Blogger Tips and TricksLatest Tips For BloggersBlogger Tricks
  • Na co komu Walentynki?

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgZ8_HCZaJs_vHRni9v7UpPmqSWVGgLVNE1JMMUJyc3bn9Ok0j1S8NviTYBDcg3ut3Ng6TRlRyASk3VtoCXTD84fqOyodUQsBscaj7RMdHMej2hLfumJTL07kEkbt7zydUlxtlbaFja7hmc/s1600/Walentynki.jpg

    Miliardy serduszek. Baloników, lizaków, kwiatków, misiów. Po co?

  • Blue monday - czyli jeśli nie lubisz poniedziałku, to tego wyjątkowo.

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjv6XiBKrjDZL18gaHUh0PbU63AExFnk-qbuTpODc50leVxnG2WxJCIfPQ9-Bv4Ahn2OLltFgJA6pLjiEU0yTK6dcHquCAF7UJMaSXwqq76UcBbAZSowBCDbYx0VNKT1IgBU-0K8wvXjk3m/s1600/blue_monday.jpg

    Dziś w teorii najbardziej depresyjny poniedziałek w roku. Według wyliczeń kogoś mądrego, albo po prostu siedzącego na odpowiednim stołku 18 stycznia jest dniem, w którym nie powinniście wychodzić spod kołdry, bo nic dobrego Was nie spotka.

  • Sposób na brak wolnego czasu.

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgnb4ki9YsM5ogDjUd4A__5oeaoQMCzlwHR54d-bdeQL5JvpAzo8FfYb6TruvhPKfSW3eltWgfH4IUreqE5QN5mnIh7JEy2RqKhr7PeHNzXpBhDHBKCxQCMSMrCG5s4hHutdUeXBDXOJBoH/s1600/sposob_na_brak_wolnego_czasu.jpg

    "Nie mów, że nie masz czasu. Masz tyle samo godzin na dobę, ile mieli Helen Keller, Pasteur, Michał Anioł, Matka Teresa, Leonardo da Vinci, Thomas Jefferson i Albert Einstein."

  • Typy klientów sklepów. Z doświadczenia :)

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEihRqYGobsASqJpKsRLravUo-eVftzV7E9aT7j9cEDHHaOA7mtSaP5sEFZWhONnNh4mhIv566L34DKNKapjj-7xzHiyftsFEJ8RwVOrzqnFMeGq6fmbMHunm40r5Jx7nOsgtIrd9Gz_RF2D/s1600/typy_klientow.jpg

    Jak większość z Was (tak z dużej, bo Was lubię), wie pracuję znaczną część życia na marketach. Marketach różnego rodzaju.

  • Liebster Blog Award czyli krótkie Q&A

    https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHpeGLWmfg_tyYtTn13BphVnniZEpmgBj359McN-_FmOyRg6KO4To9Oh6p9l7xtR8Bx3lf7_yAz3Pls6vVscMoGHNEXyxx95rZchz5SW8piM61gRafic9GZZmbgaHD0hgwKQpXUwX5lUkK/s1600/liebster.jpg

    Weronika nominowała mój blog do odpowiedzi na Liebster Blog Award. Jest to cykl w którym blogerzy nominują 11 blogów do odpowiadania na 11 pytań w dowód uznania ich pracy.

środa, 12 lutego 2014

Znów wraca zima... ale mamy jak z nią walczyć! Nikwax!


Dziś wpis nieco z innej kategorii, a mianowicie dotarła do nas paczka od firmy Nikwax. Wprawdzie wkradł się mały błąd i tylko produkt z prawej strony zamawialiśmy, ale może drugi też przy jakiejś okazji uda się przetestować.

Produkt, który widzicie z prawej to Żel Czyszczący do Obuwia. Środek czyści buty, odnawiając ich właściwości hydrofobowe i oddychające. Moje zimowe Campusy będą z pewnością zadowolone, zwłaszcza, że kolejny raz w tym roku odwiedziła nas zima i muszę je znów przeprosić (a były już wyczyszczone i schowane w szafce na kolejną zimę). Efekty przyjdzie nam zobaczyć już niedługo w recenzji :) zatem zapraszam do śledzenia bloga.

Przy okazji na stronie Nikwax można po krótkim i łatwym quizie otrzymać próbkę ich produktów. Tym razem można dostać Wosk Impregnujący do Skóry licowej. Ja w sumie butów ze skóry licowej nie mam, więc wygłupiał się nie będę, ale jeśli ktoś takie ma, to oczywiście zapraszam do wypełnienia quizu na stronie.

Swoją drogą - strasznie irytuje mnie to sypanie śniegu jakąś solą, piaskiem etc. Czy nie lepiej, żeby każdy zainwestował w lepsze buty "na lata", które przy okazji mają powierzchnię antypoślizgową? Potem masa tego piasku naniesionego do domu, niemal codziennie mycie przedpokoju, ehh. Myślałem, że na ten rok problem mamy z głowy... ;)

U was też taki niespodziewany widok za oknem?

Dawid



poniedziałek, 10 lutego 2014

Ambasadorka Jamar i jej zimowe zapasy


Jakiś czas temu zostałam ambasadorką produktów marki Jamar czego efektem była bogata przesyłka. Bardzo się ucieszyłam, ponieważ w zeszłym roku doszłam do wniosku, że zacznę moją przygodę z marynowaniem. Otrzymałam do przetestowania trzy butelki octu fermentacyjnego, spirytusowego 10% kwasowości.


Uwielbiam marynaty, ponieważ warto mieć w domu, zawsze pod ręką jakąś pyszną sałatkę do obiadu lub chociaż korniszonki. Jednak nie zawsze jestem zadowolona ze smaku tych zakupionych przetworów, a poza tym chciałabym cieszyć się własnymi wyrobami, w które włożę pasję.

Marynaty mogą być przydatne przez cały rok, natomiast latem świeże warzywa są tanie, a jesienią łatwo dostępne w przyrodzie, więc lepiej spożywać świeże ile się da :) Zimą jednak zwykle ograniczamy spożywanie sałatek ze świeżych warzyw oraz świeżych przetworów z warzyw i owoców na rzecz zapasów ze spiżarni.  W naszej spiżarni zostało jeszcze trochę słoiczków pełnych smacznych przetworów.


Oto przepis na marynowane rzodkiewki, czyli coś co mnie trochę zaskoczyło, chociaż pewnie nie powinno, gdyż można marynować właściwie chyba wszystko, nawet słodkie gruszki. Przepis pochodzi ze strony Marynujemy 

Składniki:
- rzodkiewki 2 pęczki
- ocet spirytusowy Jamar 0,75 szklanki
- woda 0,75 szklanki
- cukier 3 łyżki
- sól kłodawska 2 łyżeczki
- pieprz zielony łyżeczka

Wykonanie:
Rzodkiewki umyć, oczyścić, nakłuć lub przekroić. Ułożyć w słoiczku, wsypać pieprz. Składniki marynaty: ocet, wodę, sól i
cukier zagotować, zalać rzodkiewki. Zamknąć, zamieszać. Jeść po dwóch dniach. Uwaga, rzodkiewki na drugi dzień staną się całe różowe.


Taką rzodkiew można użyć jako składnik sałatki, podać jako zakąskę albo nawet sporządzić z nią sushi. Oczywiście jeśli macie ochotę to można również dodać do słoiczka innych przypraw np. chilli.


W tym słoiczku znajduje się marynowana cukinia w zalewie octowej z curry i to również jest eksperyment. Ja akurat w moim przepisie użyłam dwóch rodzajów cukinii - zielonej i prążkowanej. Zalewę przygotowałam z użyciem octu Jamar, wody, soli, cukru oraz przyprawy curry i kurkumy.


A tutaj popularne grzybki marynowane z marchewką, której tutaj niestety nie widać. Wybrałam najmniejsze pieczarki jakie były możliwe, przekroiłam każdą na cztery części, a do słoiczka włożyłam marchew, listek laurowy, ziele angielskie oraz ziarenka gorczycy. Pieczareczki są moimi ulubionymi przetworami oprócz ogórków, ponieważ uwielbiam ich smak, a także mogę ich używać do sałatek, śledzi oraz jako zagryzkę.

Wszystkie słoiczki przyozdobiłam serwetką i zaniosłam do piwnicy, bo jak wiadomo przetwory lubią ciemne i chłodne pomieszczenia.
















Dodatkowo od firmy Jamar otrzymałam cztery rodzaje octu: winny balsamiczny, z czerwonego wina, z białego wina oraz jabłkowy, które można użyć do sałatek, surówek, marynowania mięsa, a nawet do ciast. 

Pomidory

Papryka

Mam nadzieję, że w tym roku jesienią będę mogła przygotować przetwory z własnych warzyw, ponieważ mam już małe sadzonki papryk i pomidorów. Sadzę roślinki z nasionek wyjętych z warzyw, które kupuję w markecie, więc tym bardziej mnie cieszy, że mogę patrzeć jak roślinka rośnie "od nasionka". Chciałabym wiosną założyć mini ogródek na balkonie i hodować tam własne smaczne i zdrowe warzywa. Trzymajcie kciuki, żeby sadzonki przetrwały do maja, żebym mogła je przesadzić do skrzynek. Zdradzę Wam, że papryka jest bardzo silna, moja peperoni wyrosła z nasionka, które wyjęłam z pizzy, a ta z kolei spędziła kilka minut w piecu nagrzanym do 300 stopni.

Polecam zatem hodowlę własnych warzyw, które można później wykorzystać do przygotowania zimowych zapasów z pomocą znakomitego octu Jamar, który kupicie w każdym dobrym sklepie i markecie w dobrej niskiej cenie.

Magdalena

czwartek, 6 lutego 2014

Wildlife Photography of the Year 2013!


Chcieliśmy po raz kolejny zaprosić Was na niesamowitą wystawę Wildlife Photographer of the Year 2013!
Wczoraj odbyła się inauguracja, na której przez pracę nie byliśmy, ale na pewno na dniach całą wystawę zobaczymy.
Promujemy tę imprezę co roku. Dlaczego? 
Po pierwsze w tym roku na konkurs wysłano 46 tysięcy zdjęć. Wybrano 100 najlepszych... powinno wystarczyć na rekomendację, bo to kwintesencja fotografii przyrodniczej. Czasami zdarza mi się stwierdzić "o, tę fotkę bym zrobił gdybym tylko tam był i miał podobny sprzęt", ale większość z tych zdjęć jest na prawdę tak unikalnych, że oglądanie ich wrzuca nas w fazę zdumienia i można tylko powiedzieć "to tak się da?".
Gdyby to były tylko zdjęcia, to nie byłoby jeszcze takiego efektu. Wystawa Wildlife Photographer of the Year proponuje coś więcej. Tym czymś jest opowiadanie o zdjęciu. Fotografowie nie tylko zdradzają jakim sprzętem dokonali tych niemałych cudów, ale... opisują dokładną historię zdjęcia. Ile godzin czekali na konkretne ujęcie, przy okazji zrobienia zdjęcia czy w jakich warunkach się odbyło. Czasami to zdjęcia zrobione przy okazji, jednak częściej zdarza się, że ktoś godzinami, a nawet dniami czekał w jednym miejscu dla zwycięskiego zdjęcia w danej kategorii. Uwielbiam np walkę o zdjęcia roku w najmłodszych kategoriach. Rok temu opisana była historia chłopczyka, który siedział w ukryciu trzy tygodnie, aby zrobić zdjęcie walczących głuszców podczas godów. Fotografia wyszła niesamowicie - chłopak mimo młodego wieku wiedział, że warto się poświęcić. :)

Po drugie - wystawa jest D A R M O W A! Na prawdę - darmowa. Nic nie tracicie przychodząc - znajduje się w Bielskim BWA na parterze, wystarczy wejść i zobaczyć. Obejrzenie setki zdjęć zajmuje chwilę. My bywamy tam co roku ponad godzinę, żeby poczytać historie zdjęć, zastanowić się nad możliwością zrobienia takiego zdjęcia w okolicy, etc. To na prawdę ciekawy sposób na spędzenie wieczoru.

Wystawę w Bielsku-Białej można zobaczyć od 6 lutego do 3 marca. Od 8-18 w tygodniu oraz 10-18 w soboty, niedziele i święta.
Zachęcam serdecznie, bo to na prawdę ciekawa przygoda warta przeżycia. Sponsorem wystawy są po raz szósty - Zakłady Tłuszczowe „Bielmar" Spółka z o.o. w Bielsku-Białej.

Rok temu kompletnie zapomniałem poinformować, że skoro nie jesteście z Bielska - to jeszcze nic straconego. Inne miasta w Polsce również będą organizować tę wystawę. Pełny wykaz miejsc znajdziecie na stronie wystawy.

Dawid

poniedziałek, 3 lutego 2014

Wyjątkowy pomysł na prezent Walentynkowy. 14 luty tuż, tuż!


Już niebawem święto zakochanych, a co za tym idzie wypadałoby już zacząć zastanawiać się nad wyborem prezentów walentynkowych, a także smakołyków na wieczorną romantyczną kolację. W związku z tym firma produkująca czekoladowe podarunki po raz kolejny wyszła do nas z propozycją przetestowania ich czekoladek z życzeniami Chocobox

Chocobox to pudełeczko, które zawiera moc życzeń dla ukochanej osoby, a my tym razem chcieliśmy  podkreślić, że kolejne Walentynki chcemy znów spędzić z czekoladowym pudełkiem i jesteśmy im wdzięczni za okazane zaufanie.


Tym razem mieliśmy do wyboru pudełko z 24 czekoladkami i własnymi życzeniami lub 12 unikatowych pralin z motywami walentynkowymi. Wybraliśmy ponownie czekoladki, ponieważ przypadło nam do gustu ich nadzienie o smaku czekoladowo-waniliowym z nutką pomarańczy. Dodam, że same czekoladki wykonane są z wyśmienitej belgijskiej czekolady, a wszystkie składniki posiadają atest spożywczy zatwierdzony przez Sanepid.

Czekoladki Chocobox to idealny pomysł, aby w tym szczególnym dniu wyrazić swe uczucia poprzez słodkie literki. Jeżeli macie ochotę możecie wyrazić znacznie więcej, ponieważ w ofercie są różne rozmiary pudełek, a także zestawy wykwintnych pralin, czekolade sztabki, figurki i inne specjały na różne okazje.


Nasze czekoladki grzecznie czekają, w pięknym zdobionym opakowaniu, które wybraliśmy z szerokiej oferty wzorów, aby w przyszły piątek móc osłodzić nam ten szczególny dzień... a także wieczór, bo jak się pewnie orientujecie czekolada jest idealnym afrodyzjakiem, którego nie może zabraknąć w takiej chwili.

 




 Mmm... już nie możemy się doczekać, aby rozkoszować się ich smakiem :P

Magdalena

 http://www.chocobox.pl/

sobota, 1 lutego 2014

W nowy rok jeszcze bardziej zorganizowani!


Przyszła do nas wczoraj przesyłka z Wydawnictwa Tebra, którego produkty można kupować w sklepie internetowym terminarze.pl.
Już na samym początku spotkało nas miłe zaskoczenie... terminarze otrzymaliśmy dwa. Fajnie, że firma pamięta o tym, że testujemy wspólnie, bo często zdarza się tak, że nasi kontrahenci zapominają o męskiej stronie bloga.
Mały minusik za brak możliwości wyboru terminarza, ale w zasadzie za specjalnie się nie upominałem. Wiadomo, że każdy facet lubi rzeczy bardziej związane ze sportem, ale terminarz jeździecki będzie wyglądał równie dobrze.


Wykonanie jest ciekawe - gruba, ale puszysta obwoluta (pojęcia nie mam jak się to fachowo nazywa, ale przecież nie po porady fachowe tu przychodzicie) jest miła w dotyku i kalendarz w rękach dobrze się przez to trzyma. Rzadko w poprzednich latach używałem terminarzy - bo nie ukrywając - albo trzeba wydać z 50zł albo pozostaje kupno badziewia z twardą obwolutą i kartkami z recyklingu. Recykling popieram rękami i nogami, ale taki papier niespecjalnie nadaje się do czegoś, do czego ma się miło wracać. Terminarz jeździecki kosztuje w sklepie internetowym 29,99, można uznać, że może to i nie mało, ale po obejrzeniu środka przekonacie się, że warto te pieniądze w niego zainwestować. W końcu to jakieś 8 groszy na dzień, które dzięki regularnemu planowaniu można nieźle pomnożyć. ;)


Pierwsza strona - wiadomo, miejsce na dane, w razie gdybyśmy go zgubili, a ktoś był tak miły i go np. odesłał. W sumie chyba są jeszcze uczciwi ludzie na świecie. Natomiast nie to mnie urzekło... widzicie to zdjęcie użyte w znaku wodnym? Dla mnie rewelacja. Nie jest wrzucona za mocno, żeby nie zasłaniało tekstu, nie jest też to puste pole co sprawiałoby, że w naszym kalendarzu wiałoby nudą. Takie zdjęcia przewijają się przez prawie cały kalendarz. Prawie, bo jest tam coś jeszcze...


Ale w sumie o tym później. Tu macie przykładową stronę. Na lewej 5 linijek na każdy dzień, wschód/zachód słońca - standard. Znów podoba mi się jednak coś innego... PRAWA STRONA! Nie spotkałem się z tym jeszcze nigdzie. Mamy na każdy tydzień CAŁĄ stronę na zapisywanie planów. Muszę się przyznać, że jestem niesamowicie zorganizowanym człowiekiem. Wszystko ułożone, katalogowane. W sumie dziewczyny z pewnej grupy mogą się o tym przekonywać na co dzień (pozdrowionka ;)). Mimo, że pisałem, że nie używałem terminarza, to jednak wszystko wpisywałem do telefonu lub na kartach. Była tego cała masa i pewnie w te 5 linijek nie byłoby szans się zmieścić. Co innego jednak na prawej stronie. Plany tygodniowe związane z pracą, uczelnią lub blogiem będę mógł umieszczać na wspomnianej prawej stronie... natomiast - nie zawsze.


I tym sposobem przeszedłem do strony bez zdjęcia wodnego. Też ładna, prawda? :) ilustracje przewijające się co kilkanaście stron dodają kolorytu i wyrazu Terminarzowi jeździeckiemu. Są to zdjęcia z obrazu wodnego, tyle że w niezłej jakości wydrukowane na kilku prawych stronach. Wszystko niestety nie może być idealnie... na ich odwrocie znajdziemy ZAWSZE reklamę. :/ No cóż, rozumiem koszty drukowania zdjęcia, niechęć do podwyższenia ceny kosztem rezygnacji z tych reklam, ale jednak te 6-7 reklam nieco psuje obraz. W sumie większość z nich jest tematycznych i pasjonatom koni przeszkadzać pewnie nie będą, jednak mnie trochę tak.


Powyżej jeszcze zobaczcie sobie jedną z kilku stron tematycznych terminarza. Jest ich kilka z przodu - o budowie konia, postawach, natomiast z tyłu znajdziecie adresy stajni, szkółek jeździeckich i związków. Jeśli jeszcze w tym roku nie zakupiliście terminarza, to polecam Wam Wydawnictwo Tebra, natomiast jeśli już macie, to zapamiętajcie ten link na przyszły rok. Oprócz terminarza jeździeckiego wydawnictwo wydaje również terminarze: piłkarskie, rowerowe, wędkarskie, łowieckie, żeglarskie, wojskowe i marynarskie. Z roku na rok wydają coraz więcej, więc warto odwiedzić ich stronę w zasadzie co zakończenie roku aby sprawdzić czy poszerzyli ofertę o tematykę nas interesującą.


A ja tymczasem zabrałem się do uzupełniania terminarza :) sesja się zbliża i mimo, że jest w tym roku łagodna jak tegoroczna zima to jednak kilka razy jeszcze na uczelnię przyjdzie mi się wybrać. Życzcie szczęścia, bo jednak mimo wszystko - przyda się.

Dawid

czwartek, 30 stycznia 2014

Do walki z brudem uzbrojeni w Brait!


Wczoraj zdecydowaliśmy, że trzeba zrobić porządek w piwnicy, gdyż jakiś czas temu było tam wielkie malowanie i robotnicy nie zostawili po sobie porządku. Szafka, która tam sobie spokojnie stoi była cała zakurzona i miała na sobie ślady po farbie, którą malowano ściany. 



Postanowiliśmy, że zabierzemy ze sobą Brait Antistatic Spring Flower marki Dramers, który według producenta przeznaczony jest do wszystkich rodzajów mebli lecz na naszych matowych niestety się nie sprawdza, ale doskonale nadaje się do lakierowanych mebli takich jak ta szafka.















Mebel był w opłakanym stanie, fronty całe ubrudzone farbą, ale wystarczyło spryskać powierzchnię preparatem, który dzięki atomizerowi uwalnia się w postaci delikatnej, kremowej pianki.

Dzięki zawartej w Brait formule "ProtectSystem+" kurz nie fruwa w powietrzu osiadając później na innych przedmiotach i dusząc nas przy okazji, ale zostaje zatrzymany na ściereczce. Poza tym Brait dzięki powłoce antystatycznej zapobiega ponownemu osiadaniu kurzu. Dodatkowe sześć składników aktywno-pielęgnacyjnych pozwala czyścić meble tak, aby chronić go przed zarysowaniami, plamami i zaciekami.




Teraz szafka jest czysta, lśniąca i mamy nadzieję, że taka pozostanie na długo, a ułatwienie pracy podczas porządków zawdzięczamy agencji Best Image PR z którą współpracujemy.





wtorek, 28 stycznia 2014

Madzia i Dawid odnajdują jabłko (?) w raju!

Post w klimacie jeszcze bardziej letnim, niż zimowym z racji tego, że fotki były robione troszkę temu... wtedy to wybraliśmy się razem z Madzią na spacer...
Zwykle wybieramy się na dłuższe przechadzki i przejście nawet kilkunastu kilometrów to żaden problem. Idąc za ptakami...


...kluczącymi na nieopodal położonym polu trafiliśmy w pewne miejsce... które jest swego rodzaju rajem. Pozostawiony sam sobie ogród obradza rokrocznie w jabłka, gruszki, maliny, agrest, wiśnie, porzeczki i poziomki. Można powiedzieć śmiało - raj! Na jednym z drzew zobaczyliśmy podczas wizyty coś, co przekroczyło nasze najśmielsze oczekiwania...


Prawda, że zaskakujące znalezisko? Na jednym z drzew zamiast jabłek trafiliśmy na naturalny sok jabłkowy z Soków regionalnych! Na pewno wcześniej przejeżdżał tamtędy ich kurier swoim żukiem i przeoczył jedną przesyłkę wygrzewając się na pobliskiej polanie!



Całe pięć litrów soku jabłkowego! Tyle znaleźć, tyle wygrać. :) Postanowiliśmy od razu spróbować, bo "na papierze" wyglądał rewelacyjnie. 100% soku! Nic więcej, żadnej wody, konserwantów, chemii. Sam sok w soku. Cenię to bardzo. Muszę szczerze przyznać, że od momentu otrzymania tego soku zmieniło się moje podejście do tego typu napojów. Nie piję już byle czego i z niechęcią patrzę na soki znalezione w markecie za 2-3złote od dwóch litrów. Czy za taką kwotę można wyprodukować DWA litry soku? W jaki sposób, skoro 2 kilogramy jabłek byłyby w tym momencie droższe? Wnioski zostawiam wam, a tymczasem kończę dygresję i przejdę do dalszego omawiania produktu. ;)


Od razu postanowiliśmy przetestować sok. Madzia nalała szklaneczkę. Uznała, że jest przesmaczny i przypomina jej taki, jaki robiliśmy w domu jej mamy na sokowirówce z jabłek zebranych z sadu. Tłoczone soki mają taki wyjątkowy smak, są bogate w błonnik, witaminy, sole mineralne i mikroelementy. Dobrze wspominam nasze wyroby, więc i tym razem nie mogłem nie dać się skusić na degustację.


Mniam! :) Tego nam było trzeba podczas długiej podróży. Wiadomo, zabranie 5 litrowego kartoniku soku na spacer, to średnio udany pomysł, ale miało być niestandardowo. :) W domu świetnie się sprawdził. Opakowanie bag in box (woreczek w pudełku) ma bardzo szczelny kranik dzięki któremu można codziennie poczęstować się szklaneczką soku. Kranik ten uniemożliwia dostanie się powietrza do środka opakowania, uniemożliwia również rozlanie soku. Częstowaliśmy też moją babcię i była zachwycona smakiem nie mogąc porównać tego soku do żadnego znalezionego w sklepie. Cena takiego soku to 28 złotych za 5 litrowe opakowanie. To zaledwie 5,60 za litr, więc cena na pewno nie może nikogo przerazić.


Tym razem ja. Pozdrawiam, Dawid :)

PS. Na koniec wrzucam link do filmu jaki stworzyli dystrybutorzy Soków regionalnych. Na samym początku można zobaczyć m.in. Norberta Brauera, któremu w tym miejscu dziękuję za współpracę i... cierpliwość. :) Kapitalny film :) mają jeszcze inny na YT, ale tamten wg mnie nie oddaje aż tak klimatu pracy, której się poświęcają.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Już nie musisz bać się prostownicy! Bezpieczne modelowanie z Marion.



Dziś ciąg dalszy tematu dotyczącego pielęgnacji urody i nie przez przypadek znów na tapecie mamy włosy, gdyż to w końcu moja pasja. Niestety nawet ja mam z nimi problemy, gdyż mimo, ze zawsze były zdrowe i zadbane, od jakiegoś czasu zachciało się im wypadać i robią to dość intensywnie. Oczywiście jak już wielokrotnie pisałam dbam o nie regularnie i niemal obsesyjnie, ;) ale na niektóre rzeczy nie ma rady jak np. stres.

Nie mniej jednak o włosy trzeba dbać, więc oprócz szamponu, odżywki, masek i olejowania pielęgnuję je poprzez ochronę przed czynnikami mechanicznymi jakimi są suszenie i prostowanie włosów.

Często pozwalam włosom, aby wysuszyły się same, chociaż podobno to tez nie jest dla nich odpowiednie, ale czasem się po prostu spieszę i muszę użyć suszarki. Natomiast jeśli chodzi o prostowanie to muszę przyznać, że prostownica to mój najlepszy przyjaciel od prawie 10 lat, no nie ma co ukrywać. ;)


W związku z powyższym z pomocą przychodzi mi znów firma Marion, która proponuje w takich okolicznościach zastosowanie termoochrony w postaci Mgiełki chroniącej włosy przed działaniem wysokiej temperatury, którą ja również mogę zarekomendować do stosowania właśnie przed suszeniem i prostowaniem włosów.

Odżywka jest bez spłukiwania, co zresztą jest oczywiste, gdyż wówczas wspomniane zabiegi nie miały by sensu, ale często warto o tym wspomnieć. Oczywiście można używać tego kosmetyku przed zastosowaniem lokówki oraz karbownicy, gdyż one także oddziałują na włosy za pomocą wysokiej temperatury.


Wyjątkowa formuła mgiełki zawiera kopolimery tworzące film ochronny na powierzchni włosów, który zapobiega ich wysuszaniu, co z kolei sprawia, ze łatwiej się modelują i są mocniejsze oraz bardziej sprężyste. Kosmetyk jest łatwy w użyciu, bo wystarczy jedynie rozpylić go na włosy i można suszyć i modelować.

Jeżeli wpis Was zainteresował i chcecie wypróbować mgiełkę to polecam zakup w sklepie internetowym Agness sklep za jedyne 6,50 zł za 150ml. Pamiętajcie, że nie zawsze tanie oznacza złe, a w przypadku marki Marion już pewnie niejedna z Was przekonała się, że to prawda. Polecam gorąco.

Magdalena :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...