Do dzisiejszego tekstu zbierałem się dobre dwa dni i pomimo, że miał dziś lecieć inny, to napisałem o edukacji. Tamten miał być o wystawie gadów i płazów w Gemini Park, na którą i tak wszystkich Bielszczan zapraszam - mieści się na samym środku Gemini do 2 maja (wrzucę go pojutrze). Dlaczego ten tekst jest ważniejszy? Bo system edukacji zaczyna mnie przerażać. Znaczy przerażał już od dawna, ale ostatnio na dobre zdałem sobie z tego sprawę.
Obecnie testy piszą gimnazjaliści. Próbowałem sobie odpowiedzieć na pytanie - Czy ten egzamin miał dla mnie jakiekolwiek znaczenie w kontekście dalszego życia? Odpowiedź jest banalnie prosta. NIE. Był tylko masą zbędnego stresu. Znaczy jak sobie przypomnę sam egzamin to wspomnienia mam raczej lajtowe. Przyszedłem na ostatnią chwilę, wszedłem i tadam, napisane. Nie chciałem iść do liceum. Serio. Teraz Stuu zabrał się za kampanię techników i mega to propsuję. Dlaczego? Bo jeśli masz ambicję iść do topowego liceum i potem iść na coś bardzo konkretnego to droga do liceum jest drogą dla Ciebie. Wiesz - najlepsze (albo top 5) liceum w mieście, potem droga wprost na studia które już sobie upatrzyłaś/eś. Gratuluje tym, którzy w wieku 15 lat mają zaplanowaną przyszłość, są tacy i szczerze podziwiam. Natomiast jeśli nie wiesz co do końca chcesz robić w życiu, a masz ku czemuś predyspozycje... to nie idź tą drogą. Zdecydowanie liceum nie jest dla Ciebie. Jeśli pójdziesz do przeciętnego liceum to będziesz się męczyć na każdym przedmiocie, a niewiele to da. Po technikum masz określony zawód. Nie tylko taki w którym możesz pracować, ale też taki w którym możesz być szefem. Kucharz nie musi pracować w stołówce - może otworzyć bistro, budkę, a potem restaurację. Dlaczego nie? Po liceum też może, ale nic o branży nie wie.
Czy technikum odcina Wam możliwość drogi na studia? Każdy wie, że nie i jestem tego doskonałym przykładem. Skończyłem technikum w Zespole Szkół Gastronomicznych i Handlowych w Bielsku-Białej. I wiecie co? Nic nie straciłem. Obecnie kończę magisterkę w Akademii Techniczno-Humanistycznej. Można? Można.
.jpg)
Tekst jednak idzie mi w złą stronę, więc zawrócę. Chciałem napisać o tym, że te egzaminy to tylko zawalanie mózgu zbędnymi pierdołami. Pamiętam, jak jeszcze w drugiej klasie gimnazjum nauczyciele stresowali idiotycznymi hasłami "Jak tak dalej się będziesz uczyć to nie zdasz". Już pomijając inteligencję mówiących to, bo tego egzaminu nie da się nie zdać, no i każdy kto chce, obojętne na jakim poziomie napisze da radę dostać się do niemal każdego technikum - albo w 1 turze, albo po przepisaniu we wrześniu. Chodzi przede wszystkim o to, że potęgowali stres, który pojawiał się na samą myśl - zupełnie niepotrzebnie. Ten egzamin nie znaczy nic, poza nielicznymi wyjątkami osób, które na prawdę chcą się dostać do bardzo renomowanych liceów.
Jeszcze gorzej jest w liceum/technikum. Tam już od pierwszej klasy zaczyna się psychiczny terror egzaminem. Serio. Nie ma tygodnia, w którym ktoś by nie powiedział o maturze. Nie wiem czy nauczycielom ryją tak psychikę gdzieś wyżej, ale skądś to muszą brać. No i te setki godzin lekcyjnych przeznaczonych na beznadziejne uczenie się pod klucz. Zamiast kreatywności - klucz, zamiast ciekawych zajęć - wypełnianie egzaminów z lat ubiegłych. I po co? Maturę zdałem na w miarę średnim poziomie. Jedynie polski pisałem na rozszerzeniu, bo zawsze lubiłem pisać. Nauczycielka w ogóle nie pomogła w przygotowaniu do rozszerzenia - stwierdziła, że jak ktoś chce pisać rozszerzenie to ma się przygotować sam, bo ona nie poświęci zajęć dla tak wąskiej grupy. Przygotowałem się. Zdałem. Na studia przyjęli mnie w pierwszej turze. Górny wynik pomimo średnio zdanej matury. Potem była druga tura. Była też... trzecia. Z takimi wynikami, że ludziom chyba łatwiej byłoby mówić, że matury nie zdali, niż przekazać rzeczywiste wyniki. I wiecie co? Niektórzy z nich dali sobie radę. Są nadal na studiach. Dlaczego? Bo te egzaminy nie są żadną wymierną inteligencji. Po prostu nie dali sobie rady w tym konkretnym dniu, ale ogólnie głupi nie są.
Na studiach jest nieco lepiej. Zdecydowanie mniej smutów o obronie. Czasami się zdarzają, wiadomo, masa tłumaczeń, terminów etc. Swój licencjat napisałem w tydzień. 72 strony. 4ka, bo zabrakło czasu na konkretniejszą korektę. Można. I to całkiem bez stresu
Nie byłem świadom, że dzieciaki po 3 klasie podstawówki mają też swoje trójeczki, czy jak to tam zwą. To jest dopiero paranoja. Dzieciaki, które dopiero zrezygnowały z zabawek mają być klasyfikowane ze względu na egzamin? Do czego to dąży?
Trójeczki-gimnazjalny-matura-obrona-dobra praca. Serio? Nie. Jedyne o co proszę każdego młodego człowieka z którym rozmawiam to przede wszystkim, żeby nie słuchał rodziców. Oni nie powinni mieć żadnego zdania w sprawie edukacji swoich dzieci. Często widzę przykłady, jak średnio uczące się dzieci idą do topowych liceów, bo tata załatwił, a potem dziecko siedzi dniami i nocami w książkach, aż w końcu wcale nie kończy się to dobrze. Dlaczego? Bo nie ma wiedzy życiowej. Nie umie tego wykorzystać w praktyce. Moja mama powiedziała mi bodajże po gimnazjum, że moja edukacja to jest moja sprawa. Co chcę robić albo nie robić to tylko mój wybór. Dziękuję jej za to, bo brak presji doprowadził mnie po (niedługo) tytuł magisterski.
Egzaminy były tylko zbędnym stresem, który nijak wpłynął na moją drogę życiową. Na waszą też nie wpłynie. You only live once.
A tu zapowiedź następnego tekstu o wystawie ;)