Tak, biegam bo to modne. Nie lubię udowadniania komuś, że nie jestem wielbłądem. Wydaje mi się, że taka postawa jest dość oczywista. Gdyby w Polsce nastał boom na bierki to zabrakłoby ich na półkach. Ciężko interesować się czymś o czym się nie słyszało, a że ciężko nie trafić na temat o bieganiu, toteż zainteresowałem się tym jakieś pół roku temu. Nie wiem czy mam ku temu predyspozycje i czy skończy się na czymś więcej, niż godzinnych truchtach dookoła Straconki. Dla mnie to póki co bez znaczenia. Czas pokaże.
Strony
-
Na co komu Walentynki?
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgZ8_HCZaJs_vHRni9v7UpPmqSWVGgLVNE1JMMUJyc3bn9Ok0j1S8NviTYBDcg3ut3Ng6TRlRyASk3VtoCXTD84fqOyodUQsBscaj7RMdHMej2hLfumJTL07kEkbt7zydUlxtlbaFja7hmc/s1600/Walentynki.jpgMiliardy serduszek. Baloników, lizaków, kwiatków, misiów. Po co?
-
Blue monday - czyli jeśli nie lubisz poniedziałku, to tego wyjątkowo.
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjv6XiBKrjDZL18gaHUh0PbU63AExFnk-qbuTpODc50leVxnG2WxJCIfPQ9-Bv4Ahn2OLltFgJA6pLjiEU0yTK6dcHquCAF7UJMaSXwqq76UcBbAZSowBCDbYx0VNKT1IgBU-0K8wvXjk3m/s1600/blue_monday.jpgDziś w teorii najbardziej depresyjny poniedziałek w roku. Według wyliczeń kogoś mądrego, albo po prostu siedzącego na odpowiednim stołku 18 stycznia jest dniem, w którym nie powinniście wychodzić spod kołdry, bo nic dobrego Was nie spotka.
-
Sposób na brak wolnego czasu.
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgnb4ki9YsM5ogDjUd4A__5oeaoQMCzlwHR54d-bdeQL5JvpAzo8FfYb6TruvhPKfSW3eltWgfH4IUreqE5QN5mnIh7JEy2RqKhr7PeHNzXpBhDHBKCxQCMSMrCG5s4hHutdUeXBDXOJBoH/s1600/sposob_na_brak_wolnego_czasu.jpg"Nie mów, że nie masz czasu. Masz tyle samo godzin na dobę, ile mieli Helen Keller, Pasteur, Michał Anioł, Matka Teresa, Leonardo da Vinci, Thomas Jefferson i Albert Einstein."
-
Typy klientów sklepów. Z doświadczenia :)
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEihRqYGobsASqJpKsRLravUo-eVftzV7E9aT7j9cEDHHaOA7mtSaP5sEFZWhONnNh4mhIv566L34DKNKapjj-7xzHiyftsFEJ8RwVOrzqnFMeGq6fmbMHunm40r5Jx7nOsgtIrd9Gz_RF2D/s1600/typy_klientow.jpgJak większość z Was (tak z dużej, bo Was lubię), wie pracuję znaczną część życia na marketach. Marketach różnego rodzaju.
-
Liebster Blog Award czyli krótkie Q&A
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEiHpeGLWmfg_tyYtTn13BphVnniZEpmgBj359McN-_FmOyRg6KO4To9Oh6p9l7xtR8Bx3lf7_yAz3Pls6vVscMoGHNEXyxx95rZchz5SW8piM61gRafic9GZZmbgaHD0hgwKQpXUwX5lUkK/s1600/liebster.jpgWeronika nominowała mój blog do odpowiedzi na Liebster Blog Award. Jest to cykl w którym blogerzy nominują 11 blogów do odpowiadania na 11 pytań w dowód uznania ich pracy.
wtorek, 15 marca 2016
Biegania ciąg dalszy. Wrzucam drugi bieg.
Tak, biegam bo to modne. Nie lubię udowadniania komuś, że nie jestem wielbłądem. Wydaje mi się, że taka postawa jest dość oczywista. Gdyby w Polsce nastał boom na bierki to zabrakłoby ich na półkach. Ciężko interesować się czymś o czym się nie słyszało, a że ciężko nie trafić na temat o bieganiu, toteż zainteresowałem się tym jakieś pół roku temu. Nie wiem czy mam ku temu predyspozycje i czy skończy się na czymś więcej, niż godzinnych truchtach dookoła Straconki. Dla mnie to póki co bez znaczenia. Czas pokaże.
niedziela, 28 lutego 2016
Warsaw Shore 5! Alanik nigdy nie traci formy?
Czy Warsaw Shore straci na oglądalności przez brak Alana Kwiecińskiego? Czy odejście kolejnego z liderów grupy odbije się na tym co będzie działo się w programie? Kto teraz będzie samcem alfa?
28 luty. Jednak z Anią dużą, która początkowo miała zrezygnować z udziału w programie przez swą miłość - każdy chyba pamięta jej tekst wejściowy z pierwszego sezonu Męża szukam, miłości szukam. Z udziału z programu zrezygnował jednak Alan Kwieciński. Alanik "nigdy nie traci formy" zdecydował, że sporty walki kręcą go bardziej niż imprezowanie i wrócił do treningów. Ciężko powiedzieć co miało decydujący wpływ na decyzję, bo w Summer Campie nie dogadywał się z ekipą, miał problemy emocjonalne i rozpierała go energia. Problem w tym, że Polska edycja przeżywa kryzys. Najpierw odeszła Elizka, najbardziej charakterystyczna z dziewczyn o którą walczył Trybson i Paweł. Paweł Trybała wygrał i ikona tego programu, autor kultowego hasła "Krzycz Trybson" i postać bez której Warsaw Shore byłoby tak ciekawe jak Klan odszedł razem z Elizką. W międzyczasie odchodzili inni. Śmietana był jaki był, ale wnosił do każdego odcinka chociaż trochę siebie. Nie lubiłem za to Ptysia, który pojawił się w drugiej serii, kompletnie nic nie robił poza leżeniem na kanapie, a znalazł się znów w programie. Niby coś teraz działa, ale pewnie gdyby nie było w programie Klaudii to jego postać byłaby barwna jak w sezonie drugim, czyli niestety w ogóle.
Do 5 sezonu wraca Ewelina. Była Pawła wróciła już wprawdzie w "Oglądaj z dziewczynami", ale obecnie wraca na stałe do sezonu. Jestem trochę ciekaw jej zachowania, bo tak naprawdę nigdy nie robiła nic poza polowaniem na Pawła. Od pierwszego dnia zadebiutowała w bzykalni i na stałe próbowała usidlić największego ogiera programu. Obecnie będzie musiała mieć jakiś pomysł na swój udział w programie.
Niespodzianką będzie debiut braci. Paweł i Piotrek Klukowie mogą mocno zaskoczyć. Publika WS przyjęła ich raczej chłodno, ale może od początku ciekawie zadebiutują? Widziałem kilka fotek z Damianem i liczę, że będą solidnym wsparciem dla Świeżego. Tak na prawdę Świeży mimo podzielonych opinii o nim ciągnie oglądalność i cały program w górę. Kiedyś takim kimś był Paweł Cattaneo, ale jak wiadomo - żyjąca legenda nie trwa wiecznie. Nie zastosował się do zasady, o której sam mówił w pierwszym sezonie. Gdzie się mieszka i pracuje tam sie ch%^$# nie wojuje.
Polskiej wersji brakuje niestety sporo do Ekipy z Newcastle, nie wspominając już o kultowej serii z New Jersey. Chociaż mówiąc szczerze Polska nie jest krajem w którym taki reality show mógłby się sprawdzić. Tu do dziś mówi się o "skandalu" w Big Brotherze z udziałem Frytki i Kena. Tu liczba partnerów seksualnych na całe życie to 3. Amerykanie mają dwa razy tyle, a to i tak pewnie statystyki bardziej z małych miasteczek, niż Kalifornii czy New Jersey. My mamy zamiast tego walkę o "gdzie jest krzyż" i wieczne oburzenie na to ile w programie strasznych rzeczy się dzieje, podczas gdy pokazuje w sumie... normalne życie, normalnych ludzi na imprezie.
Ja w sumie nie mógłbym nie oglądać, bo od czasów Big brotherów tego typu programy towarzyszą mi stale. Ciekaw jestem zachowań uczestników, ale jeszcze bardziej opinii ludzi oglądających. A chyba jeszcze bardziej nie oglądających. Oglądacie?
środa, 24 lutego 2016
Typowy sprzedawca, ekspedient, kelner :/
niedziela, 14 lutego 2016
Na co komu Walentynki?
środa, 10 lutego 2016
Ile trzeba spać? Jak? I z kim.
sobota, 23 stycznia 2016
Śmierć w dobie społecznościówek
Ostatnio to samo z Davidem Bowie. Niby każdemu się wydaje, że on był znany, ale... czy jego muzyki obecnie ktoś z Was słuchał? Jasne. Jestem przekonany, że znajdzie się 5 osób, które napiszą w komentarzu, że słuchała go od 5 lat codziennie. No dobra, nie napiszą, bo ostatnio mało piszecie, ale to nie zmienia faktu... że DZIESIĘĆ minut po śmierci Bowiego jego odsłuchania na Spotify wzrosły o... 2 700%! 4 000 000 odsłon podczas dwóch pierwszych dni od śmierci. Ludzie byli aż takimi fanami, że przypomnieli sobie o jego muzyce dopiero, gdy artysta umarł czy po prostu... każdy chciał wiedzieć o czyjej śmierci w ogóle wszyscy mówią, a najlepiej zabłyszczeć w towarzystwie, że Heroes jest znacznie lepsze od Let's dance. I znów ta sama szopka. Miliony komentarzy mówiących o najsmutniejszym roku w historii, o setkach osób, których już z nami nie ma, no i oczywiście... nie mogłoby się obyć bez pierdyliarda znaczków, bez których David nie mógłby odejść. Mowa oczywiście o [i][i][i]. Jak kiedyś umrę, a ktoś mi to wstawi na tablicę to przyjdę i już nigdy nie zaśnie.
Kiedyś ktoś miał pretensję, że podczas opowiadania o śmierci 20 imigrantów w chłodziarce uznałem, że w sumie niespecjalnie mnie to dotyka, zastanawiając się tylko jednocześnie jakim cudem wszyscy się tam zmieścili. Szkoda ich, ale w żaden sposób nie zmienia to mojego życia. Media przyzwyczaiły nas do tego żebyśmy non stop żyli we współczuciu. Tu autobus z 10 robotnikami, tam 15 osobowa wycieczka szkolna, tam dziecko. Serio? Nie wiem czy tylko mnie to nie interesuje, ale na świecie CODZIENNIE umiera 150 000 osób. A media każą nam interesować się dziesięcioma. I płakać nad ich osobistą tragedią. A jutro znajdą inne dziesięć osób. I znów każą nam płakać. Co roku umiera 59 mln ludzi. Polska ma 38,5 mln ludzi. Co roku umiera 1,5 kraju. A ktoś każe nam się przejmować jednostkami. Śmierć to tragedia osobista. Dla czyjejś żony, męża, rodziców, a ktoś sprowadził to do tragedii ogólnonarodowej. W każdym roku umrze Bowie, w każdym umrze Walker, w każdym umrze Szymborska. Tylko inaczej nazywający się, grający co innego, piszący co innego.
poniedziałek, 18 stycznia 2016
Blue monday - czyli jeśli nie lubisz poniedziałku, to tego wyjątkowo.
czwartek, 7 stycznia 2016
Najlepsze seriale 2016 roku ?
Nic nie wiesz, Jonie snow.
W Homelandzie.
Gdy myślisz, że jest dobrze...
Nastoletnie karkonosze
niedziela, 3 stycznia 2016
Sposób na brak wolnego czasu.
"Nie mów, że nie masz czasu. Masz tyle samo godzin na dobę, ile mieli Helen Keller, Pasteur, Michał Anioł, Matka Teresa, Leonardo da Vinci, Thomas Jefferson i Albert Einstein."
piątek, 1 stycznia 2016
Gwiezdne wojny - Przebudzenie mocy. Czyli jak znalazłem się na premierze i co z niej wyniosłem. I plany noworoczne.
Obserwujący mnie na Instagramie mogli trafić na zdjęcie, które macie powyżej, a które wcześniej było na moim koncie. Możecie mnie
Uznałem jednak, że skoro nigdy nie oglądałem "Obcego" a wybrałem się na premierę o północy "Prometeusza", to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zrobić tak samo z Gwiezdnymi Wojnami. Przebudzenie mocy przed pójściem zapowiadało się dobrze, więc aby podkręcić sobie dozę niepewności nie obejrzałem ani jednego zwiastuna. Nie czytałem też przedpremierowych recenzji żeby nie nabijać blogerom wejść z czegoś, czego nie powinni publikować (klauzula tajności była w tym przypadku dość ważna). Uznałem, że pójdę na żywioł, mniej więcej jak tydzień temu, kiedy poszedłem na drugą część, drugiej części Igrzysk śmierci. I muszę przyznać, że mi się podobało. Nie rozumiałem wprawdzie niektórych niezręcznych ciszy między niemal głównymi bohaterami, nie wiedziałem jak powinienem dopowiadać niedopowiedzenia, co byłoby łatwiejsze, gdybym oglądał poprzednie części, ale dostałem zamiast tego spory element zaskoczenia, którego nie miał na sali nikt, kto oglądał serię od początku. Film był dość liniowy, więc Ci którzy oglądali poprzednie części mieli zepsutą zabawę już niemal na starcie. Ja miałem niebywały fun.
Co więc wyniosłem z najnowszej części Star Wars? Radość. Taką dość pocieszną, bo o ile fanom Gwiezdnych Wojen film mógł się skrajnie nie podobać to ja nie miałem porównania. Dla mnie był fajnie zrobiony, z dużą ilością dopracowanych scen, ciekawie przeprowadzoną fabułą. I o ile fanom wiele scen mogło wydawać się bezsensownych, a wręcz źle zrobionych o tyle ja nie mogłem mieć z tym problemu nie oglądając części poprzednich.
Film zarobił już 1.3 mld dolarów, więc chyba nie może być aż tak zły, jak mówią wszyscy. Zwłaszcza Lucas, który skrytykował go za odtwórczość. Tyle, że chyba tego chcieli fani. Rozmawiając z kilkoma przed premierą zapamiętałem dwa życzenia: żeby pojawiło się kilka postaci z poprzedniej trylogii i żeby akcja toczyła się na którejś z już opisanych planet. Dokładnie za to krytykuje Lucas. Pudło, Panie George.
Tekst napisałem zaraz po premierze, ale opublikowałem teraz. Dlaczego? Miałem zająć się designem bloga, ale widząc jak idzie mi sprecyzowanie co chciałbym żebyście tu zobaczyli wolę jednak od nowego roku publikować częściej, a design zmieni się w pewnym momencie. Pewnie w tym, w którym będę miał dużo więcej czasu. Albo chociaż tyle, żeby po jakimś niewyobrażalnym crashu plików mieć cały dzień na naprawianie tego.
Nie będę pisał nic o postanowieniach noworocznych. Chciałbym być dla Was częściej, ale w planach na styczeń mam duży remont pokoju, nowy sprzęt do pisania dla Was, a wraz z nowym sprzętem spróbuję ruszyć z youtubem. Samo pisanie mi nie wystarcza.
Na koniec krótkie życzenia. Nie lubię składać życzeń, więc to taki wyjątek. W nowym roku realizujcie się. Niech nikt 1 stycznia 2017 nie powie, że jest dokładnie w tym samym miejscu. Stały progres i rozwój. Życzy jednoosobowa ekipa Testandwrite, czyli Dejv.



































