Blogger Tips and TricksLatest Tips For BloggersBlogger Tricks
  • Na co komu Walentynki?

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgZ8_HCZaJs_vHRni9v7UpPmqSWVGgLVNE1JMMUJyc3bn9Ok0j1S8NviTYBDcg3ut3Ng6TRlRyASk3VtoCXTD84fqOyodUQsBscaj7RMdHMej2hLfumJTL07kEkbt7zydUlxtlbaFja7hmc/s1600/Walentynki.jpg

    Miliardy serduszek. Baloników, lizaków, kwiatków, misiów. Po co?

  • Blue monday - czyli jeśli nie lubisz poniedziałku, to tego wyjątkowo.

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjv6XiBKrjDZL18gaHUh0PbU63AExFnk-qbuTpODc50leVxnG2WxJCIfPQ9-Bv4Ahn2OLltFgJA6pLjiEU0yTK6dcHquCAF7UJMaSXwqq76UcBbAZSowBCDbYx0VNKT1IgBU-0K8wvXjk3m/s1600/blue_monday.jpg

    Dziś w teorii najbardziej depresyjny poniedziałek w roku. Według wyliczeń kogoś mądrego, albo po prostu siedzącego na odpowiednim stołku 18 stycznia jest dniem, w którym nie powinniście wychodzić spod kołdry, bo nic dobrego Was nie spotka.

  • Sposób na brak wolnego czasu.

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgnb4ki9YsM5ogDjUd4A__5oeaoQMCzlwHR54d-bdeQL5JvpAzo8FfYb6TruvhPKfSW3eltWgfH4IUreqE5QN5mnIh7JEy2RqKhr7PeHNzXpBhDHBKCxQCMSMrCG5s4hHutdUeXBDXOJBoH/s1600/sposob_na_brak_wolnego_czasu.jpg

    "Nie mów, że nie masz czasu. Masz tyle samo godzin na dobę, ile mieli Helen Keller, Pasteur, Michał Anioł, Matka Teresa, Leonardo da Vinci, Thomas Jefferson i Albert Einstein."

  • Typy klientów sklepów. Z doświadczenia :)

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEihRqYGobsASqJpKsRLravUo-eVftzV7E9aT7j9cEDHHaOA7mtSaP5sEFZWhONnNh4mhIv566L34DKNKapjj-7xzHiyftsFEJ8RwVOrzqnFMeGq6fmbMHunm40r5Jx7nOsgtIrd9Gz_RF2D/s1600/typy_klientow.jpg

    Jak większość z Was (tak z dużej, bo Was lubię), wie pracuję znaczną część życia na marketach. Marketach różnego rodzaju.

  • Liebster Blog Award czyli krótkie Q&A

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHpeGLWmfg_tyYtTn13BphVnniZEpmgBj359McN-_FmOyRg6KO4To9Oh6p9l7xtR8Bx3lf7_yAz3Pls6vVscMoGHNEXyxx95rZchz5SW8piM61gRafic9GZZmbgaHD0hgwKQpXUwX5lUkK/s1600/liebster.jpg

    Weronika nominowała mój blog do odpowiedzi na Liebster Blog Award. Jest to cykl w którym blogerzy nominują 11 blogów do odpowiadania na 11 pytań w dowód uznania ich pracy.

czwartek, 20 lutego 2014

Herbaty i przyprawy? Naturalnie!



Dziś kurier dość mocno nas zaskoczył! Zwykle dostajemy w paczce tylko kilka rzeczy, niektóre firmy w ogóle proponują np. jedną lub dwie próbki czegoś małego, gdzie po użyciu efektów nie uda się opisać. Tym razem firma bardzo miło nas zaskoczyła. :)

Czy słyszeliście o firmie Evita - Smak Orientu? Umówiliśmy się, że przetestujemy ich kilka herbat... a tu w paczce nie dość, że znaleźliśmy połowę asortymentu z herbat to jeszcze drugie tyle przypraw! W sumie jak tak patrzę wyżej, to zdjęcie nie oddaje ilości produktów, które do nas dotarły. Łącznie 25 opakowań! Nasza kuchnia będzie od teraz bogatsza w wiele wyjątkowych smaków. Już niedługo możecie na Testandwrite trafić na kilka ciekawych przepisów.


W sumie od razu zabraliśmy się za testowanie! W zasadzie herbata to nie krem, którego efekty obserwuje się po kilku dniach to też po rozpakowaniu paczki postawiliśmy wodę na naszego towarzysza najbliższych dni - czyli herbatę.


Wybór padł na Gruszkową fantazję, z racji, ze bardzo ten owoc lubimy. Zastanawialiśmy się jeszcze nad Żurawinową czarną, ale tej spróbujemy zapewne jutro. Zwykle na co dzień pijemy herbatę w piramidkach, bo w niej widać całą zawartość, która unosi się wewnątrz po zaparzeniu. Już dawno zerwaliśmy ze zwykłymi torebkami, w których jest mocno sproszkowana herbata i aromat, który jedynie pachnie odpowiednim owocem. Od dłuższego czasu chcieliśmy się przerzucić na herbaty sypane, liściaste, gdyż widać w nich, prawdziwe wysuszone liście herbaty oraz, jak widać na zdjęciu, suszone kawałki owoców i kwiatów.


Herbata, którą dziś się uraczyliśmy to Gruszkowa fantazja, czyli herbata czarna o smaku nalewki gruszkowej. Wewnątrz opakowania znajdują się ususzone liście herbaty czarnej, owoce porzeczki czarnej i czerwonej, skórka pomarańczy, owoc bzu, płatki bławatka, kwiat pomarańczy oraz hibiskus. 

Do każdego z dwóch kubków wsypaliśmy po łyżce herbaty i po zalaniu wodą parzyliśmy przez 5 minut. Po zaparzeniu z kubka uwolnił się słodki, lekko miodowy zapach, który unosił się w całym pokoju. W smaku wyraźnie wyczuć można aromat czarnego bzu i pomarańczy, ale myślę, że każdy w tym bogatym bukiecie smaku wyczuje coś innego.


Często pijecie herbatę? Czy preferujecie inne napoje towarzyszące codzienności?

Pozdrawiam, Dawid


środa, 19 lutego 2014

Kupony zniżkowe w bardzo smacznej pizzerii!


Z racji, że bardzo lubię pewnego vlogera jestem uczulony na wszelką lipę w kuponach zniżkowych. Coś takiego jak w Subwayu ostatnio, gdzie nie zarabiało się przy używaniu kuponów prawie nic, czy niedawno w KFC nie przejdzie. Trafiliśmy przedwczoraj w miejsce, w którym można nie dość, że zjeść mega smacznie, to jeszcze przyzwoicie tanio.

Takim miejscem jest otworzona dość niedawno w Bielsku-Białej pizzeria Dominium. W reszcie Polski też jest ich dość dużo. Wystrój bardzo ładny, raczej minimalistyczny z akcentami świeżych ziół na stole i za kanapami. Smak? Wyjątkowy. Mają tam kilka pizz w kategorii Della Casa i według mnie one wyróżniają tę pizzerię na tle konkurencji.

My wzięliśmy Rucola Panna.  Aż wam skopiuję składniki, bo to bardzo mocny punkt tej pizzy: sos śmietanowy, grillowany bekon, pomidory z zalewy czosnkowej, plastry mozzarelli, ser favita, suszona bazylia, świeża rukola. Tak dużo składników przy cenie jak za zwykłą pizzę! I tak wyglądają wszystkie pizze z tej kategorii.

Pizza jest mięciutka, aż po same brzegi, więc dla tych, którzy zawsze zostawiali je na talerzu jest to dobra wiadomość, gdyż w tym przypadku nic nie tracą. Składniki są świeże i jest ich naprawdę dużo na placku. Smak proponowanych przez  Dominium pizz jest tak wyjątkowy, że po raz pierwszy nie musieliśmy domawiać sosu, aby nie psuć sobie efektu.

Miało być o kuponach zniżkowych - znajdują się one na facebookowym profilu Dominium. Najbardziej opłaca się wziąć pizzę do 13tej - wtedy zapłacimy tylko 50% ceny. Kupony  oprócz FB otrzymacie również wraz z rachunkiem. Mają też zniżki studenckie.

Prawda, że wygląda apetycznie?


PS. Za reklamę nie wzięliśmy ani złotówki :) Po prostu aż tak nam się podobało, że postanowiliśmy się wrażeniami podzielić.

Dawid

wtorek, 18 lutego 2014

Seksowna wygrana w konkursie Oleńki


Zobaczcie jakie cudeńko udało mi się wygrać na Facebookowym fanpage'u hurtowni bielizny i rajstop Oleńka! Wprawdzie nie robię recenzji wygranych rzeczy, ale ta mnie bardzo urzekła. Oto piękny pas do pończoch wykonany z białej koronki, który będzie mi przydatny, jeśli zaplanuje założyć pończochy pod np. sukienkę. Pończochy są zwykle samonośne, ale różnie z tym bywa i warto mieć taki pas, żeby się nie martwić, że koronka z pończochy nagle wyłoni się spod rąbka spódnicy czy sukienki.


Koronka zawiera piękne, ozdobne elementy w postaci większych oraz drobniejszych kwiatuszków i listeczków wykonanych z delikatnej, białej koronki. Na środku jest mała kokardka wykonana z białej tasiemki. Myślę, że taki element bielizny można założyć pod jasną sukienkę koktajlową, ale pewnie spokojnie nada się pod suknię ślubną ;)


Tak właśnie wygląda zapięcie, które ma za zadanie przytrzymać nam pończoszkę, żeby nie zjeżdżała z nogi. Element ten znajduje się na końcu regulowanych paseczków, które przypominają ramiączka biustonosza. Również zapięcie pasa przypomina to, które znajduje się przy każdym standardowym biustonoszu, więc korzystanie z pasa nie jest zbytnio skomplikowane.

Jeżeli macie ochotę uzupełnić swoją kolekcję seksownej bielizny o coś wyjątkowego i tym samym zaskoczyć swojego partnera zapraszam do regularnego odwiedzania fanpage hurtowni Oleńka.

A na zakończenie wpisu słodki akcent, czyli domowe croissanty, które przygotowałam wczoraj na podwieczorek. 


Do przygotowania croissantów wystarczy gotowe ciasto francuskie, które kupicie w większości marketów. My akurat nasze zakupiliśmy w Tesco Extra w Bielsku. Ciasto należy rozwinąć i pokroić na trójkąty. Ja zrobiłam sześć trójkątów, ponieważ jesteśmy we troje, więc wyszło po dwa rogaliki na głowę. 


Gotowe rogaliki są ślicznie zarumienione z obu stron, a wewnątrz chowają nadzienie z marmolady różanej i musu jabłkowowego. Oczywiście nie musi być na słodko, możecie nadziać je serem, szynką albo wymyślić coś oryginalnego i pochwalić się nam swoim pomysłem ;)

Magdalena

niedziela, 16 lutego 2014

Pyszna kolacja z Majonezem Kętrzyńskim



W tym tygodniu dotarła do nas paczka w związku ze współpracą z dobrze wszystkim znaną i lubianą agencją Credo PR. Wewnątrz kilka cudeniek od marek Majonez Kętrzyński oraz GorVita. O pozostałych produktach dowiecie się w późniejszym czasie przy okazji kolejnych wpisów. Ta recenzja będzie dotyczyła wyłącznie majonezu, który otrzymaliśmy w dwóch wersjach pojemnościowych, czyli w opakowaniu 280ml i 220ml.


Postanowiłam zatem na wczorajszą kolację zrobić moją popisową sałatkę śledziową, którą Dawid tak uwielbia. Aby ją przyrządzić potrzebne są:
  • śledzie w zalewie kwaśnej, słonej lub olejowej - jak wolicie, ja lubię kwaśną, ale często też kupuję w olejowej,
  • ogórki kiszone lub korniszony - albo jedno i drugie,
  • grzybki w occie - w moim przypadku domowej roboty,
  • cebulka - świeża lub też ta, którą wyłowicie ze słoika ze śledziami,
  • oczywiście Majonez Kętrzyński,
  • śmietana lub mleko
  • musztarda
  • pieprz.
Płaty śledziowe kroję na pół wszerz a następnie wzdłuż, a potem kroję na cieniutkie ( na oko 1cm) paseczki. Resztę dodatków kroję w kostkę, ale niestety tym razem zabrakło mi ogóreczków, więc musiały mi wystarczyć grzybki. Możecie dolać nieco wody z kiszonych ogórków, jeśli takich użyjecie.


Następnie dodaję majonez, zależnie od ilości składników, ale ja na dwa płaty śledzia i to co widzicie w miseczce dałam jakieś trzy duże łyżki Majonezu Kętrzyńskiego. Następnie trochę mleka, aby nie było zbyt gęste i musztardy. Na koniec przyprószyłam nieco pieprzem i to na tyle. Jeżeli lubicie możecie dodać szczyptę cukru lub soli, ja natomiast nie używam soli prawie w ogóle, gdyż zatrzymuje wodę wraz z toksynami w organizmie. Zawsze staram się zastąpić sól innymi aromatycznymi przyprawami, ale o tym może kiedyś indziej.


Oto efekt mojej pracy, czyli smaczna sobotnia kolacyjka, o której teraz wspominam. Gdyby nie mój pomocnik Majonez Kętrzyński nie byłoby tak smacznie ;) Dodatkowo sałatkę przyozdobiłam, własnym rzecz jasna, szczypiorkiem czosnkowym, a na zagryzkę chlebuś z masełkiem.

Majonez Kętrzyński ma w swojej ofercie bogaty wybór majonezów w słoiczkach o różnej pojemności, tubkach (aby łatwiej się zdobiło kanapki ), a także inne produkty takie jak sosy,  nawet wypieki. Firma posiada również ofertę przygotowaną specjalnie dla punktów gastronomicznych. Jeżeli chcecie, aby Wasze kanapki, sałatki, mięsa i inne potrawy miały odpowiedniego kompana, który doda im wyjątkowego smaku odwiedźcie Majonez Kętrzyński i zaproście go do domu. Dodatkowo polecam fanpage Majonezu Kętrzyńskiego na FB, znajdziecie tam porady oraz konkursy.

Polecam, Magdalena

P.S.: W piątek były Walentynki i zobaczcie co dostałam od mojego kochanego mężczyzny - mój wymarzony kwiatuszek w kształcie serduszek ;)


Prawda, że piękny?

Magdalena



środa, 12 lutego 2014

Znów wraca zima... ale mamy jak z nią walczyć! Nikwax!


Dziś wpis nieco z innej kategorii, a mianowicie dotarła do nas paczka od firmy Nikwax. Wprawdzie wkradł się mały błąd i tylko produkt z prawej strony zamawialiśmy, ale może drugi też przy jakiejś okazji uda się przetestować.

Produkt, który widzicie z prawej to Żel Czyszczący do Obuwia. Środek czyści buty, odnawiając ich właściwości hydrofobowe i oddychające. Moje zimowe Campusy będą z pewnością zadowolone, zwłaszcza, że kolejny raz w tym roku odwiedziła nas zima i muszę je znów przeprosić (a były już wyczyszczone i schowane w szafce na kolejną zimę). Efekty przyjdzie nam zobaczyć już niedługo w recenzji :) zatem zapraszam do śledzenia bloga.

Przy okazji na stronie Nikwax można po krótkim i łatwym quizie otrzymać próbkę ich produktów. Tym razem można dostać Wosk Impregnujący do Skóry licowej. Ja w sumie butów ze skóry licowej nie mam, więc wygłupiał się nie będę, ale jeśli ktoś takie ma, to oczywiście zapraszam do wypełnienia quizu na stronie.

Swoją drogą - strasznie irytuje mnie to sypanie śniegu jakąś solą, piaskiem etc. Czy nie lepiej, żeby każdy zainwestował w lepsze buty "na lata", które przy okazji mają powierzchnię antypoślizgową? Potem masa tego piasku naniesionego do domu, niemal codziennie mycie przedpokoju, ehh. Myślałem, że na ten rok problem mamy z głowy... ;)

U was też taki niespodziewany widok za oknem?

Dawid



poniedziałek, 10 lutego 2014

Ambasadorka Jamar i jej zimowe zapasy


Jakiś czas temu zostałam ambasadorką produktów marki Jamar czego efektem była bogata przesyłka. Bardzo się ucieszyłam, ponieważ w zeszłym roku doszłam do wniosku, że zacznę moją przygodę z marynowaniem. Otrzymałam do przetestowania trzy butelki octu fermentacyjnego, spirytusowego 10% kwasowości.


Uwielbiam marynaty, ponieważ warto mieć w domu, zawsze pod ręką jakąś pyszną sałatkę do obiadu lub chociaż korniszonki. Jednak nie zawsze jestem zadowolona ze smaku tych zakupionych przetworów, a poza tym chciałabym cieszyć się własnymi wyrobami, w które włożę pasję.

Marynaty mogą być przydatne przez cały rok, natomiast latem świeże warzywa są tanie, a jesienią łatwo dostępne w przyrodzie, więc lepiej spożywać świeże ile się da :) Zimą jednak zwykle ograniczamy spożywanie sałatek ze świeżych warzyw oraz świeżych przetworów z warzyw i owoców na rzecz zapasów ze spiżarni.  W naszej spiżarni zostało jeszcze trochę słoiczków pełnych smacznych przetworów.


Oto przepis na marynowane rzodkiewki, czyli coś co mnie trochę zaskoczyło, chociaż pewnie nie powinno, gdyż można marynować właściwie chyba wszystko, nawet słodkie gruszki. Przepis pochodzi ze strony Marynujemy 

Składniki:
- rzodkiewki 2 pęczki
- ocet spirytusowy Jamar 0,75 szklanki
- woda 0,75 szklanki
- cukier 3 łyżki
- sól kłodawska 2 łyżeczki
- pieprz zielony łyżeczka

Wykonanie:
Rzodkiewki umyć, oczyścić, nakłuć lub przekroić. Ułożyć w słoiczku, wsypać pieprz. Składniki marynaty: ocet, wodę, sól i
cukier zagotować, zalać rzodkiewki. Zamknąć, zamieszać. Jeść po dwóch dniach. Uwaga, rzodkiewki na drugi dzień staną się całe różowe.


Taką rzodkiew można użyć jako składnik sałatki, podać jako zakąskę albo nawet sporządzić z nią sushi. Oczywiście jeśli macie ochotę to można również dodać do słoiczka innych przypraw np. chilli.


W tym słoiczku znajduje się marynowana cukinia w zalewie octowej z curry i to również jest eksperyment. Ja akurat w moim przepisie użyłam dwóch rodzajów cukinii - zielonej i prążkowanej. Zalewę przygotowałam z użyciem octu Jamar, wody, soli, cukru oraz przyprawy curry i kurkumy.


A tutaj popularne grzybki marynowane z marchewką, której tutaj niestety nie widać. Wybrałam najmniejsze pieczarki jakie były możliwe, przekroiłam każdą na cztery części, a do słoiczka włożyłam marchew, listek laurowy, ziele angielskie oraz ziarenka gorczycy. Pieczareczki są moimi ulubionymi przetworami oprócz ogórków, ponieważ uwielbiam ich smak, a także mogę ich używać do sałatek, śledzi oraz jako zagryzkę.

Wszystkie słoiczki przyozdobiłam serwetką i zaniosłam do piwnicy, bo jak wiadomo przetwory lubią ciemne i chłodne pomieszczenia.
















Dodatkowo od firmy Jamar otrzymałam cztery rodzaje octu: winny balsamiczny, z czerwonego wina, z białego wina oraz jabłkowy, które można użyć do sałatek, surówek, marynowania mięsa, a nawet do ciast. 

Pomidory

Papryka

Mam nadzieję, że w tym roku jesienią będę mogła przygotować przetwory z własnych warzyw, ponieważ mam już małe sadzonki papryk i pomidorów. Sadzę roślinki z nasionek wyjętych z warzyw, które kupuję w markecie, więc tym bardziej mnie cieszy, że mogę patrzeć jak roślinka rośnie "od nasionka". Chciałabym wiosną założyć mini ogródek na balkonie i hodować tam własne smaczne i zdrowe warzywa. Trzymajcie kciuki, żeby sadzonki przetrwały do maja, żebym mogła je przesadzić do skrzynek. Zdradzę Wam, że papryka jest bardzo silna, moja peperoni wyrosła z nasionka, które wyjęłam z pizzy, a ta z kolei spędziła kilka minut w piecu nagrzanym do 300 stopni.

Polecam zatem hodowlę własnych warzyw, które można później wykorzystać do przygotowania zimowych zapasów z pomocą znakomitego octu Jamar, który kupicie w każdym dobrym sklepie i markecie w dobrej niskiej cenie.

Magdalena

czwartek, 6 lutego 2014

Wildlife Photography of the Year 2013!


Chcieliśmy po raz kolejny zaprosić Was na niesamowitą wystawę Wildlife Photographer of the Year 2013!
Wczoraj odbyła się inauguracja, na której przez pracę nie byliśmy, ale na pewno na dniach całą wystawę zobaczymy.
Promujemy tę imprezę co roku. Dlaczego? 
Po pierwsze w tym roku na konkurs wysłano 46 tysięcy zdjęć. Wybrano 100 najlepszych... powinno wystarczyć na rekomendację, bo to kwintesencja fotografii przyrodniczej. Czasami zdarza mi się stwierdzić "o, tę fotkę bym zrobił gdybym tylko tam był i miał podobny sprzęt", ale większość z tych zdjęć jest na prawdę tak unikalnych, że oglądanie ich wrzuca nas w fazę zdumienia i można tylko powiedzieć "to tak się da?".
Gdyby to były tylko zdjęcia, to nie byłoby jeszcze takiego efektu. Wystawa Wildlife Photographer of the Year proponuje coś więcej. Tym czymś jest opowiadanie o zdjęciu. Fotografowie nie tylko zdradzają jakim sprzętem dokonali tych niemałych cudów, ale... opisują dokładną historię zdjęcia. Ile godzin czekali na konkretne ujęcie, przy okazji zrobienia zdjęcia czy w jakich warunkach się odbyło. Czasami to zdjęcia zrobione przy okazji, jednak częściej zdarza się, że ktoś godzinami, a nawet dniami czekał w jednym miejscu dla zwycięskiego zdjęcia w danej kategorii. Uwielbiam np walkę o zdjęcia roku w najmłodszych kategoriach. Rok temu opisana była historia chłopczyka, który siedział w ukryciu trzy tygodnie, aby zrobić zdjęcie walczących głuszców podczas godów. Fotografia wyszła niesamowicie - chłopak mimo młodego wieku wiedział, że warto się poświęcić. :)

Po drugie - wystawa jest D A R M O W A! Na prawdę - darmowa. Nic nie tracicie przychodząc - znajduje się w Bielskim BWA na parterze, wystarczy wejść i zobaczyć. Obejrzenie setki zdjęć zajmuje chwilę. My bywamy tam co roku ponad godzinę, żeby poczytać historie zdjęć, zastanowić się nad możliwością zrobienia takiego zdjęcia w okolicy, etc. To na prawdę ciekawy sposób na spędzenie wieczoru.

Wystawę w Bielsku-Białej można zobaczyć od 6 lutego do 3 marca. Od 8-18 w tygodniu oraz 10-18 w soboty, niedziele i święta.
Zachęcam serdecznie, bo to na prawdę ciekawa przygoda warta przeżycia. Sponsorem wystawy są po raz szósty - Zakłady Tłuszczowe „Bielmar" Spółka z o.o. w Bielsku-Białej.

Rok temu kompletnie zapomniałem poinformować, że skoro nie jesteście z Bielska - to jeszcze nic straconego. Inne miasta w Polsce również będą organizować tę wystawę. Pełny wykaz miejsc znajdziecie na stronie wystawy.

Dawid

poniedziałek, 3 lutego 2014

Wyjątkowy pomysł na prezent Walentynkowy. 14 luty tuż, tuż!


Już niebawem święto zakochanych, a co za tym idzie wypadałoby już zacząć zastanawiać się nad wyborem prezentów walentynkowych, a także smakołyków na wieczorną romantyczną kolację. W związku z tym firma produkująca czekoladowe podarunki po raz kolejny wyszła do nas z propozycją przetestowania ich czekoladek z życzeniami Chocobox. 

Chocobox to pudełeczko, które zawiera moc życzeń dla ukochanej osoby, a my tym razem chcieliśmy  podkreślić, że kolejne Walentynki chcemy znów spędzić z czekoladowym pudełkiem i jesteśmy im wdzięczni za okazane zaufanie.


Tym razem mieliśmy do wyboru pudełko z 24 czekoladkami i własnymi życzeniami lub 12 unikatowych pralin z motywami walentynkowymi. Wybraliśmy ponownie czekoladki, ponieważ przypadło nam do gustu ich nadzienie o smaku czekoladowo-waniliowym z nutką pomarańczy. Dodam, że same czekoladki wykonane są z wyśmienitej belgijskiej czekolady, a wszystkie składniki posiadają atest spożywczy zatwierdzony przez Sanepid.

Czekoladki Chocobox to idealny pomysł, aby w tym szczególnym dniu wyrazić swe uczucia poprzez słodkie literki. Jeżeli macie ochotę możecie wyrazić znacznie więcej, ponieważ w ofercie są różne rozmiary pudełek, a także zestawy wykwintnych pralin, czekolade sztabki, figurki i inne specjały na różne okazje.


Nasze czekoladki grzecznie czekają, w pięknym zdobionym opakowaniu, które wybraliśmy z szerokiej oferty wzorów, aby w przyszły piątek móc osłodzić nam ten szczególny dzień... a także wieczór, bo jak się pewnie orientujecie czekolada jest idealnym afrodyzjakiem, którego nie może zabraknąć w takiej chwili.

 




 Mmm... już nie możemy się doczekać, aby rozkoszować się ich smakiem :P

Magdalena

 http://www.chocobox.pl/

sobota, 1 lutego 2014

W nowy rok jeszcze bardziej zorganizowani!


Przyszła do nas wczoraj przesyłka z Wydawnictwa Tebra, którego produkty można kupować w sklepie internetowym terminarze.pl.
Już na samym początku spotkało nas miłe zaskoczenie... terminarze otrzymaliśmy dwa. Fajnie, że firma pamięta o tym, że testujemy wspólnie, bo często zdarza się tak, że nasi kontrahenci zapominają o męskiej stronie bloga.
Mały minusik za brak możliwości wyboru terminarza, ale w zasadzie za specjalnie się nie upominałem. Wiadomo, że każdy facet lubi rzeczy bardziej związane ze sportem, ale terminarz jeździecki będzie wyglądał równie dobrze.


Wykonanie jest ciekawe - gruba, ale puszysta obwoluta (pojęcia nie mam jak się to fachowo nazywa, ale przecież nie po porady fachowe tu przychodzicie) jest miła w dotyku i kalendarz w rękach dobrze się przez to trzyma. Rzadko w poprzednich latach używałem terminarzy - bo nie ukrywając - albo trzeba wydać z 50zł albo pozostaje kupno badziewia z twardą obwolutą i kartkami z recyklingu. Recykling popieram rękami i nogami, ale taki papier niespecjalnie nadaje się do czegoś, do czego ma się miło wracać. Terminarz jeździecki kosztuje w sklepie internetowym 29,99, można uznać, że może to i nie mało, ale po obejrzeniu środka przekonacie się, że warto te pieniądze w niego zainwestować. W końcu to jakieś 8 groszy na dzień, które dzięki regularnemu planowaniu można nieźle pomnożyć. ;)


Pierwsza strona - wiadomo, miejsce na dane, w razie gdybyśmy go zgubili, a ktoś był tak miły i go np. odesłał. W sumie chyba są jeszcze uczciwi ludzie na świecie. Natomiast nie to mnie urzekło... widzicie to zdjęcie użyte w znaku wodnym? Dla mnie rewelacja. Nie jest wrzucona za mocno, żeby nie zasłaniało tekstu, nie jest też to puste pole co sprawiałoby, że w naszym kalendarzu wiałoby nudą. Takie zdjęcia przewijają się przez prawie cały kalendarz. Prawie, bo jest tam coś jeszcze...


Ale w sumie o tym później. Tu macie przykładową stronę. Na lewej 5 linijek na każdy dzień, wschód/zachód słońca - standard. Znów podoba mi się jednak coś innego... PRAWA STRONA! Nie spotkałem się z tym jeszcze nigdzie. Mamy na każdy tydzień CAŁĄ stronę na zapisywanie planów. Muszę się przyznać, że jestem niesamowicie zorganizowanym człowiekiem. Wszystko ułożone, katalogowane. W sumie dziewczyny z pewnej grupy mogą się o tym przekonywać na co dzień (pozdrowionka ;)). Mimo, że pisałem, że nie używałem terminarza, to jednak wszystko wpisywałem do telefonu lub na kartach. Była tego cała masa i pewnie w te 5 linijek nie byłoby szans się zmieścić. Co innego jednak na prawej stronie. Plany tygodniowe związane z pracą, uczelnią lub blogiem będę mógł umieszczać na wspomnianej prawej stronie... natomiast - nie zawsze.


I tym sposobem przeszedłem do strony bez zdjęcia wodnego. Też ładna, prawda? :) ilustracje przewijające się co kilkanaście stron dodają kolorytu i wyrazu Terminarzowi jeździeckiemu. Są to zdjęcia z obrazu wodnego, tyle że w niezłej jakości wydrukowane na kilku prawych stronach. Wszystko niestety nie może być idealnie... na ich odwrocie znajdziemy ZAWSZE reklamę. :/ No cóż, rozumiem koszty drukowania zdjęcia, niechęć do podwyższenia ceny kosztem rezygnacji z tych reklam, ale jednak te 6-7 reklam nieco psuje obraz. W sumie większość z nich jest tematycznych i pasjonatom koni przeszkadzać pewnie nie będą, jednak mnie trochę tak.


Powyżej jeszcze zobaczcie sobie jedną z kilku stron tematycznych terminarza. Jest ich kilka z przodu - o budowie konia, postawach, natomiast z tyłu znajdziecie adresy stajni, szkółek jeździeckich i związków. Jeśli jeszcze w tym roku nie zakupiliście terminarza, to polecam Wam Wydawnictwo Tebra, natomiast jeśli już macie, to zapamiętajcie ten link na przyszły rok. Oprócz terminarza jeździeckiego wydawnictwo wydaje również terminarze: piłkarskie, rowerowe, wędkarskie, łowieckie, żeglarskie, wojskowe i marynarskie. Z roku na rok wydają coraz więcej, więc warto odwiedzić ich stronę w zasadzie co zakończenie roku aby sprawdzić czy poszerzyli ofertę o tematykę nas interesującą.


A ja tymczasem zabrałem się do uzupełniania terminarza :) sesja się zbliża i mimo, że jest w tym roku łagodna jak tegoroczna zima to jednak kilka razy jeszcze na uczelnię przyjdzie mi się wybrać. Życzcie szczęścia, bo jednak mimo wszystko - przyda się.

Dawid
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...