aT7j9cEDHHaOA7mtSaP5sEFZWhONnNh4mhIv566L34DKNKapjj-7xzHiyftsFEJ8RwVOrzqnFMeGq6fmbMHunm40r5Jx7nOsgtIrd9Gz_RF2D/s1600/typy_klientow.jpg

    Jak większość z Was (tak z dużej, bo Was lubię), wie pracuję znaczną część życia na marketach. Marketach różnego rodzaju.

  • Liebster Blog Award czyli krótkie Q&A

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHpeGLWmfg_tyYtTn13BphVnniZEpmgBj359McN-_FmOyRg6KO4To9Oh6p9l7xtR8Bx3lf7_yAz3Pls6vVscMoGHNEXyxx95rZchz5SW8piM61gRafic9GZZmbgaHD0hgwKQpXUwX5lUkK/s1600/liebster.jpg

    Weronika nominowała mój blog do odpowiedzi na Liebster Blog Award. Jest to cykl w którym blogerzy nominują 11 blogów do odpowiadania na 11 pytań w dowód uznania ich pracy.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tesco. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tesco. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 czerwca 2014

Smaczna pasta z Avocado od Tesco Finest



Dziś przygotowaliśmy dla Was recenzję kulinarną, która stworzona została dzięki akcji Talk Marketing i Tesco Polska. W związku z kampanią otrzymaliśmy kilka bonów na ciekawe produkty z oferty marki własnej Tesco, a wśród nich znalazło się właśnie Awokado Hass. Postanowiliśmy zatem, że skończy dzisiaj jako główny bohater naszej kolacji.




Zanim przystąpimy do obróbki tego pięknego owocu opowiemy Wam nieco o nim. Awokado, inaczej zwane też smaczliwką, występuje w klimacie tropikalnym i subtropikalnym Ameryki i choć pierwotnie wywodzi się z Meksyku to zdążyło się rozprzestrzenić przez wszystkie Ameryki, aż do Peru. Drzewo, na którym rośnie awokado jest wiecznie zielone i w naturalnych warunkach dorasta do 20 metrów wysokości. Znalazłam wzmiankę, że istnieje 168 odmian tego owocu, ale kto wie może jest ich znacznie więcej, dla nas jednak nie ma to aż takiego znaczenia, gdyż w sklepach możemy znaleźć najwyżej dwa rodzaje.

Awokado jest bogate w witaminy i mikroelementy, więc przybliżymy Wam jego wartości odżywcze w 100g owocu:

  • 220kcal (kalorii),
  • błonnik - 6,3g
  • węglowodany - 0,4g
  • tłuszcze - 23,5g,
  • białka - 1,9g,
  • woda - 66%,
  • witaminy - A,  B1,  B2, C, PP, K, H, kwas pantotenowy,
  • potas, wapń i fosfor.
Awokado z powodzeniem wykorzystywane jest w sztuce kulinarnej do sałatek, deserów, koktajli, past i wielu innych potraw, ale my przygotujemy dla Was właśnie pastę z awokado.




Przygotowujemy sobie składniki do naszej pasty:
  • jedno duże awokado, w naszym przypadku Awokado Hass Tesco Finest,
  • pół cytryny,
  • szczyptę soli.
Oczywiście miseczkę i widelec, żeby połączyć składniki i gładką pastę, którą później będziemy smarować kanapki na kolację.





Rozkrawamy awokado delikatnie dookoła ostrym nożem, otwieramy i wyjmujemy pestkę ze środka. Jest to bardzo łatwa czynność, ponieważ owoc jest bardzo miękki i tak samo łatwo się go obiera ze skóry, co również czynimy.













Rozgniatamy owoc widelcem, a wcześniej możemy go rozdrobnić, żeby łatwiej się ugniatało. Awokado ma konsystencję masła i w niektórych krajach używane jest jako zamiennik tłuszczu zwierzęcego. Kiedy już otrzymamy jednolitą masę czynimy dalsze kroki.



















Do naszej pasty wyciskamy sok z połówki cytryny, aby zapobiec czernieniu miąższu i wzbogacić smak potrawy. Cytryna posłuży nam jako naturalny regulator kwasowości, ale możecie jej też użyć zamiast octu np. do sałatki ze świeżych warzyw lub surówki. Dodajemy także szczyptę soli, aby wyostrzyć smak, ponieważ awokado nie ma zbyt wyrazistego smaku.
































Jeżeli macie ochotę możecie doprawić pastę według własnego uznania i gustu. My dodaliśmy zioła prowansalskie i łyżkę majonezu, ale czasem dodaję tez serka topionego. Zdrowsze oczywiście będzie w wersji bez majonezu itp., a zamiast tego możecie dodać trochę cebuli, czosnku, szczypiorek lub natkę pietruszki.

Na pierwszym zdjęciu obok miski z pastą znajduje się jajeczko, które jest pestką z naszego awokado. Pesteczkę obraliśmy ze skórki, powbijaliśmy wykałaczki i zamoczyliśmy w wodzie. Na taką roślinkę można czekać nawet do 6 miesięcy, więc teraz pozostało cierpliwie wypatrywać korzonków. Gdybyście mieli ochotę na taką roślinkę to musicie pamiętać, że wszystkie jej części są śmiertelnie trujące dla zwierząt, więc należy ją trzymać z dala lub po prostu zrezygnować z hodowli.

A jakie Wy macie pomysły na potrawy z użyciem awokado?







Na koniec pochwalimy się Wam, że dotarły już do nas piwka z limitowanej edycji Żywca. Oto Bock, Marcowe i Białe, czyli dwa historyki przywrócone do życia przez browar z Żywca i jeden nowicjusz. My już mamy swojego faworyta, a Wy dokonaliście już wyboru, które z tych piw zostanie z nami na zawsze?

sobota, 31 maja 2014

I'm in He(a)ven... z naturą za pan brat



Zapewne pamiętacie naszą recenzję o przepysznych sokach z granatu Grante. Otóż dziś przyszła pora na kolejny sok od dystrybutora KGH, ale tym razem będzie to ich własna produkcja, czyli sok Heven wyprodukowany w stu procentach z owoców pigwy.

Soki Heven produkowane są zazwyczaj w litrowych, szklanych butelkach i posiadają w swojej ofercie kilka ciekawych propozycji, takich jak:
  • 100% sok z granatu,
  • 100% sok z granatu z winogronem,
  • 100% sok z pigwy,
  • nektar z granatu,
  • napój aloesowy - 1,5l oraz 0,5l.





Sok 100% z pigwy oprócz tego, że jest smaczny jak każdy naturalny sok bez dodatków, posiada jeszcze właściwości prozdrowotne. Sok z pigwy bogaty jest w witaminę A i C co sprawia, że ma działanie antyoksydacyjne. Zawiera również bardzo ważne dla naszego organizmu witaminy z grupy B, a także mnóstwo minerałów, które wspomagają odporność, dlatego w czasie przeziębienia lub grypy śmiało możemy popijać sok z pigwy.

Natomiast pestki pigwy, a właściwie przyrządzony z nich napar lub macerat pomagają zwalczyć dolegliwości układu pokarmowego. Jeśli zatem męczy Was zgaga lub inne dolegliwości ze strony żołądka lub jelit, pigwa pomoże z nimi walczyć. Pigwa poprawia także przemianę materii, więc pomaga w odchudzaniu, za to pestki pomagają niejadkom w odzyskaniu apetytu.




Po przelaniu do szklanki możemy zauważyć, że kolorystycznie sok bardzo przypomina herbatę, a podany w takiej szklance wygląda jak gustowny trunek, ale jest przecież samym zdrowiem. Jego smak jest słodki z lekką kwaskową nutą, ale już nie jest taki cierpki jak sok z granatu. Dla mnie to ideał, bo uwielbiam delikatne słodko-kwaśne smaki. Myślę, że kiedy już wreszcie zawitają do nas upały, czego oczywiście wszyscy nie możemy się doczekać, będzie można śmiało ugasić pragnienie orzeźwiającym sokiem z pigwy marki Heven. Jednak ja jestem takiego zdania, że jedna szklanka naturalnego soku dziennie w zupełności wystarczy... no może dwie... ;)




Jeżeli chcecie dowiedzieć się więcej o sokach Grante i Heven zapraszamy serdecznie na stronę firmy KGH oraz soków Grante, gdzie znajdziecie także informację gdzie kupić produkty. Polecamy również fanpage na FB, gdzie możecie dowiedzieć się czegoś ciekawego na temat soków, wymienić się opinią na ich temat, a także wziąć udział w konkursach. Dodam jeszcze, że w Bielsku możecie kupić soki Grante z Granata w Tesco oraz Piotrze i Pawle, a może wiecie gdzie jeszcze? Czekamy także na Wasze opinie.

http://kghpolska.pl/http://www.sokigrante.pl/

wtorek, 15 kwietnia 2014

Zbierasz punkty na kartach "lojalnościowych"?



Siemanko!
W tytule rzecz, którą ma pewnie każdy z Was. A jeśli nie ma, to pewnie kiedyś założy... Dlaczego karty członkowskie w marketach są dla mnie tylko "lojalnościowymi", a nie po prostu lojalnościowymi? Sprawa wydaje mi się prosta i rozwiązuje to zdjęcie powyżej. O żadnej lojalności nie może być mowy jeśli mam w portfelu kartę Clubcard (Tesco), kartę Payback (używaną najczęściej w Realu) oraz kartę Rodzinka (Carrefour). W głowie natomiast mam ulokowaną myśl, że gdzieś tam w domu czeka na mnie album do wyklejania z pobliskiej Żabki. Czy można więc mówić o jakiejkolwiek lojalności? No chyba nie. Lojalnymi klientami ze względu na karty są zwykle kierowcy, bo jeśli spasuje im benzyna, a do tego łapią darmowe punkty, to już jest pełnia szczęścia, jednak w przestrzeni marketów trudno mówić o konkurencyjności. Ostatnio stworzone badania  pokazały (jak kogoś dokładnie interesują to poszukam, jednak póki co będzie to wywód z pamięci), że różnica cenowa między najdroższymi, a najtańszymi zakupami zrobionymi w markecie (10 produktów na łączną kwotę około 50zł) wynosi zaledwie 4złote. Niby dużo, ale była to różnica między delikatesami Alma, a dyskontem Biedronka. W innych przypadkach, gdy porównamy ceny z Tesco, Biedronki czy Carrefoura to różnica wyjdzie niemal żadna - złotówka w tą czy tamtą zależnie od tego który tydzień ma na coś promocję.


Kartę Clubcard mam już bardzo długo. Może z racji tego, że pracuję jako promotor i często z tej okazji goszczę w Tesco. Przy okazji robię dość konkretne zakupy, żeby przy okazji mieć wszystko z głowy. Czy ta karta mi coś daje? I tak i nie. Co kwartał (kiedyś było częściej) przysyłają kupony, które można wykorzystać. Dwa kupony są fajne, bo dają kasę - zawsze gdy np uzbieramy 450pkt to dostajemy 4,50. Taki cashback, którego nie dają już nawet banki. Zdobycie 450pkt to wydanie 450złotych, czyli jak można łatwo policzyć zawsze otrzymujemy zwrot naszych 1% zakupów. Fajnie? Jasne, że fajnie. W sumie sporo banków zachęcało 1% cashbackiem nowych klientów (m.in. Millennium), a w Tesco cashback 1% istnieje na co dzień. Oprócz tego otrzymujemy 6 kuponów niejako zasugerowanych naszymi zakupami. I tu mały zgrzyt. Odnoszę czasem wrażenie, że oni tylko czekają, żebym kupił jakiś badziew (który potrzebuję tylko raz w życiu) żeby zużyć mój kupon na coś takiego. W Tesco kupuję zwykle chleb, mleko, mięso (bo wbrew dziwnym opiniom w sieci mają na prawdę świeże i smaczne mięso), czasami chemię, jogurty, warzywa. Problem w tym, że jak kupiłem ściereczkę do kurzu (bo opakowanie było przerwane i stąd obniżka produktu o 50%) to dostałem kupon na dwie kolejne... to samo z alkoholem. Lubię od czasu do czasu wypić sobie piwo. Nie jak statystyczny Polak codziennie wieczorem, ale tak raz na tydzień, częściej nawet raz na dwa tygodnie. Problem w tym, że Tesco często traktuje chyba alkohol jako alkohol i zamiast wysyłać kupony na piwo, wysyłało mi na wódkę (której nie lubię) czy wino (po którym często czuję się źle i jeśli muszę, to piję przy okazji - ze dwie lampki na rok). Tesco posiada też magazyn, który kosztuje 1 grosz, w którym znajduje się sporo kuponów zniżkowych.


Kartę Payback mam jeszcze dłużej niż poprzednią. Natomiast niewiele z tego wynika... posiadam telefon w Orange i dawno, dawno temu uznałem, że skoro jakieś punkty z doładowania na tę kartę wpadają, to nie ma sensu żeby przepadały i założyłem kartę Payback. Potem miałem epizodyczną, dwumiesięczną pracę w CH w którym jest również Real i zdarzało mi się punkty nabijać. Problem w tym, ze jeszcze nigdy, nic z tego nie miałem. Na koncie widnieje ileś tysięcy punktów, ale przeglądanie katalogu nagród mnie męczy. Albo jest coś słabego, albo za miliard punktów. W dodatku punkty po 10 (?) latach przepadają. Rok temu już jakieś przepadały tym, którzy założyli kartę na początku. Cwany pomysł twórców karty - najpierw dać ludziom karty, dzięki którym można po pewnie 30 latach odebrać telewizor, a potem wprowadzić zapis, że zbierać można dziesięć lat i dłuższe zbieranie będzie skutkowało obcinaniem ostatniego roku. Średnio fajna perspektywa. Muszę w końcu przejrzeć dłużej ten ich katalog.


Kartę Rodzinka założyłem przy okazji. Miałem kilka zleceń w okolicach Carrefoura i uznałem, że czemu nie. Nabiłem nawet ze 150 punktów, ale kompletnie nic za to nie przyszło. Kiedyś na markecie pewien miły, starszy pan pokazywał mi punkty jakie mu przyszły. Totalne odwzorowanie karty Clubcard. Przychodzą podobne kupony, z tym, że dostaje się dodatkowe punkty za zakupy w konkretne dni. Dodatkowo w każdy poniedziałek miesiąca dostaje się od kasjerki zamiast paragonu... z 10 paragonów, których używa się przez kolejny miesiąc przy kasie. Pomysł fajny, wykonanie takie sobie, bo nie lubię nosić przy sobie 10 rachunków ze sklepu. Biorąc pod uwagę dłuższe kupowanie tam musiałbym nosić te powyższe 10 rachunków i kolejne 10 kuponów, które by przyszły pocztą. Musiałbym chyba chodzić z plecakiem...













Karta Żabki. Ups, raczej źle to nazwałem, bo Żabka kart nie ma. Ma za to album przypominający mi Panini z dawnych lat. Z piłkarzami, bajkami, zwierzątkami. Wszystkim! No więc Żabka od dawna miała te albumy, ale nagrody były kiepskie. Rubik śmiała się w utworze z maskotek i dla mnie również te maskotki większego sensu nie mają. Są ładne i może gdybym miał dziecko, to przedstawiały by dla mnie jakąś większą wartość. A tak - lipa. Natomiast jakiś czas temu wprowadzili istną bombę! Dla mnie wychodzą tym na prowadzenie. Oprócz maskotek, można zdecydować się na coś innego. Dostajemy 5 miesięcy i... czas start. Poprzednio można było za 100 naklejek odebrać nóż Thomas. Jeśli ktoś nie kojarzy marki, to powiem, że jest niezła. Nóż już również przetestowałem i jest na tyle ostry, że przeciąłem nie tylko chleb, ale i fragment deski. Dexter byłby zadowolony. ;)
Obecnie (akcja ruszyła 10 dni temu) można oprócz maskotek z Epoki lodowcowej (PRowiec marketingowiec Żabki rządzi... jak można wprowadzić maskotki filmu, którego ostatnia część wyszła już dość sporo temu?) lub... co interesuje mnie bardziej - naczynia żaroodporne. Za 90 znaczków otrzymamy prostokątne (39x25cm), za 80 owalne (35x24), a za 70 dwulitrową miskę (chociażby do ugniatania ciasta. Fajna opcja. Zaraz mi jeden z drugim wypomni, że 90 znaczków (gdzie jeden dostajemy za zakupy powyżej 14zł, drugi powyżej 28 itd) to jakaś wielka liczba. Wielka? Uprzedzę - 1260złotych. 250 złotych na miesiąc. Jak ktoś ma w najbliższej okolicy Żabkę to na prezent załapie się na pewno.

Karty innych marketów.
Dość dobrą kartę ma Auchan, tyle, że poszli wg mnie w nie tę stronę. Uznali, że ich karta musi być płatniczą (do czego namawia Tesco, ale nie wychodzi) i albo masz płatniczą, albo nie masz ich lojalnościówki. Swego czasu chciałem założyć kartę Skarbonkę Auchana, ale wiąże się to z jakimiś opłatami przy okazji braku użytkowania, a że bywam tam może raz na trzy miesiące, to nie mogę sobie na coś takiego pozwolić. Wiem, że zbiera się punkty, a potem odbiera np przy okazji świąt kiedy to na zabawki czy pewne artykuły jest zniżka punktowa.
Karta Małpki. Ogólnie cała Małpka wydaje mi się klonem Żabki. Po wejściu do tego marketu (?) uznałem, że jestem w Żabce, tylko logo się zmieniło. Mają identyczny układ półek, takie samo stoisko z hot-dogami, podobne obłożenie na kasie. Natomiast Małpka rozpoczęła dość fajną opcję, której nie ma jeszcze nigdzie. Zbiera się naklejki (sic! znów jak w Żabce) ale nie trzeba ich tyle ile w innych marketach. Za 3 dostaniemy kawę/herbatę, za 5 big hot doga, za 10 bombonierkę Wawel, a za 15 maskotkę Małpki. Fajna opcja - nie trzeba jakoś specjalnie długo czekać na nagrodę. Na ich fanpage często ktoś pisze, że zjadł hot doga za free czy napił się kawy. Zrobili taką akcję, w której czuje się, że niemal na co drugich zakupach można z tego korzystać. To to, czego brakuje mi przy np Paybacku. W dodatku tak jak Tesco mają magazyn, w którym znajdują się kupony rabatowe.

Podsumowując - jak widać lubię zbierać punkty. Wiąże się to z tym, że niemal każdy lubi, gdy dostaje coś gratis, jednocześnie wiedząc, że na to zasłużył. Mam kolegę, który kupuje piwo co kilka dni w Tesco. Nie zakłada karty z przekonania, że i tak niewiele by z tego miał. Jednak Tesco nawet przy małej ilości kupionych produktów wysyła kupon na 100 punktów dodatkowych, więc raz na kwartał prawdopodobnie otrzymałby kupon na zniżkowe kupno piwa, darmowe trzy złote i kilka kuponów na inne produkty. Czy byłoby to wystarczającym pretekstem do założenia karty? Mnie wydaje się, że tak, ale jak kto woli. ;)

A jakich kart używacie Wy? Też nosicie tak jak ja tyle kart w portfelu?

poniedziałek, 3 marca 2014

Dalszy ciąg naszych słodkich inspiracji


Ostatnim razem kiedy umieściłam wpis dotyczący kosmetyków Marion obiecałam Wam, że będziemy samodzielnie przygotowywali pączki na tłusty czwartek. W prawdzie jest już poniedziałek, ale byliśmy zbyt zajęci ich konsumowaniem, aby móc się najpierw pochwalić.


Aby wykonać ciasto potrzeba wielu składników, a także poświęcić sporo czasu, ale rekompensuje nam to łatwe wyrabianie ciasta no i oczywiście smak pączusiów. Potrzebujemy następujących składników:
  • 800g mąki pszennej,
  • 8 zółtek,
  • 3/4 szklanki cukru,
  • 200g stopionego masła,
  • 1 opakowanie cukru waniliowego,
  • 80g drożdży,
  • 1,5 szklanki ciepłego mleka,
  • szczypta soli,
  • 2 łyżki wódki,
  • nadzienie,
  • olej.
Trochę zmodyfikowałam ten przepis, ale jeśli chcecie zobaczyć oryginalną listę produktów oraz przepis na pączki według Roberta Makłowicza to zapraszam na stronę Tesco Smaczna strona. Znajdziecie tam wiele ciekawych przepisów znanego kucharza-podróżnika nie tylko na tłusty czwartek.


Tutaj możecie zobaczyć jak formowałam pączuszki, co z resztą nie jest takie łatwe jak myślałam. Kiedy ciasto już wyrośnie trzeba je jeszcze raz wyrobić, gdyż jest w nim dużo powietrza. Ja formowałam kulkę, żeby ciasto było jednolite, formowałam kulkę, a następnie robiłam z niej placuszka.


Jako nadzienia do naszych pączków użyłam marmolady różanej oraz masy budyniowej, którą przyrządziłam w bardzo łatwy sposób. Wystarczy zagotować szklankę mleka, a w drugiej szklance rozmieszać budyń waniliowy w 1/3 szklanki mleka oraz dodać jedno żółtko i łyżkę mąki pszennej. Rozmieszać tak, aby nie było grudek i postępować jak w przypadku standardowego budyniu, czyli gotować i mieszać do zgęstnienia i ostudzić.


Placuszki, które formujemy z ciasta nadziewamy ( z budyniem jest łatwiej, bo można go formować w kuleczki), a następnie zaklejamy jak pierożka i formujemy kulkę. Co jakiś czas pączki próbowały się rozklejać, więc trochę się namęczyłam, ale szczerze mówiąc było warto.


Oto gotowe, wyrośnięte kluchy, których łącznie wyszło mi 30, ale w różnych rozmiarach, bo było to moje pierwsze doświadczenie z domowymi pączkami. Gotowe kuleczki wrzuciłam na rozgrzany olej po cztery, pięć sztuk jednorazowo.
















Oto pączki w kąpieli, które smażyłam po kilkanaście sekund z każdej strony i wyjmowałam, aby mogły się troszkę wystudzić i odcedzić z tłuszczu. Niestety nie wyszły mi jasne obrączki dookoła pączków, ale takie tez ładnie wyglądają.


Gotowe pączki prezentują się smakowicie, ale to jeszcze nie wszystko, bo przecież trzeba je przyozdobić. Każdy pączuś z marmoladą polałam białym lukrem i posypałam wiórkami kokosa, natomiast te z budyniem miały czekoladowy lukier i cukiereczki dekoracyjne.

Mam nadzieję, ze spodobały Wam się nasze pączusie? Nam smakowały, ale wiadomo, że nie da się zjeść wszystkich naraz, ale i tak szybko zniknęły. ;)


Polecamy domowe pączusie, smacznego.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...